Matka zastępcza… A własny syn w placówce

Kuriozalna sytuacja w Malborku. Ta sama kobieta ma własne dziecko w placówce opiekuńczo-wychowawczej, a jednocześnie jest rodziną zastępczą dla innego, 4-letniego chłopca. Dostaje na niego pieniądze. Biologiczny syn pani Małgorzaty nie chce do niej wracać. Opowiada, że matka go prześladowała i biła. Czy nadaje się na matkę zastępczą?

- Ciągle mnie biła, wyzywała, groziła, szczypała. Rzuciła we mnie wałkiem, aż się połamał.
Kocham ją tylko za to, że mnie urodziła – opowiada Sebastian, syn pani Małgorzaty i pana Jerzego.

Jerzy Kosecki z Malborka ożenił się osiem lat temu z panią Małgorzatą. Mają 14-letniego syna Sebastiana. Niestety, dziś pan Jerzy zamiast szczęśliwego życia rodzinnego, walczy o przetrwanie i odzyskanie syna. Twierdzi, że w jego małżeństwie często dochodziło do awantur i przemocy. Szczególnie po narodzinach syna Sebastiana.

- Kilkakrotnie uderzyła mnie pięścią w twarz, gdy mówiłem, że doprowadzę do rozwodu, używała pięści. Nie potrafiła do mnie inaczej mówić, jak stary dziadu, ch… - twierdzi pan Jerzy. 

Niestety, świadkiem domowych kłótni, jak twierdzi pan Jerzy, był ich syn. Mężczyzna nie mógł już dłużej tego znieść. Dwa lata temu postanowił rozwieść się i wywalczyć opiekę nad synem. Wyprowadził się ze wspólnego mieszkania. Nie chciał, by syn Sebastian był dłużej świadkiem awantur.

- Nawalała tego dzieciaka, potrafiła go w styczniu na balkonie zamknąć. Wyganiała go na klatkę schodową, nie patrzyła, która godzina. Widziałem, że go katuje – opowiada pan Jerzy.

Mężczyzna twierdzi, że pani Małgorzata nie potrafiła wychowywać Sebastiana. Dwa lata temu, mimo konfliktów z własnym synem, kobieta stała się jednak rodziną zastępczą dla dwuletniego Bartosza. Dostaje za to miesięcznie tysiąc złotych.  

Jak twierdzi ojciec Bartosza, pani Małgorzata nie potrafi prawidłowo zaopiekować się obojgiem dzieci…

- Wychodziła kiedy chciała, a ja pilnowałem dzieci. Wracała w nocy. Opiekuje się nim dla pieniędzy, które wydaje na siebie, na papierosy i alkohol – twierdzi pan Krzysztof, ojciec Bartosza.

- To jest paranoja, tak nie powinno być. Swoim dzieckiem nie potrafiła się zaopiekować, a ma inne pod opieką? Wychodziła i na drugi dzień wracała. Wychodzi na to, że jej nikt nie kontroluje! Skoro ona wywozi dziecko do matki na 3 miesiące i nazywa to urlopowaniem, to gdzie są te urzędy? – pyta pani Krystyna, znajoma rodziny.

Pan Jerzy bał się o swojego syna - Sebastiana. Czekał na zakończenie sprawy rozwodowej i decyzję sądu w sprawie dziecka.

- Sebastiana trzykrotnie wprowadzała policja do domu. Gdy w końcu udało się, to następnego dnia dzieciak biegał na bosaka po podwórku. On powiedział, że pod żadnym pozorem nie wróci do domu, chyba, że ze mną. Natomiast ja nie mogłem, nawet dzielnicowy mnie prosił, żebym do czasu zakończenia rozwodu tego nie robił – opowiada pan Jerzy.

- W domu byłby ciągle horror, by mnie biła, dokuczała, wyzywała – dodaje Sebastian.
W końcu trzy miesiące temu Sebastian trafił do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Pani Małgorzata nadal jest dla Bartosza… rodziną zastępczą. 

- To jest ta walka o Sebastiana i o drugie dziecko, żeby nie miało takiego losu, jak Sebastian. To nie jest kobieta, która powinna zajmować się dziećmi – twierdzi pan Jerzy. 

- Wygląda to rzeczywiście przedziwnie. Ja oczekuję na dalsze decyzje sądu – powiedziała Anna Sawirska z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Malborku.

- W ocenie sądu związek jaki tworzy pani z podopiecznym, jest na tyle silny, że nie ma powodów do tego, by zmieniać i wyznaczać kolejną rodzinę zastępczą. Kwestia jej własnego dziecka jest w tej chwili badana przez sąd. Sąd rodzinny bada obie te sytuacje. W jego ocenie, na chwilę obecną one nie są związane z kwalifikacjami wychowawczymi matki – mówi Rafał Terlecki z Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Pan Jerzy musi czekać na decyzję sądu. Niestety, jego syn, którym chce się opiekować, musi do tego czasu być w placówce opiekuńczo-wychowawczej.

- Taka jest decyzja sądu, bo jeśli się ta procedura nie zamknie, to on musi czekać na ostateczne rozstrzygniecie. Gdyby go dziś zabrał, to mogłoby to działać na jego niekorzyść – mówi Mirosław Jasiński, radny Malborka.
Pani Małgorzata nie chciała z nami rozmawiać.*

* skrót materiału

Reporterka: Żanetta Kołodziejczyk-Tymochowicz

interwencja@polsat.com.pl