Rzadka choroba odebrała mu zdrowie. Teraz rodzina może stracić wszystko
Pani Katarzyna samotnie wychowuje dwoje małych dzieci i walczy o życie najstarszego syna. 25-letni Piotr cierpi na rzadką, agresywną chorobę genetyczną. Nadzieją jest leczenie w Niemczech, kosztujące 150 tys. zł. Kobieta zaciągała pożyczki, by ratować syna, a teraz komornik może zlicytować ich niewielki dom. - Nie wiem, co mam wybierać: leczyć syna czy iść z dziećmi na bruk - mówi zrozpaczona matka.
To krzyk rozpaczy pani Katarzyny Kaminicznej spod Poznania, matki trojga dzieci: 10-letniej Wiktorii, 5-letniej Weroniki oraz 25-letniego Piotra.
- Nie śpię po nocach, patrzę na moje dzieci i zastanawiam się, co będzie dalej – rozpacza.
Jej syn Piotr urodził się zdrowy. Jednak kiedy miał zaledwie kilka miesięcy, zaczął się dusić. Niemowlaka cudem uratowano, ale to był dopiero początek jego walki o zdrowie i życie.
- Podejrzewali u niego mukopolisacharydozę, ale wykluczyli te chorobę, później niedoczynność tarczycy, następnie przyszła padaczka, astma, sprawy ortopedyczne, bo nie mógł chodzić – wylicza matka.
ZOBACZ: „Nie jesteśmy skansenem”. Bunt we wsi pod szczególną ochroną
Cały czas pojawiały się kolejne choroby i operacje, a lekarze wciąż szukali przyczyn pogarszającego się stanu zdrowia chłopca.
- Nikt nie wiedział, na co on choruje. Nie było roku spokoju, by funkcjonować normalnie. Wiem, że jest coraz gorzej i tego się boję – przyznaje pani Katarzyna.
- Przychodziły następne choroby, następne kłopoty, bez przerwy dojazdy do szpitali – opowiada Grażyna Majda, babcia dzieci.
A życie przynosiło kolejne tragedie. Kiedy pan Piotr miał 12 lat, zmarł jego tata.
- Do dzisiaj pamiętam wszystko – mówi Piotr Kaminiczny.
- Codziennie chodziliśmy na cmentarz, jak uciekał to wiedziałam gdzie go znajdę. Szłam na cmentarz – wspomina pani Katarzyna.
ZOBACZ: Wieś straciła dostęp do świetlicy. Budynek społeczny nagle ma „właściciela”
Pan Piotr coraz gorzej się czuł, na jego ciele zaczęły pojawiać się guzy. To pozwoliło wreszcie lekarzom postawić diagnozę. Okazało się, że zaatakowała go rzadka agresywna choroba.
- To jest Zespół McCune’a-Albrighta (choroba genetyczna objawiająca się zmianami kostnymi, skóry oraz nieprawidłowościami układu hormonalnego – red.). Ona powoduje, że kości nie wchłaniają wapnia i wszędzie robią się guzy pozaszkieletowe – mówi pani Katarzyna.
- Miał przeszczepy nerwów nawet w rękach. Teraz te guzy na nogach, na głowie wszędzie – dodaje Grażyna Majda.
Rodzina wszędzie szukała ratunku. Pojawiła się nadzieja, bo lekarze z Niemiec zaproponowali leczenie. Jednak koszt wyjazdu i szpitala to 150 tysięcy złotych. Chory pan Piotr zbiera elektrośmieci, pisze książki i teksty piosenek. Stara się jak może, żeby uzbierać na swoje leczenie.
ZOBACZ: Seniorka chciała wykupić mieszkanie. Sprawa utknęła na lata
Niestety sytuacja rodziny jest dramatyczna, bo pani Katarzyna zaciągnęła pożyczki na leczenie syna. Komornik chce zlicytować ich niewielki dom, który sami wybudowali.
- To była „machina”. Jeden kredyt, drugi kredyt, bo trzeba było dziecko leczyć, nigdy nie umiałam prosić o pomoc zawsze udawałam, że sobie poradzę. Chciałbym spełnić jego marzenie i dokończyć budowę. On choć przez chwilę chciał mieć swój pokój – rozpacza Katarzyna Kaminiczna.
- Kasia jest osobą, która zasługuje na pomoc, której warto pomagać. Dostarczyliśmy jej beton, gdy dom był na etapie wykończenia posadzek. Radziła sobie wówczas ręcznymi pracami, czyli betoniarka i worek z cementem. Jak usłyszałem o tej sytuacji, to stwierdziłem, że to jest absurd i musimy zorganizować beton w dużych ilościach – opowiada Patryk Jaskuła, pracodawca pani Katarzyny, prezes firmy budującej domy modułowe.
Pani Katarzyna pracuje, babcia pana Piotra dorabia na emeryturze. Niestety bez wsparcia nigdy nie zbiorą pieniędzy na leczenie.
- Zawsze chciałam być silna, nie chciałam nic pokazać, bo jak matka może się poddać?
Teraz przyszedł moment, że mogę stracić dom. Nie wiem, co mam wybierać: leczyć syna czy iść z dziećmi na bruk – podsumowuje.