Pomagała latami. Teraz sama walczy o to, co najcenniejsze

Najpierw ratowała cudze dzieci, dziś sama walczy o życie. 38-letnia Agnieszka, która przez lata dawała dom i miłość skrzywdzonym dzieciom, usłyszała diagnozę jak wyrok - rzadki nowotwór kości. Ratunek jest za granicą, ale koszt leczenia sięga pół miliona złotych. Dla jej podopiecznych to nie tylko opiekunka - to mama, której nie chcą stracić.

- Kiedy dostałam diagnozę i spisywałam testamenty, to wpadłam na taki pomysł ze nagram dla Gai kołysanki, by Tomek mógł jej puszczać jak odejdę. I zaczęłam pisać dziennik, by wiedziała, jak mama ja kochała – przyznaje walcząca z rakiem Agnieszka Olejnik.

Pani Agnieszka i pan Tomasz pracują zawodowo, ale najważniejsze dla nich jest to, że od 10 lat prowadzą dom dla dzieci z dramatyczną przeszłością. Pani Agnieszka dala im matczyną opiekę. A dziś sama potrzebuje pomocy.

- Mama to serce domu, ja przez całe życie widziałam, jak ona wyciąga rękę do innych dzieciaków, którzy byli zapomniani przez świat. Teraz ona potrzebuje pomocy – mówi wychowanka Aneta.

- Tu dostałam bezpieczeństwo, miłość, dom. Dla wszystkich nas jest fundamentem tego, jak powinna wyglądać rodzina. Nie wyobrażam sobie, by mogło się coś stać tej kobiecie po prostu – dodaje kolejna, Justyna.

ZOBACZ: Zamawiali okna i drzwi - zaliczki przepadły. Poszkodowanych ponad 30 osób

Jedną z pierwszych przyszywanych córek jest 19-letnia Aneta. Dziewczynka została zabrana od rodziców alkoholików. O koszmarze i przemocy z dzieciństwa zapomnieć mogła dopiero w rodzinie Olejników.  

- W wieku 11 lat zaczęła do nich mówić mama i tata , bo ze swoimi rodzicami biologicznymi nie miałam kontaktu. Biologiczny rodzic zamykał nam lodówkę na kłódkę, klęczałam na grochu z rękami do góry, do 7. roku życia nigdy nie miałam wyprawianych urodzin, więc nie wiedziałam, ile lat mam – wspomina.

Państwo Olejnikowie wychowywali  dzieci, ale marzyli też o własnym. 3,5 roku temu marzenie wreszcie spełniło się i urodziła się im córka Gaja.

- Czekaliśmy na córkę 12 lat – mówi pani Agnieszka Olejnik.

Po jej narodzinach małżeństwo zamieszkało z dziećmi w Łodzi, a swój niewielki dom pod Wrocławiem wynajęło. Wtedy to po raz pierwszy z kamerą odwiedziliśmy Olejników, bo nie mogli poradzić sobie z nieuczciwą lokatorką. Anna S. za wynajem domu nie płaciła i nie chciała się wyprowadzić.    

ZOBACZ: Uwodzi, wzbudza zaufanie i wyłudza pieniądze. Polski żołnierz oszustem

Po emisji reportażu kobieta w końcu opuściła, ale pozostawiła nie dom tylko ruinę.  Olejnikowie do dziś płacą długi za nieuczciwą lokatorkę. 

- Mieszkanie było nie do poznania, wszystko został zniszczone: ściany, podłoga, wszystko zasikane przez zwierzęta, które zostawały same w domu – komentuje Tomasz Olejnik, mąż pani Agnieszki.

- Ta lokatorka w „nagrodę” od państwa dostała dwa pokoje z kuchnią, to mieszkanie komunalne, świeżo wyremontowane. Jest „nieściągalna”, wiec nie ma opcji zrobienia egzekucji komorniczej, bo pani nie pracuje – opowiada Agnieszka Olejnik.

Kiedy wydawało się, że to koniec problemów, rodzinę dotknęła tragedia. Pani Agnieszka dowiedziała się, że ma niezwykle rzadkiego raka kości - struniaka.

- Pamiętam, ze odłożyłam telefon na stół i poszłam do pokoju powiedzieć dzieciom. Tam już był płacz… Później żegnałam się z życiem, późnej ze zdrowiem, później znów z życiem, zależało od momentu – wspomina pani Agnieszka.

- To największy z ciosów jakie spadły w moim życiu – przyznaje Tomasz Olejnik.

ZOBACZ: Koszmar w Rzeszowie. Uciążliwy sąsiad hoduje koguty

Dla 38-letniej pani Agnieszki pojawiła się nadzieja na życie. Kobieta została zakwalifikowana na leczenie w Austrii. Jednak na specjalistyczną terapię „najlepsza mama na świecie” - jak mówi jej córka Aneta - potrzebuje aż 500 tys. złotych.

- Nie ma terapii jonami węgla w Polsce, nie jest on na liście leków refundowanych. Ale jeśli są za granicą lekarze - profesorowie, którzy zajmują się tym od 30 lat i są w tym świetni, to dlaczego nie pojechać. Zyskaliby na tym wszyscy, przede wszystkim państwo. Jeszcze wiele dzieci może znaleźć schronienie, bezpieczną przystań pod skrzydłami tej rodziny. Najważniejsze tylko by ona wyzdrowiała. To jest ten moment, kiedy my jako społeczeństwo, możemy dać im namiastkę tego dobra, które oni dają dzieciom od dekady – zauważa Anna Hauser z Fundacji Happy Kids.

- Nie wyobrażam sobie, by jej nie było na świecie, bo trafiła mi się najlepsza mama na świecie, zrobię wszystko, by ten wyrok ją nie dopadł – podkreśla 19-letnia Aneta.

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX