Polował na ofiary i nagrywał gwałty. Wstrząsająca sprawa z Bydgoszczy
Seryjny gwałciciel przez kilka lat polował na kobiety w Bydgoszczy. Krępował je albo odurzał, często nagrywał telefonem. I pozostawał bezkarny. Najmłodsza z ofiar ma 15 lat. Swoją historię opowiada nam pani Luiza, która sprawę gwałtu zgłosiła śledczym w 2021 roku. Nikt jej wówczas nie uwierzył.
Jest czerwiec 2021 roku. Pani Luiza mieszka w Bydgoszczy, samotnie wychowuje 5-letniego synka. Kobieta ma przejściowe problemy finansowe, zwierza się z nich Sebastianowi S., którego traktuje jak przyjaciela. Ten oferuje pomoc.
- Poznałam go parę lat przed tym zajściem, uczęszczaliśmy do tego samego miejsca na mieście. Zyskał moje zaufanie, lubiłam go. To był biały dzień, wyszłam z pracy specjalnie, żeby po prostu do niego podjechać po pieniądze. Gdy weszłam do jego mieszkania, zakluczył za mną drzwi i nawet nie zdążyłam się z nim przywitać, nie zdążyłam zdjąć płaszcza, nie zdążyłam odłożyć torebki. Siłą zostałam zaciągnięta do sypialni, rzucona na łóżko i skrępowana – wspomina pani Luiza.
- Widziałam też, że ustawił telefon w taki sposób, jakby chciał nagrać film. (…) Jak zrobił, co chciał zrobić, to jakby zostawił mnie w spokoju, rozciął tylko tę taśmę. W całej tej rozpaczy, strachu wybiegłam z tego mieszkania. I biegłam po prostu przed siebie jak najdalej – dodaje.
ZOBACZ: Dług widmo krążył między firmami. Po latach uderzył w emerytkę
Sprawa trafiła do prokuratury, a ta ją umorzyła. Dlaczego śledczy nie uwierzyli wówczas kobiecie?
- Na ówczesnym etapie śledztwa, to był listopad 2021 roku, rzeczywiście prokurator ponad wszelką wątpliwość nie był w stanie udowodnić Sebastianowi S. popełnienia tego czynu. Mężczyzna przedstawił swoją wersję zdarzenia, nie przyznał się do popełnienia tego czynu – informuje Katarzyna Lisowska-Konieczny, szefowa Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Południe.
- W obdukcji ginekologicznej stwierdzono obtarcia w miejscach intymnych, jakby siniaki i ślady po wiązaniu na nadgarstkach. Znaleziono oczywiście jego nasienie, ale na moich ubraniach, które po zabrano do badań. Jeszcze tego samego dnia on poszedł sobie na miasto spotkać się ze znajomymi. Zatrzymano go właśnie w lokalu na mieście i trafił do aresztu na dwa dni. Później go wypuszczono z zakazem zbliżania się do mnie, który notorycznie łamał. Byłam nazywana „wrabiaczką” w gwałty, wyzywano mnie od prostytutek. Przestałam chodzić gdziekolwiek, na rok zostałam sama z całą tą sytuacją, z tym poczuciem niesprawiedliwości, złością, strachem, lękiem – opowiada pani Luzia.
Gwałciciel z Bydgoszczy. Skazany za skrzywdzenie 11 kobiet
Dzisiaj już wiemy, że pani Luiza nie była jedyną ofiarą tego przestępcy seksualnego. Skrzywdził wiele młodych kobiet, jedna z nich chodziła jeszcze do podstawówki.
- Jesteśmy w centrum Bydgoszczy. To jest Most Staromiejski, prowadzi na Stary Rynek. Wokół Starego Rynku znajduje się większość uczęszczanych przez mieszkańców pubów, klubów. I w tym rejonie działał Sebastian S., wypatrując swoje późniejsze ofiary. Zdobywał ich zaufanie, następnie, jak wynika również z ustaleń śledczych, podawał im narkotyki – mówi Maciej Czerniak, dziennikarz Gazety Pomorskiej.
- Prokuratura nadzorowała śledztwo przeciwko Sebastianowi S., któremu zarzucono popełnienie 12 gwałtów na 11 młodych kobietach, które doprowadził do obcowania płciowego zarówno przemocą, bądź też przez podanie im środków odurzających, powodujących u ofiar utratę przytomności, którą sprawca wykorzystał właśnie do odbycia z pokrzywdzonymi stosunków seksualnych. W wielu przypadkach utrwalał on przebieg zbliżeń za pomocą telefonu komórkowego. Ponadto Sebastianowi S. zarzucono wielokrotne podawanie innym osobom środków odurzających w postaci substancji psychotropowej o nazwie 3CNC – informuje Katarzyna Lisowska-Konieczny, szefowa Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Południe.
ZOBACZ: Wójt kierował po alkoholu. Dostał podwyżkę i wsparcie lokalnych elit
- Jest to osoba wykształcona. Był to pracownik jednej z firm IT. Miał w sobie pewną umiejętność zdobywania zaufania. Sprawa jest niezwykła, ponieważ przestępstwa, których miał się dopuszczać, były dokonywane przez szereg lat, od 2019 do 2023 roku. I dopiero któraś z ofiar zdołała pchnąć swoją sprawę, że rozpoczęło się śledztwo. Tych ofiar było dużo, a właściwie w mieście było cicho o tej historii. Media dowiedziały się o niej w momencie, kiedy został opublikowany wyrok – dodaje Maciej Czerniak z Gazety Pomorskiej.
- Proces ruszył dzięki mojej obecnej znajomej, wcześniej się nie znałyśmy. Odezwała się do mnie, ponieważ jest w związku z moim byłym partnerem, który powiedział jej, że mnie spotkało to samo co ją. On ją też zgwałcił, akurat ją odurzył i wykorzystał, więc zgłosiła to. No i po prostu powiązano też moją sprawę, więc mogłam dalej walczyć o siebie. Każda z pozostałych ujawnionych dziewczyn była po prostu rozpoznana na nagraniach na jego komputerze, czy w jego telefonie – tłumaczy pani Luiza.
- Sąd Okręgowy w Bydgoszczy wyrokiem z 25 lutego 2026 roku skazał Sebastiana S. za dziesięć gwałtów na dziewięciu kobietach na karę 15 lat pozbawienia wolności. Wyrok nie jest prawomocny – informuje Katarzyna Lisowska-Konieczny, szefowa Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Południe.
To nie koniec walki. Będzie apelacja
Pani Luiza razem z drugą ofiarą Sebastiana S. założyły zbiórkę na opłacenie psychoterapii oraz prawnika, który reprezentował je przed sądem. Strona stała się w pewnym sensie grupą wsparcia dla kobiet o podobnych doświadczeniach.
- Bardzo dużo dziewczyn w komentarzach pod zbiórką pisało wprost, że one też zostały zgwałcone bądź wykorzystane seksualnie w inny sposób, ale nie miały na przykład tyle odwagi, żeby to zgłosić. Często albo żałują, albo po prostu podziwiają mnie. Chciałabym dotrzeć do innych dziewczyn, przekazać że choć nie jest to łatwa walka, to da się ją naprawdę wygrać. Trzeba się nie bać i walczyły o sprawiedliwość – apeluje pani Luiza.
ZOBACZ: Piętnaście lat za niewinność? Po odbyciu kary walczy o dobre imię
Walka jej i innych dziewczyn z Bydgoszczy jeszcze się nie skończyła. Pani Luiza, Sebastian S. a także prokurator złożyli apelację od wyroku do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku.
- Wciąż czuję taki przewlekły strach i niepokój. W wielu mężczyznach, których mijam na ulicy, widzę właśnie jego twarz. Dopiero później uświadamiam sobie, że to nie może być on, przecież on siedzi w areszcie – komentuje pani Luiza.