Proteza utknęła w krtani. Szpital nie wykrył, kobieta zmarła
„To jest proteza, której lekarze nie potrafili znaleźć” - mówi Leszek Piotrowski, pokazując fragment sztucznej szczęki swojej zmarłej żony. Mężczyzna twierdzi, że przez kilka dni bezskutecznie prosił lekarzy szpitala w Żarach o sprawdzenie gardła i krtani pacjentki. Kobietę wypisano nie znajdując ciała obcego. Dopiero kolejny szpital usunął protezę z gardła. Niedługo później 64-latka zmarła.
- To jest proteza dolna mojej żony, która była cały czas w krtani, a lekarze chirurgii szpitala w Żarach jej nie stwierdzili. Jest to ewidentny dowód, ewidentne zaniedbanie i dlatego tę protezę państwu pokazuję. Tak leczą lekarze w Żarach na oddziale chirurgii - mówi Leszek Piotrowski.
ZOBACZ: Znikają ludzie i bitcoiny warte fortunę. Tajemnice rynku kryptowalut
Państwo Piotrowscy z Żagania czterdzieści lat żyli w zgodnym małżeństwie. Trzydzieści dwa lata temu urodziła się ich córka, która jest niepełnosprawna. Pierwszego sierpnia 2023 roku rodzina zasiadła do wspólnego śniadania.
- Po chwili usłyszałem takie duszenie się. Patrzę, że nie ma dolnej części protezy. Przyjechało pogotowie. Tłumaczyłem, że żona prawdopodobnie połknęła dolną protezę. I od razu na oddział do szpitala w Żagania ją zabrali. Na miejscu żonę skonsultowali i odesłali karetką na chirurgię do 105. Szpitala w Żarach - opowiada Leszek Piotrowski.
Kobieta spędziła w szpitalu kilka dni.
- Przyjechałem i poszedłem do ordynatora. Zapytałem, czy żona ma ciało obce. „Tak, jest ciało obce”. I mówi, że badał żonę, stwierdził, że dolnej protezy nie ma. Cały czas tłumaczyłem, że ona jest w krtani, pokazywałem, bo to było twarde, wypchane w jedną stronę. A on mówi, że on nic nie widzi. Żona była na oddziale chirurgicznym od poniedziałku do piątku. Robiono prześwietlenie brzucha w pozycji stojącej oraz leżącej. Nie ujawniono nic tam. A mówiłem, że właśnie w krtani może znajdować się proteza. I żona została wypisana „w stanie ogólnym dobrym, bez ciała obcego” – czyta fragment dokumentacji medycznej pan Leszek.
- Przyjechałem od razu z pracy do domu i patrzę, że żona charczy, temperatura wysoka i bezwład rąk i nóg. To był ten „dobry stan”. Tak jest napisane – dodaje pan Leszek.
ZOBACZ: Plotki, oskarżenia i proces. Jak sołtys z Mazur pomagała sąsiadowi...
Ewa Piotrowska wspomina, że z mamą nie można było porozmawiać.
- Tylko tak oczami do góry ruszała. Charczała - tłumaczy Ewa Piotrowska.
- Dawałem jej pić tylko strzykawką, bo trzeba było jej usta otworzyć i wcisnąć. Ta woda przechodziła. I w sobotę rano już wezwałem pogotowie. I mówię, że z żoną jest bardzo źle i ta proteza tkwi. Od razu trafiła na oddział. W badaniu laryngologicznym „przytomna, ale bez kontaktu, bez oznak świadomości. Widoczne zgrubienie twarde przy palpacji po prawej stronie szyi. W warunkach bloku operacyjnego i przy użyciu laryngoskopu i kleszczyków usunięto ciało obce z gardła dolnego, krtani” - czyta fragment dokumentacji medycznej pan Leszek.
- Poleżała parę dni i została wypisana do domu – dodaje.
ZOBACZ: Straciła wszystko i mieszka w kontenerze. Wody Polskie odmawiają wykupu domu
Niestety stan zdrowia pani Krystyny stale się pogarszał. Po kilku dniach w domu ponownie trafiła do szpitala w Żaganiu. 21 sierpnia 2023 roku zmarła. Miała 64 lata.
Leszek Piotrowski złożył zawiadomienie do prokuratury.
- Prokurator wszczął postępowanie z artykułu 155 kodeksu karnego o nieumyślne spowodowanie śmierci i zażądał ekspertyzy medycyny sądowej. Było to odsyłane do jednego miasta, trzy miesiące żeśmy czekali. Po trzech miesiącach kolejne trzy miesiące. Potem kolejne trzy miesiące, potem następne. A na końcu dostaliśmy informację, że lekarz, który wydaje opinię, zachorował – opowiada pan Leszek i dodaje, że nikt z lekarzy szpitala w Żarach nie został do tej pory przesłuchany.
Mężczyzna przez ponad rok czekał na ekspertyzę lekarza medycyny sądowej. Prokuratura sprawę umorzyła. To dla pana Leszka było szokiem.
- Ekspertyza przyszła taka, że był rozległy zawał serca i żona wtenczas umarła. Proteza nie była żadnym czynnikiem, który to powodował... W tej chwili udaję się do prokuratury złożyć zażalenie na działania prokuratorskie o umorzeniu postępowania. Sprawa dla mnie jest bardzo ważna i domagam się wyjaśnienia jej do końca - podkreśla.
Wraz z panem Leszkiem jedziemy do szpitala, by porozmawiać z lekarzem prowadzącym panią Krystynę.
Reporter: Chcemy prosić o wyjaśnienie... Tu jest pana wypis. Pan prowadził pacjentkę. Nie stwierdzono ciała obcego.
Lekarz: Tak. Tak jak jest w dokumentacji.
Reporter: Dwa dni później, w drugim szpitalu wyjęto tę szczękę. Proszę spojrzeć na dokumentację.
Lekarz: Mam wątpliwości, czy ta szczęka była tam, ponieważ tak duże ciało obce w pobliżu gardła, w pobliżu krtani powoduje, że pacjent sinieje, krztusi się i tak dalej, są objawy…
Reporter: I tak było.
Lekarz: No jak było... Przecież ona była tu chyba dwa, trzy dni na oddziale…
Mąż: Cztery.
Lekarz: Czy gdziekolwiek w raportach, czy moim, czy pielęgniarskim były takie objawy, o których mówię? Nie było. Czy bez kontaktu człowiek je, nie wymiotuje, nie zachłystuje się?
Reporter: Ona nie jadła.
Lekarz: Jak nie jadła? Na naszym oddziale przecież jadła. Ja czytałem te raporty pielęgniarskie.
Mąż: Nie mogła jeść.
ZOBACZ: Pijany ukradł auto, rozbił i zniknął. Ubezpieczyciel obciąża właściciela
W dokumentacji medycznej, pod którą podpisywał się lekarz prowadzący, jest wyraźnie napisane, że pacjentka była żywiona sztucznie.
Reporter: Wyście nie szukali w przełyku.
Lekarz: W przełyku nie ma sensu.
- Mówi pan, że trafiła do was z podejrzeniem ciała obcego.
- W przewodzie pokarmowym.
- Tak. Przewód pokarmowy zaczyna się od przełyku.
- Tak. Jeszcze coś chciała pani...
- Chciałam zapytać, dlaczego nie zrobiono prześwietlenia przełyku.
- A to te pytania to ja słyszałem w waszych programach wielokrotnie.
- Ale pacjentka nie żyje.
- Proszę pani... Co ja na to pani poradzę, ludzie umierają… Na różne schorzenia…