Brakuje nawet mebli

Pomóżmy państwu Zawadom z Gołkowic niedaleko Wodzisławia Śląskiego. Sześcioosobowa rodzina żyje w tragicznych warunkach. Dach jej niewielkiego domu przecieka, ściany pokrywa grzyb, a dzieci marzą o własnym pokoju, biurku, a nawet krześle! Rodzina utrzymuje się z 900 zł pensji pana Józefa i dzięki pomocy społecznej.

- Boję się, że mi je zabiorą. Nie piję, dzieci są zadbane, czyste, najedzone, dobrze się uczą, ale wie pani, jak teraz jest w Polsce. Przez pleśń w domu mogą mi je zabrać – mówi Barbara Zawada.

- Chciałabym mieć własny pokój, żeby mieć gdzie się uczyć. My się uczymy w pokoju albo w kuchni. Nie mam swojego miejsca – rozpacza Vanessa, 12-letnia córka państwa Zawadów.

Barbara i Józef Zawadowie dwanaście lat temu wzięli ślub. Urodziło im się czworo dzieci. Vanessa ma 12 lat, Adrian 10, Magdalena 8 lat, a Daniel 11 miesięcy. Niestety, życie rodziny Zawadów to codzienna walka o przetrwanie.

- Chodzimy do ludzi i prosimy o meble. Wstyd, ale co zrobić – mówi pan Józef.

Rodzina żyje w tragicznych warunkach. Dach starego domu przecieka i, jak twierdzą Zawadowie, grozi zawaleniem. Ściany pokrywa pleśń.

- Jak pada deszcz, to w domu kapie – mówi 12-letnia Vanessa.

Dom wymaga generalnego remontu. Dziś sytuacja jest tak trudna, że rodzina Zawadów nie ma żadnych warunków do życia. Dzieci marzą o własnym pokoju, biurku, a nawet krześle.

- Dzieci przeszkadzają sobie. Robię tak, że jeden kończy zadania, a drugi zaczyna. Nawet nie było gdzie obiadu zjeść, lataliśmy z talerzami, jeden przy tapczanie, drugi na krześle - opowiada pani Barbara.

Dzieci państwa Zawadów  z powodu bardzo złych warunków mieszkaniowych często chorują. Najmłodszy, jedenastomiesięczny Daniel trafiał już kilka razy do szpitala.   

- Chorują po dwa razy w miesiącu. Najmłodszy ma zapalenie oskrzeli, do tego jest alergikiem – wylicza pani Barbara.

Rodzina Zawadów jest bezradna. Pan Józef robi wszystko, co może, by utrzymać rodzinę. Niestety, o stałą pracę jest bardzo trudno. Mężczyzna zarabia zaledwie 900 złotych. Wsparciem jest Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej. Jednak potrzeby są znacznie większe.

- Dostają zasiłki celowe, okresowe, stypendia szkolne, zasiłki rodzinne, żywność z Banku Żywności, wyprawki szkolne, wszystko, co się da. Żeby poprawić sobie sytuację, trzeba wyjechać za granicę. Takie jest moje zdanie – mówi Iwona Stokowy z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Gołkowicach.*

* skrót materiału

Reporterka: Żanetta Kołodziejczyk-Tymochowicz

interwencja@polsat.com.pl