Centrum wsi, ale budować nie wolno. Wszystko przez niejasne przepisy

Pani Joanna z mężem chciała postawić dom niedaleko rodziców, w środku zabudowanej wsi. Od dwóch lat bezskutecznie walczą jednak o zgodę na budowę. Problemem okazały się wiatraki stojące 600 metrów od działki, a w zasadzie niejasne przepisy, które jedna instytucja interpretuje po myśli małżeństwa, a inna przeciwnie.

Pani Joanna marzyła o własnym domu. Chciała go postawić na niewielkiej działce, w środku zabudowanej wsi, obok domu swoich rodziców. Tak żeby mogła mieszkać blisko nich. Niestety spełnienie tego marzenia okazało się niemożliwe.

- Walczę o to już dwa lata, od 2024 roku. Wójt powiedział, że nie wyda warunków zabudowy, ponieważ nie będzie narażał siebie na konsekwencje – mówi.

ZOBACZ: Specjaliści nie wiedzą, na co chorują dzieci. Rodzina walczy o każdy dzień

Jesienią 2024 roku pani Joanna złożyła wniosek do gminy o wydanie warunków zabudowy. Niestety odmówiono jej. Powodem okazały się turbiny wiatrowe, które stoją 600 metrów od jej działki. Gdyby stały… 100 metrów dalej problemu by nie było.

- Jest to 100 metrów, które blokuje możliwość budowy na działce, która aż prosi się o pobudowanie domu. Na ten moment to sytuacja bez wyjścia. Tam jest kilka domów, nasza działka i kilka kolejnych domów. Działka jest w bardzo fajnym punkcie, dobrze skomunikowana, droga publiczna, dostęp do mediów – wylicza Michał Maślewski, mąż pani Joanny.

- W tej chwili nic nie mogę z tą działką zrobić. Nie pobuduje żadnego budynku, nic nie posieję, bo klasa ziemi jest bardzo niska, same piachy. Podejrzewam, że nikt nie kupiłby jej, a jeżeli by kupił to za bezcen – komentuje pani Joanna.

ZOBACZ: Samoloty i skoczkowie nad domami. Konflikt wokół lotniska

Pani Joanna z mężem postanowili walczyć. Twierdzą, że prawo stoi po ich stronie. Powołują się na przepis, zgodnie z którym, w ich sytuacji zasada odległościowa nie obowiązuje.  

- Ustawa wiatrakowa, dokładnie artykuł 12 mówi, że jeżeli elektrownia dostała pozwolenie na budowę przed ustawą wiatrakową, czyli przed 2016 rokiem, warunki zabudowy mogą być wydawane. Z tym, że nie jest to aż tak precyzyjnie tam ujęte i wójt inaczej intepretuje tę ustawę. Te wiatraki dostawy pozwolenie na budowę w 2007 roku – mówi pani Joanna.

W podobnej sytuacji jest pan Artur, też z tej samej miejscowości. Mężczyzna od kilku lat bezskutecznie walczy o możliwość budowy domu na rodzinnej ziemi.

- Na dziś działka jest bezużyteczna. Nie możemy na niej postawić domku, tylko tyle, że trawę zasiać, nic więcej. Mówiłem wójtowi, że tych wiatraków nie widać stąd i nie słychać. Wójt odparł, że wie o tym, że nam pomoże. Sprawa trafiła do sądu w Bydgoszczy i czekamy. Na razie jest odroczona – opowiadają pan Artur z żoną.

ZOBACZ: Odzież i buty jak paliwo i papierosy. Nowe przepisy paraliżują targowiska

Pani Joanna o interpretację przepisów poprosiła Ministerstwo Klimatu i Środowiska.

- Mam odpowiedź resortu z 6 maja tego roku, pomijając wstęp, „budynek mieszkalny nie musi spełniać wymogów odległości, o których mowa, od elektrowni wiatrowej. W takim przypadku w ogóle nie stosuje się zasady odległościowej” – czyta fragmenty pisma Michał Maślewski, mąż pani Joanny.

Z ministerialną interpretacją przepisów idziemy do wójta gminy Czernikowo, który wydał odmowną decyzję w spawie domu pani Joanny i jej męża.

- To nowa informacja, zgodna z odpowiedziami na interpelacje, które były składane przez poszczególnych posłów. Jest ona odmiennia od orzecznictwa samorządowych kolegiów odwoławczych i sądów admiracyjnych. Będziemy analizowali to stanowisko w szczegółach, sami także zwróciliśmy się z pro żeśbą do ministerstwa o interpretację. Tutaj napisano, że to nie jest wykładnia prawa, że ma tylko charakter informacyjny. Może ona jednak przyczynić się do pozytywnego załatwienia sprawy – komentuje Tomasz Krasicki,  wójt gminy Czernikowo.

Jak mówi, „odnosi wrażenie, że te przepisy chronią same wiatraki przed mieszkańcami”.

- Interpretację przepisów każdy ma niestety swoje – kwituje Michał Maślewski.

ZOBACZ: Proteza utknęła w krtani. Szpital nie wykrył, kobieta zmarła 

Pani Joanna po raz kolejny odwoła się od decyzji wójta do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Liczy na to, że interpretacja przepisów przez ministerstwo pomoże spełnić jej marzenia o własnym domu. Zamierza o sprawiedliwość walczyć do końca, w sądzie.

- Rozumiem, jakby to były działki w szczerym polu, ale to jest centrum wsi i niestety jej rozwój jest zahamowany. Chcę opiekować się rodzicami, chcę być przy nich blisko, niestety nie mam takiej możliwości – podsumowuje pani Joanna.

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX