Awantura w barze. Nożem w barmana.

W jednym z opolskich barów na początku stycznia doszło do awantury. Klient myśląc, że ktoś ukradł mu portfel, zaczął atakować inne osoby. Bójka została przerwana przez właściciela lokalu, ale to nie był koniec. Awanturnik po kilkudziesięciu minutach wrócił z nożem.

Pan Marcin jest właścicielem baru na jednym z opolskich osiedli.  Do końca życia będzie pamiętał zdarzenie z 11 stycznia bieżącego roku. Po godzinie 17.30 jeden z pijanych klientów Jan P.,  oskarżył klientów lokalu o kradzież portfela.


- Zaczął wszystkich oskarżać, że go okradli. Jednego klienta zaczął okładać pięściami po twarzy – mówi Marcin Szymkowiak,  właściciel lokalu.


Pan Marcin rozdzielił agresywnego napastnika od innych gości baru i dał mu swój telefon, aby ten wezwał policję i zgłosił kradzież. Jan P. zatelefonował na numer alarmowy, ale po chwili połączenie zostało rozłączone. W efekcie policja nie przyjechała. Oburzony napastnik wyszedł z baru grożąc właścicielowi.


- Powiedział, że wróci z synem i nas tutaj wszystkich załatwi – mówi pan Marcin.


Trzy kwadranse później Jan P. wszedł do baru i zaatakował pana Marcina.  Tylko cudem nie doszło do tragedii. Mężczyzna broniąc się został skaleczony w rękę.


- Wszedł  z nożem  prosto za bar.  Nie było się gdzie wycofać, więc jak próbował mnie dźgnąć  to go złapałem za rękę. Nie dawałem sobie rady. Wstał klient i w dwójkę wyrwaliśmy mu nóż – opowiada pan Marcin.


 Policja została wezwana ponownie. Jana P. odwieziono do izby wytrzeźwień, a na drugi dzień wypuszczono.  Nie zabezpieczono nawet dowodu rzeczowego, czyli - noża.


-  Policja  powiedziała, że nie ma przestępstwa i żebym zrobił  obdukcję. Będę mógł wtedy złożyć prywatny akt oskarżenia - mówi pan Marcin.


Pan Marcin poprosił o pomoc lokalnego dziennikarza. Jak twierdzi, kiedy ten zaczął interesować się sprawą to policja zabezpieczyła nóż i postawiła Janowi P. zarzuty.


- Postawiliśmy zarzut wymuszenia wierzytelności i uszczerbku na zdrowiu – mówi Karol Brandys z  Komendy Wojewódzkiej  Policji w Opolu.


Napastnik wciąż przebywa na wolności. A opolska prokuratura, która nadzoruje policyjne działania wciąż nie wie, jakie agresywny mężczyzna ostatecznie usłyszy zarzuty.


- Zarzuty stawiała policja. To są zarzuty wstępne – mówi Lidia Sieradzka z Prokuratury Okręgowej w Opolu.


-  On wrócił z premedytacją. To nie był atak spontaniczny.  Poszedł do domu i wrócił.   Miał ten czas, żeby to przemyśleć -  mówi pan Marcin. *

 

*skrót materiału

 

Reporter: Artur Borzęcki

 

aborzecki@polsat.com.pl