Polskie dziecko zostanie

Polskie dziecko zostanie

Kilka miesięcy temu pokazaliśmy historię Urszuli Abramczyk, która walczyła o swojego syna Viktora. W sierpniu ubiegłego Sąd Rejonowy w Raciborzu nakazał wydać dziecko do Niemiec. Dlaczego? Bo tak życzy sobie ojciec Viktora - Szwed mieszkający na stałe w Monachium. Pani Urszula była zrozpaczona. Twierdzi, że na pomoc w Polsce nie może liczyć.

Cała historia zaczęła się w 2002 roku. Urszula Abramczyk przebywała wtedy u swojej siostry w Monachium. Tam poznała Roberta O. W 2006 roku urodził się ich syn Viktor.

- Stwierdziliśmy, że wychowujemy Viktora w kierunku polskim, że jego korzenie to jest Polska, że jest jego ostoją, polski język, polska kultura, dlatego ma moje nazwisko, dlatego nie jest ewangelikiem, tylko katolikiem - mówi Urszula Abramczyk, matka Viktora.

Między panią Urszulą i jej mężem coraz częściej dochodziło do nieporozumień. W końcu Robert O. wyprowadził się ze wspólnego mieszkania. Kilka miesięcy później okazało się, że mężczyzna zamieszkał z nową partnerką.

- Stwierdziłam, że najlepiej będzie wrócić do Polski, niż w Niemczech trafić pod most. Wróciłam, o czym Robert bardzo dobrze wiedział, dostałam nie tylko jego zgodę, ale błogosławieństwo, bo uważał, że jak wrócę do Polski, nie będzie musiał na mnie płacić - mówi Urszula Abramczyk, matka Viktora.

Kłopoty zaczęły się na początku ubiegłego roku. Okazało się, że mąż pani Urszuli złożył w niemieckim sądzie wniosek o pozbawienie jej praw rodzicielskich. Dlaczego?

- Powiedział, że mieszkamy w rozpadającej się ruderze, nie mamy ciepłej wody i ogrzewania. Dochodziło do takich absurdów, że musiałam robić zdjęcia domu, chodzić do wodociągów po zaświadczenia, że mamy zdatną do picia wodę - opowiada Urszula Abramczyk.

W marcu okazało się, że Robert O. zgłosił w Sądzie Rejonowym w Raciborzu porwanie Viktora. Zażądał wydania dziecka do Niemiec na podstawie Konwencji Haskiej.

- Unia Europejska, strefa Schengen, otwarte granice, wolność przesiedlania się, to wszystko się nie liczy, bo jest jakiś artykuł 12. Konwencji Haskiej i cała reszta nie liczy się w Polsce - rozpacza Urszula Abramczyk.

22 sierpnia Sąd Rejonowy w Raciborzu wydał decyzję - dwuletni Viktor ma wrócić do Niemiec. Sąd nie wziął pod uwagę opinii Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego, o którą zresztą sam się zwrócił.

Oto fragment opinii Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno- Konsultacyjnego:

"Niewątpliwie powrót dziecka do Niemiec i umieszczenie go w innym środowisku wychowawczym, bez udziału matki, byłoby dla niego silnie traumatyzującym przeżyciem, co mogłoby odbić się negatywnie jego dalszym rozwoju psycho-emocjonalnym".

- Sąd zdecydował, że dziecko ma powrócić do swojego ośrodka życiowego, a kwestię władzy rodzicielskiej ma rozstrzygnąć sąd właściwy miejscowo, czyli sąd niemiecki - mówi Jacek Wieczorek z Sądu Okręgowego w Gliwicach.

- Po tej rozprawie w Polsce i po tym, co się na sali działo, sprawiedliwość i niezawisłość sądu to są jakieś bajki - mówi Urszula Abramczyk, matka Viktora.

Dzięki reporterom Interwencji i walce Pani Urszuli po kilku latach wreszcie sąd zdecydował. Dziecko zostanie przy matce. W Polsce.*

* skrót materiału

Reporter: Paulina Bąk

pbak@polsat.com.pl(Telewizja Polsat)