Mieszkaniowy chaos w centrum Katowic. Nie wiadomo, komu płacić czynsz
Chaos własnościowy w centrum Katowic – dziesiątki lokatorów od lat żyją w budynkach, które formalnie nie mają właściciela. Ludzie nie wiedzą, komu płacić czynsz, ani kto odpowiada za remonty. Nikt nie dba o budynki, nie sprząta, nie usuwa awarii. Są jednak chętni do przejęcia nieruchomości.
Dziesiątki lokatorów pracowniczych mieszkań po hucie w Katowicach nie wiedzą, kto jest prawowitym właścicielem gruntu, na których stoją budynki. Nie wiedzą, komu powinni płacić czynsz i kto ma zarządzać budynkami. Pat trwa od lat…
Dwa bloki przy ul. Dekerta stoją na działkach należących do trzech różnych właścicieli. Sprawa trafiła do sądu, ale została zawieszona ze względu na sprawy spadkowe. Firma, która wcześniej pobierała pieniądze za czynsz, wyłoniła się po przekształceniach dawnego państwowego przedsiębiorstwa. Narobiła długów i zamknęła konta.
ZOBACZ: Testament miał ją zabezpieczyć, a została z niczym. Dramat pani Anny
- Bloki powstały w czasach słusznie minionych i nikt nie zwracał wówczas uwagi, czy gruntu starcza. Jeden z bloków stoi na trzech różnych działkach – mówi lokator Adam Ordon.
- Staramy się wyjaśnić sytuację, która jest jednak skomplikowana. To jest własność osoby prywatnej, która nie żyje. Postepowanie w sądzie zostało zawieszone. Najpierw trzeba ustalić, kto jest spadkobiercą. Wówczas można zrobić porządek w księgach wieczystych - opowiada Sandra Hajduk z Urzędu Miasta Katowice.
Tłumaczy, że urzędnicy dostają od mieszkańców akty notarialne osób, które u notariusza oświadczają, że są właścicielami. - Dla nas liczy się jedynie księga wieczysta. Te osoby nie mają wpisu do ksiąg wieczystych. To są oświadczenia, których notariusz nie weryfikuje – podkreśla.
ZOBACZ: Pomagała latami. Teraz sama walczy o to, co najcenniejsze
Na klatkach schodowych pojawiły się kartki od innej niezidentyfikowanej spółki z numerem konta do wpłaty czynszu. Mieszkańcy kwestionują jej prawo do działania. Część lokatorów odmówiła przelewania jej opłat.
- Nie wiemy, komu płacić. Pojawił się nowy właściciel, bez prawa do budynku, który na słowo próbuje wyciągnąć pieniądze. Mieszkańcy nie mają żadnych rozliczeń od dwóch lat. Nikt nie wie, czy ma nadpłaty, niedopłaty - wskazuje Adam Ordon.
Inna lokatorka Anna Pińska narzek
ZOBACZ: Uwodzi, wzbudza zaufanie i wyłudza pieniądze. Polski żołnierz oszustem
a na cieknący dach.
- Od bardzo dawna nie był remontowany, kiedy pada deszcz, to nas zalewa. Podkładamy miski na strychu, mamy folie – tłumaczy.
ZOBACZ: Zamawiali okna i drzwi - zaliczki przepadły. Poszkodowanych ponad 30 osób
Lokatorzy twierdzą, że nikt nie dba o budynki, nie zleca wywozu śmieci, nie usuwa awarii, nie odśnieża. Pomaga im magistrat, który mimo braku wpłat nie zaprzestał wywozu śmieci i dostarczania wody przez miejskie spółki. Podobna sytuacja jest w budynku, gdzie mieszka pan Piotr.
- W mieszkanie włożyłem około 100 tysięcy zł, w remont. Mieszkam tu rok, była firma, z którą podpisałem umowę, wyremontowałem, wpłaciłem pieniądze. Później firma zamknęła konta i znikła. I pojawiła się inna firma nie widomo skąd, która żąda wpłat za czynsz. Nikt tu jednak nie przychodzi, nie remontuje. Na ten moment płacę czynsz do depozytu sądowego – opowiada.
Kiedy przyjechaliśmy do Katowic, firma uważająca się za legalnego, aktualnego zarządcę budynków zorganizowała spotkanie z mieszkańcami. Ustaliliśmy, że nie posiadała ona nawet listy lokatorów. Nagle zrezygnowała ze świadczenia usług.
Reporter: Na jakiej podstawie chcieliście opłaty od tych ludzi, dlaczego nie ma remontu, serwisu sprzątającego?
Przedstawiciel firmy: Chcieliśmy przejąć zarzadzanie na podstawie nabycia części przedsiębiorstwa.
- Żeby być właścicielem, trzeba być w księgach wieczystych.
- Ale te nieruchomości nie mają właściciela, tylko stan posiadania. One nigdy nie miały właściciela. My chcemy się z projektu wycofać. W tej chwili nie jesteśmy zarządcą i państwo musicie szukać zarządców.
ZOBACZ: Koszmar w Rzeszowie. Uciążliwy sąsiad hoduje koguty
- Jeżeli zarządca nie dysponuje listą lokatorów, to nie jest przygotowany, żeby pełnić taką rolę. Lista lokatorów nie jest w żaden sposób weryfikowalna – mówi prawnik Marta Kubica.
Kolejne dwa budynki po dawnej hucie zlokalizowane są przy ul. Siemianowickiej. Oficjalnie znajdują się na gruntach miasta, ale jedna z pozakładowych spółek, która w przeszłości zarządzała tym terenem, chce przejąć je przez zasiedzenie. Budynki również są w opłakanym stanie.
- Prądu nie ma na strychu, piwnicy, klatce schodowej. Po upadku huty zostało to przekształcone w spółkę, a teraz chce to ktoś przejąć przez zasiedzenie, sprawa jest w sądzie – informuje lokatorka Beata Goleszna.
Pani Beata mieszka w tym miejscu od dziecka. Narzeka na wybijające szambo i katastrofalny stan klatki schodowej. Lokatorzy chcą płacić czynsz, ale nie wiedzą komu.
- Mieszkam tu od sześćdziesięciu lat, od urodzenia, bo dziadek pracował w hucie. Dziś nie ma komu zarządzać budynkiem. Nie możemy dojść, kto powinien to robić – zaznacza.
- Panuje chaos i ciężko się dziwić, że lokatorzy nie chcą płacić czynszów. Nie wiedzą, kto jest zarządcą, nie mają kontroli nad dokumentacją – komentuje prawnik Marta Kubica.