„Nie jesteśmy skansenem”. Bunt we wsi pod szczególną ochroną
Mieszkańcy niewielkiego Ostaszowa na Dolnym Śląsku protestują przeciwko planom wpisania ich miejscowości do rejestru zabytków. Twierdzą, że od lat chronią unikalną architekturę, a przez zmianę czekają ich ogromne koszty remontów, urzędnicze ograniczenia oraz zakaz budowy domów. - My nie jesteśmy skansenem, chcemy normalnie żyć – mówią.
Ostaszów to urokliwa miejscowość koło Legnicy. Mieszka w niej niespełna 300 osób. Jej mieszkańcy protestują, bo wieś ma zostać wpisana do rejestru zabytków.
- Dowiedzieliśmy się o tym 9 lutego, z tablicy ogłoszeń, ja i mieszkańcy byliśmy zaskoczeni. Wstrzymani jesteśmy od jakichkolwiek remontów domów czy zmian w ogrodach – przyznaje Sylwia Mazur, sołtys Ostaszowa.
- To chodzi o budynki i cały układ, czyli otoczenie. Jako gmina wysłaliśmy pismo do konserwatora, że sprzeciwiamy się wpisowi i stoimy po stronie mieszkańców. Uważamy, że obecny układ urbanistyczny jest chroniony i jest wystarczający - podkreśla Jerzy Szczupak, burmistrz Przemkowa.
ZOBACZ: Seniorka chciała wykupić mieszkanie. Sprawa utknęła na lata
Miejscowość powstała na początki lat 30 XX wieku jako osada rolna. Ponad 40 domów z charakterystycznym dachami i wspólnymi budynkami mieszkalno-gospodarczymi tworzy unikatową architekturę. Mieszkańcy to rozumieją i szanują. Jednak wpisanie do rejestru zabytków, to nie tylko komplikacje urzędnicze, ale też koszty.
Półtora roku temu pani Sylwia z rodziną po 18 latach wróciła z Niderlandów do Polski. Planowała wyremontować dom. Jednak pojawiły się obwieszczenia, że wszelkie prace należy wytrzymać, bo ruszyła procedura wpisania miejscowości do rejestru zabytków.
- Nigdy bym się nie spodziewała, że jak zjadę, to takie schody mnie czekają. Chciałam dom odnowić, zrobić elewacje, deski na drzwiach stodoły. Jak chce wymienić okna, to biorę pod styl mojego wiejskiego domu i ono kosztuje 1500 zł, a te narzucone przez konserwatora 4000 zł. I nie będzie mógł go wstawić mój mąż, tylko firma, To wszystko naszym kosztem
- opowiada sołtys Sylwia Mazur.
- Te budynki będą popadać w ruinę, bo koszty remontu się zwiększą i nie każdego będzie stać na remont - słyszymy od mieszkańców.
ZOBACZ: Wieś straciła dostęp do świetlicy. Budynek społeczny nagle ma „właściciela”
Grzegorz Grajewski z Narodowego Instytutu Dziedzictwa we Wrocławiu podkreśla, że budynki w Ostaszowie są wzorcem budownictwa wiejskiego, zagrodowego.
- Zlokalizowano je w układzie rozproszonym. My przygotowaliśmy na polecenie konserwatora zabytków studium ochrony wartości kulturowych. Ukazaliśmy w nim wyjątkowości tego miejsca. Staraliśmy się dotrzeć do miejsc o podobnej formie architektonicznej. Jest ich mało - podkreśla.
Pan Janusz planował z narzeczoną wybudować dom obok gospodarstwa przyszłych teściów. Póki co prac nie można rozpocząć. Jeżeli miejscowość zostanie wpisana do rejestru zabytków, to w wielu miejscach nowe domy nie będą mogły być budowane.
- Od 3 lat mieszkam z teściami u swojej narzeczonej. Mamy działkę obok, chcielibyśmy się wybudować, ale nie wiemy, jaki dom i czy w ogóle będziemy mogli. Przez konserwatora zabytków wszystko jest wstrzymane. Rozważamy wyprowadzkę - przyznaje Janusz Poręba.
Próbowaliśmy uzyskać komentarz dolnośląskiego konserwatora zabytków. Mimo zapewnień z jego biura, nie oddzwonił. Nie znalazł dla nas również czasu, gdy pojechaliśmy do miejsca jego pracy we Wrocławiu.
ZOBACZ: Sensacyjny zwrot ws. śmierci 13-letniej Wiktorii. Po roku zatrzymano 14-latka
W sprawie wpisania Ostaszowa do rejestru zabytków panuje chaos, a mieszkańcy twierdzą, że urzędnicy konserwatora się z nimi nie liczą.
- Jest źle. Stara wiata groziła zawaleniu, syn ją rozwalił. Chciał nową postawić, ale stoimy w miejscu, bo nie wiemy, co konserwator wymyśli. Teraz nasze drzewo na opał leży na wierzchu Nie wiadomo, czy konserwator w ochronie wizerunkowej pozwoli coś stawiać, bo na spotkaniu zastępcy konserwatora nie podobały się np. płoty, że nie są drewniane - mówią Genowefa Kornatka i Waldemar Kudła, mieszkańcy wsi.
- My nie jesteśmy skansenem, chcemy żyć po swojemu. Mamy werandę, która wymaga remontu, chcemy przedłużyć dach, bo leje nam się woda. Nie możemy tego zrobić samodzielnie, musimy wziąć projektanta i z tym projektem udać się do konserwatora. On mi wyznaczy materiały, których mogę użyć i muszę wziąć firmę. To podwójne koszty – zauważa Marta Goch, kolejna mieszkanka Ostaszowa.
- Nic nam nie będzie wolno, pytanie czy za chwilę nie będę musiał zdjąć anteny satelitarnej, oświetlenia, bo tego w oryginale nie było. Dostaliśmy pismo, że do końca czerwca, dopóki toczy się postepowanie, nie wolno nam nic. Sąsiedzi mają problem, chcą okna dachowe, zagospodarować poddasze. “Nie, bo będzie zaburzony układ wsi” - dodaje Waldemar Kudła.
ZOBACZ: Mieli kupić dom. Od trzech lat nie chcą się z niego wyprowadzić
Mieszkańcy Ostaszowa nie mają nic przeciwko zachowaniu jasnego koloru elewacji czy czerwonych dachów. Zgadzają się na stosowanie wyłącznie dachówki i pozostawienie charakterystycznej bryły domów. Ale sprzeciwiają się ingerencji konserwatora w każdą, nawet drobną decyzję, jak w przypadku chodnika w centrum wsi.
- Miała być położona kostka, funkcjonalna, ładniejsza, ale wysypali nam gryz. Tak nakazał konserwator zabytków Taki gryz wysypywali 100 lat temu – komentuje Sylwia Mazur.