Zrobili z niego oszusta

Zrobili z niego oszusta

Liczył na sprawiedliwość, a posądzono go o oszustwo. Pan Marcel od lat prowadził hurtownię mięsa. Aby wyjść z długów wszedł w spółkę z Wojciechem Ł. Niestety, dług hurtowni jeszcze wzrósł, bo zdaniem pana Marcela wspólnik nie wniósł do firmy obiecywanego kapitału. Mężczyzna wytoczył Wojciechowi Ł. proces. Nie spodziewał się, że sam będzie musiał udowadniać swoją uczciwość.

Hurtownia mięsna "Ema" Marcela Zaborskiego powstała w połowie lat 90-tych w Skarżysku Kamiennej koło Kielc. Przez kila lat interes szedł bardzo dobrze. Jednak w 1998 roku firma popadła w tarapaty finansowe.

Aby odbić się od dna, w lutym 2002 roku Marcel Zaborski wszedł w spółkę z Wojciechem Ł. Mężczyzna miał wnieść do firmy pana Marcela 100 tysięcy złotych. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, że te pieniądze zostały wpłacone.  

- Powiedziałem mu, że w spółce źle się dzieje. Jak zacząłem naciskać, że nie rozlicza się i nie płaci, to wyszedł z firmy. Jej dług wzrósł z 200 do 300 tysięcy złotych - opowiada Marcel Zaborski.

Wojciech Ł. nie chce z nami rozmawiać ani o firmie "Ema", ani o Marcelu Zaborskim.

Gdy Marcel Zaborski wytoczył wspólnikowi proces cywilny w Sądzie Rejonowym w Kielcach, Wojciech Ł. złożył do prokuratury zawiadomienie o przestępstwie. Oskarżył Marcela Zaborskiego o to, że okradł własną firmę.

Na podstawie opinii biegłego sądowego z Kielc prokuratura oskarżyła pana Marcela o kradzież 270 tysięcy złotych. Gdy sąd nie dał wiary opinii biegłego, przygotował on nową ekspertyzę. Z drugiej opinii tego samego biegłego wynikało, że Marcel Zaborski nie tylko nie wyprowadził żadnych pieniędzy z firmy, ale do niej dokładał.

Sąd uniewinnił Marcela Zaborskiego, jednak prokuratura odwołała się od wyroku. W uzasadnieniu napisała, że Marcel Zaborski przelał 31 tysięcy złotych na swoje konto osobiste. Sęk w tym, że nigdy rachunku osobistego nie posiadał.

- Jestem przerażony treścią tej apelacji. Pani prokurator ośmiesza się. Myli konta bankowe z kontami księgowymi i w oparciu o te konta uzasadnia swoją apelację. To woła o pomstę do nieba - mówi Marcel Zaborski.

W ciągu czterech ostatnich lat trzy razy włamano się do domu Marcela Zaborskiego. Nie zginęło nic wartościowego - oprócz części dokumentów firmy "Ema". W połowie marca w domu wybuchł pożar.

Według Straży Pożarnej było to podpalenie. Jednak Prokuratura Rejonowa w Skarżysku Kamiennej w tej kwestii ma inne zdanie. Uważa, że nastąpiło zwarcie instalacji elektrycznej i odmawia wszczęcia śledztwa. *

* skrót materiału

Reporter: Ewa Pocztar-Szczerba epocztar@polsat.com.pl(Telewizja Polsat)