Wspólne życie kończą w sądzie. Radca prawny kontra była żona

Pani Joanna twierdzi, że rozwiodła się z mężem, bo ten znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie. Rozstanie nie zakończyło konfliktu. Kobieta opowiada, że m.in. dostawała od Grzegorza A. kilkaset głuchych telefonów dziennie, dlatego założyła mu sprawę o nękanie. A ten jej o zniesławienie. W sumie w sądach toczy się kilka spraw. Grzegorz A. to radca prawny. Twierdzi, że walczy o kontakty z dziećmi.

W Puławach mieszka 40-letnia pani Joanna. Kobieta jest po rozwodzie. Od trzech lat samotnie wychowuje dwoje dzieci. Mimo postanowienia sądu, jej były mąż stara się, by dzieci były przy nim. Wielokrotnie pozywał panią Joannę. Teraz przed sądem próbuje udowodnić jej zaburzenia psychiczne.

- Ta sprawa została już dwukrotnie umorzona przez prokuraturę, ale mimo to Grzegorz złożył prywatny akt oskarżenia. Dopiero 2,5 roku temu złożyłam, po przeprosinach pani prezes sądu, swoje stanowisko w sprawie – mówi pani Joanna.

- Nie pozwolę pozbawić się kontaktu z dziećmi – tłumaczy Grzegorz A.

Były mąż pani Joanny to znany w Puławach radca prawny. Kobieta twierdzi, że przez to w sądzie jest na straconej pozycji. Pomocy nie ma co szukać nawet u miejscowych prawników.

- Jeden z adwokatów straszył mnie, że to jest układ, że oni mają władzę i są bezwzględni. „Niech pani na nich uważa”  - usłyszałam – twierdzi kobieta.

Obawa o bezpieczeństwo swoje i dzieci towarzyszy pani Joannie od dawna. Kobieta uważa, że jej były mąż czuje się bezkarnie.

- Pierwsze kroki skierowałam na policję. Obecna pani rzecznik policji skierowała mnie później do Powiatowego Centrum
Pomocy Rodzinie. Tam założono niebieską kartę. Myślałam, że te kroki powstrzymają przemoc w rodzinie. On wiedział jako prawnik, że nie może uderzyć, bo będą ślady na ciele, że wszystko będzie można później w sądzie udowodnić, więc robił to tak, by nie było zauważalne – mówi pani Joanna.  

Kobieta twierdzi, że była nękana telefonami. - Były dni, kiedy miałam ponad 350 połączeń. Dwa telefony dzwoniły jednocześnie. Dźwięku dzwonka nie mogę ani ja, ani dzieci do tej pory zapomnieć. Były częste przyjazdy w ciągu nocy i dnia samochodem. Kopania do drzwi. Tłuczenia pięścią – opowiada.

- Nękanie w jej ocenie sprowadza się do prób realizacji postanowienia o kontaktach z dziećmi – odpowiada Grzegorz A.
Sprawą nękania pani Joanny przez byłego męża wielokrotnie zajmowała się prokuratura.

- Sprawy dotyczyły różnych kwestii. Głównie toczyły się z zawiadomienia pani Joanny. Mówię tutaj o znęcaniu nad nią i nad dziećmi, o niealimentacji ojca wobec dzieci, mówię o naruszaniu miru domowego, o nękaniu. Na bazie konfliktu skierowany został do sądu akt oskarżenia, dotyczący znęcania nad pokrzywdzoną jej byłego męża. Akt został skierowany do sądu, ale dotychczas postępowanie się nie zakończyło – informuje Agnieszka Kępka, rzecznik prokuratury okręgowej w Lublinie.

- Były miesiące, kiedy miałam około szesnastu spraw na biegu. Sama je próbowałam prowadzić, bo adwokaci za jedną sprawę chcieli nawet 15 tys. zł, bez względu na efekt. Były tygodnie, kiedy miałam spraw siedem w ciągu pięciu dni, porozrzucanych w różnych sądach: Kozienice, Ryki, Lublin – opowiada pani Joanna.

Pomimo postępowania prokuratury i sądowego procesu, Grzegorz A. twierdzi , że oskarżenia byłej żony są bezpodstawne. Przekonuje, że chodzi mu jedynie o dobro ich wspólnych dzieci i o to, by kobieta pozwoliła mu się z nimi widywać.

Grzegorz A.: Toczy się postępowanie w tym zakresie, sąd rozstrzygnie, kto ma rację.
Reporter: No tak, ale pana rodzina się pana boi.
- To jest opinia pani Joanny.
Joanna Abramek: Grzegorz, powiedz, dlaczego ty mnie tak ciągle nachodzisz?
Grzegorz A.: Kiedy zaczniesz wykonywać postanowienie, Joanno? Kiedy zacznę się spotykać z dziećmi?
Joanna Abramek: Dzieci czują się zagrożone. Powiedz mi, dlaczego tak się zachowujesz?
Grzegorz A.: Tylko dzięki tobie i twojemu zachowaniu.

Zdaniem pani Joanny ojciec jej dzieci próbuje ją upokorzyć nie tylko przed sądem. Pod koniec maja w mieszkaniu kobiety pojawiła się policja. Funkcjonariusze mieli doprowadzić panią Joannę na przesłuchanie do sądu.

- Nie zamierzałam sprzeciwiać się decyzji sądu. Nie miałam nic do ukrycia. Na zewnątrz panowie zaczęli mnie szarpać.  Mocno ścisnęli za rękę. Miałam później taką dużą gulę czerwoną, później krwiak się zrobił. Trzymali mnie za łokcie, a mąż wyrywał z całej siły córkę. Ona krzyczała, bardzo płakała – opowiada pani Joanna.

Po interwencji policji pani Joanna poddała się obdukcji, która potwierdziła, że obrażenia mogły powstać podczas doprowadzenia kobiety do sądu. Sprawą zajęła się też prokuratura.

- Policjanci użyli siły fizycznej tylko i wyłącznie w tym celu, by umieścić panią w radiowozie. Zgodnie z przepisami. Natomiast nic poza tym się nie wydarzyło – mówi Ewa Rejn-Kozak  z  policji w Puławach.

Wyjaśniać sprawę będzie też prokuratura, która przyjrzy się pracy sędziego prowadzącego postępowanie. Okazuje się bowiem, że pani Joanna wezwana była do sądu bez żadnego wcześniejszego zawiadomienia.

- Ten sędzia jako jedyny wykorzystuje policję do dowożenia korespondencji. We wszystkich innych sprawach doręczana jest za pośrednictwem poczty – mówi pani Joanna.

*skrót materiału

Reporter: Paweł Gregorowicz

pgregorowicz@polsat.com.pl