Przepisała dom na rodzinę. Twierdzi, że jej życie zamieniło się w koszmar

74-letnia pani Grażyna z Ostródy przepisała dom swoim bliskim. Emerytka twierdzi, że teraz boi się w nim mieszkać, jest wyzywana, śledzona przez kamery i nie może liczyć nawet na najmniejszą pomoc w chorobie.

- Chcę tylko przestrzec wszystkich, którzy kochają swoje dzieci i chcą zrobić dla nich wszystko: żeby nigdy w życiu nie zrobili takiej głupoty, jak ja zrobiłam. Po śmierci niech się kłócą, niech się pozabijają, ale przed końcem swojego życia nie darujcie dzieciom niczego - mówi Grażyna Błażejewska.

- Pani Grażyna przepisała nieruchomość w formie darowizny. Niemniej jednak ta darowizna nie była w żaden sposób zabezpieczona: w postaci dożywocia bądź służebności mieszkania. To jest katastrofalna sytuacja. W sensie prawnym powoduje to taki skutek, że pani Grażyna właściwie nie ma prawa do tej nieruchomości - wyjaśnia radca prawny Piotr Brzozowski.

- Właścicielami byliśmy wspólnie z mężem, razem żeśmy ten dom budowali. Potem mój mąż odszedł ode mnie i odchodząc zapisał połowę córce. To jest dom i cztery hektary ziemi. Chciałam, żeby wnuczka miała coś po mnie, żeby jej coś zostało. No i jak skończyła 18 lat, no to dałam jej darowiznę - opowiada pani Grażyna.

- Wnuczka przekazała darowiznę swojej matce i zniknęła. Nie opiekuje się babcią, jedynie zostawiła napisane odręcznie na kartce oświadczenie, gdzie zobowiązuje się opiekować się swoją babcią - tłumaczy Tomasz Nowociński, dziennikarz Super Expressu.

ZOBACZ: Dwuletni Mikołaj ma ciężką niepełnosprawność. Rodzice winią szpital

- Zawsze ją wspomagałam, jak tylko mogłam. Jak poszła na studia, to opłacałam jej akademik w Olsztynie, dawałam na jedzenie, bo oprócz tego, że miałam emeryturę, to jeszcze pracowałam, więc po prostu stać mnie było na to, żeby ją też wspomagać. A teraz nie wiem. Dzwoniłam do niej parę razy, ale ona się po prostu nie odzywa - podkreśla pani Grażyna.

- Pani Grażyna darowała swoją nieruchomość wartą 2 mln zł, a w zamian nie otrzymuje choćby najmniejszej pomocy - wyjaśnia radca prawny Piotr Brzozowski.

Właścicielką całej nieruchomości jest obecnie córka pani Grażyny, która zajmuje razem z mężem piętro budynku.

- Było wszystko dobrze, a potem się wszystko odmieniło. Od momentu, kiedy przepisałam i uległam temu wypadkowi, bo wtedy sama potrzebowałam pomocy - mówi pani Grażyna.

- Jestem przykuta do tego łóżka i praktycznie mogę zrobić dwa kroki do okna i parę kroków do toalety. I to jest wszystko - dodaje kobieta.

Pani Grażyna jest praktycznie uwieziona w domu. - Posesja jest zamknięta na kłódkę, ogrodzona, okamerowana - podkreśla Tomasz Nowociński, dziennikarz Super Expressu

- Ratownicy wchodzili do mnie przez okno, nikt oprócz opiekunki nie może do mnie przyjść, kompletnie nikt - żali się pani Grażyna.

- Wyłączali mi ciepłą wodę. Byłam zmuszona grzać sobie wodę w garnkach w kuchni i myłam się w misce - dodaje kobieta, która obwiania o to swojego zięcia.

ZOBACZ: Sama z piątką dzieci. Dramatyczna walka o życie pani Iwony 

To jednak nie wszystko. - W kuchni była zamontowana kamera, która mnie podglądała, jak się myłam. Prosiłam, żeby ją zdjęli, ale tego nie zrobili, więc wzięłam laskę, stłukłam ją i wrzuciłam do śmietnika - opowiada pani Grażyna.

Sprawą zniszczonej kamery zajmuje się sąd. - W sądzie Rejonowym w Ostródzie rzeczywiście toczy się postępowanie przeciwko obwinionej Grażynie B., której zarzucono, że w październiku 2025 roku w Ostródzie dokonała kradzieży kamery z kartą pamięci o wartości 300 złotych, a więc przypisano jej popełnienie wykroczenia z artykułu 119 paragraf 1 kodeksu wykroczeń, który przewiduje areszt, ograniczenie wolności lub grzywnę - wyjaśnia Arkadiusz Kuta z Sądu Okręgowego w Elblągu.

- Policja zamiast prowadzić dochodzenie w kierunku przestępstwa nagrywania czy podglądania osoby starszej w sytuacji intymnej, kieruje akt oskarżenia do sądu i starsza kobieta jest ciągana po sądach - uważa Tomasz Nowociński, dziennikarz Super Expressu.

Po kilku dniach kamera wróciła. Została jednak zabezpieczona tak, żeby pani Grażyna nie mogła jej zdemontować.

- Objęliśmy rodzinę nadzorem, zaproponowaliśmy wsparcie w ramach możliwości naszych przepisów ustawy o pomocy społecznej i dalej będziemy próbowali wspierać, aby rozwiązać ten konflikt rodzinny - zapewnia Ewa Zarycińska z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Ostródzie.

- Cały czas jest to samo: mam się wynosić z tego domu, ja się boję po prostu. Nawet boję się iść do toalety. Na noc podkładam sobie pampersy - mówi Grażyna Błażejewska.

Sprawą rodzinnego konfliktu zajmowała się prokuratura. - Prowadziliśmy dochodzenie z zawiadomienia pani Grażyny Błażejewskiej. Zostało ono umorzone. Nie można tutaj mówić o przewadze którejkolwiek ze stron, a tym samym nie możemy mówić o znęcaniu. Jest to klasyczna sprawa słowo przeciwko słowu, gdzie w tle jest długotrwały konflikt na tle finansowym związany z nieruchomością, w której te wszystkie osoby skonfliktowane zamieszkują - wyjaśnia Rafał Koziński z Prokuratury Rejonowej w Ostródzie.

Zięć pani Grażyny w rozmowie z nami zapewnia, że nie znęca się nad teściową. - Broń Boże, nad nikim w życiu się nie znęcałem - mówi Radosław Stępniak.

- Nigdy nie chcieliśmy jej wyrzucać z domu. Ona sobie to wszystko wymyśla - dodaje.

ZOBACZ: Po nagraniach z policyjnej interwencji w Anglii zawrzało. Aresztowani Polacy

Mężczyzna twierdzi, że zamontowana w kuchni kamera to względy bezpieczeństwa. - Pani Grażyna miała taką przypadłość, że zostawiała na przykład włączone wszystkie cztery palniki na całą noc albo odkręcony kran i włączony piec na całą noc - wyjaśnia.

Córka Grażyny Błażejewskiej nie chce pokazać twarzy przed kamerą. Twierdzi, że nie pomaga mamie, bo została przez nią oskarżona, że ją wyzywa, okrada i bije. - Poza tym mam osiem śrub w kręgosłupie. Ja nie jestem w stanie fizycznie jej pomóc - mówi.

- Nie znęcamy się nad nią, jest na odwrót. Mam nagrania, na których mnie wyzywa, mojego męża, moją córkę - dodaje kobieta.

Pani Grażyna twierdzi jednak, że było to w emocjach i w reakcji na zamontowanie kamery.

- Nigdy w życiu córce niczego złego nie zrobiłam. Jak tylko mogłam, to ją wspomagałam. Muszę się wyprowadzić z tego domu. Gdzie? Nie wiem, nie mam pojęcia. Nie stać mnie na opłacenie stancji. Muszę płacić opiekunce, kupić leki. Mnie po prostu nie starcza pieniędzy - mówi kobieta.

Jak się jednak okazuje, dla pani Grażyny jest nadzieja. - Rodzaj niewdzięczności jest przesłanką prawną, która pozwala na odwołanie darowizny. Składa się oświadczenie o odwołaniu darowizny i w tym wypadku, jeżeli druga strona nie chce zwrócić przedmiotu tej darowizny, sprawę rozstrzyga sąd. Będzie można również zgłosić roszczenia alimentacyjne względem najbliższej rodziny - mówi radca prawny Piotr Brzozowski.

- Nie chce mi się żyć, naprawdę nie chce mi się żyć, bo jak córka, którą kochałam, której pomagałam, może w obronie matki nie powiedzieć słowa? - podsumowuje pani Grażyna.

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX