Biegły z przeszłością

Marcel Zaborski pozwał wspólnika, który miał nie wnieść obiecanego wkładu w spółkę, a o mały włos sam nie został skazany. W odwecie wspólnik pozwał bowiem pana Marcela o zdefraudowanie firmowych pieniędzy. A biegły przyznał mu rację. Interwencja odkryła, że biegły był wcześniej skazany i nie powinien w sprawie orzekać. Pan Marcel został oczyszczony z zarzutów.

- Jest przyzwolenie dla oszustów i złodziei, natomiast uczciwy człowiek jest w Polsce niszczony. Jestem uczciwy, wszystko prowadziłem jak należy i nagle pojawił się koszmarny zarzut ze strony prokuratury w oparciu o opinię biegłego – opowiada pan Marcel.

Marcel Zaborski mówi, że żałuje, iż wrócił do Polski z Kanady. W połowie lat 90. mężczyzna założył w Skarżysku-Kamiennej hurtownię mięsa Ema. Po kilku latach hurtownia popadła w tarapaty. Wtedy zgłosili się wspólnicy. Aby przystąpić do spółki, Wojciech Ł. miał wnieść 100 tysięcy złotych.

- On pokazuje dokument, gdzie jest tylko deklaracja wpłaty. Natomiast nie pokazuje dokumentu świadczącego o tym, że wpłacił wyraźnie tę sumę. Zgłosiłem sprawę do sądu cywilnego przeciwko wspólnikom o rozliczenie i wykluczenie ich ze spółki. Oni w odwecie założyli mi sprawę karną, twierdząc, że to ja wynosiłem pieniądze z firmy – mówił Marcel Zaborski w maju 2007 roku, gdy po raz pierwszy opowiedzieliśmy jego historię.

- To ja przynosiłem te pieniądze do firmy. Jednego dnia przyniosłem chyba 60 tysięcy złotych. Byłem głupi, trzeba to było płacić przez pocztę – zapewniał Franciszek Ł., ojciec Wojciecha Ł.

Prokuratura Rejonowa w Skarżysku-Kamiennej oskarżyła Marcela Zaborskiego, że zdefraudował firmowe pieniądze. Pomogła w tym opinia biegłego z Kielc - Grzegorza Ł., który stwierdził, że pan Marcel wyprowadził z firmy 270 tysięcy złotych. Jednak w drugiej opinii ten sam biegły mówi, że Zaborski nie tylko nie wyprowadził, ale jeszcze włożył do firmy swoje pieniądze.

- Okazało, że jego ekspertyza jest jednym wielkim fałszem, jest spreparowana, że biegły jest oszustem – mówi pan Marcel.

- Pan Marcel jest osobą rzetelną, niezdolną do korupcji. Taka jest rzetelna, jasna opinia stanu faktycznego. Nie może być to taka opinia, jaką sporządził ten biegły księgowy. Tam padały nawet słowa, że pan Marcel ukradł – opowiada Karolina Gał, ekspert z dziedziny bankowości, która była współautorką prywatnej kontropinii Marcela Zaborskiego.

Odkryliśmy, że biegły Grzegorz Ł. nie powinien wydawać opinii w sprawie Marcela Zaborskiego, ani też w żadnej innej, bo wcześniej był skazany przez sąd w sprawie karnej i został skreślony z wykazu biegłych Sądu Okręgowego w Kielcach.

- Dzięki Polsatowi odkryliśmy, że kiedy biegły sporządzał opinię, był już skazany prawomocnym wyrokiem sądu karnego. Nie rozumiem, dlaczego człowieka z przeszłością kryminalną powołano, by orzekał w mojej sprawie – dziwi się pan Marcel.

- W trakcie jednej z rozpraw zadzwonił do mnie mecenas Marcela i powiedział, że Marcel zasłabł. On później mówił, że nie mógł już tego słuchać. To była rozprawa, na której zeznawał też biegły. Wszystko się w nim gotowało, aż w końcu nie wytrzymał – opowiada Elżbieta Tobiasz, przyjaciółka Marcela Zaborskiego.

Były już biegły sądowy, Grzegorz Ł. nie chciał sprawy komentować. Kolejny biegły z dziedziny rachunkowości nie stwierdził, że Marcel Zaborski wyprowadzał pieniądze ze swojej firmy. Nie zgodził się też z opinią biegłego Grzegorza Ł. na temat nieprawidłowości w funkcjonowaniu księgowości spółki Ema. To pozwoliło sądowi okręgowemu w Kielcach ostatecznie oczyścić Marcela Zaborskiego z zarzutów.

- Sąd uznał, że ten zarzut nie może być wzięty pod uwagę, ponieważ był gołosłowny. Opinia biegłego, który drugi raz opiniował, była jasna, pełna i te zarzuty okazały się nieskuteczne – informuje Marcin Chałoński, rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach.*

* skrót materiału

Reporterka: Ewa Pocztar-Szczerba

epocztar@polsat.com.pl