Miał być wymarzony dom. Dwa lata czekania na prąd

Czy tuż pod Krakowem łatwo podłączyć prąd? Okazuje się, że nie. Przekonała się o tym pani Barbara. Wychowująca dwunastoletniego syna kobieta dwa lata temu kupiła dom, jednak do dzisiaj nie może w nim zamieszkać. Wszystko z powodu braku przyłączenia do sieci energetycznej.

Pani Barbara ma czterdzieści cztery lata. Samotnie wychowuje dwunastoletniego syna. Przez ponad dwadzieścia lat pracowała szyjąc suknie ślubne. Dwa lata temu kupiła pod Krakowem niewielki dom w stanie surowym. Niestety od samego początku miała z zamieszkaniem tylko problemy.

- Tutaj media były od samego początku problemem, począwszy od wody i kanalizacji - mówi pani Barbara.

- Deweloper pokazywał studzienki kanalizacyjne, słupy elektryczne, zapewniał, że wszystkie media są. Studzienka faktycznie była, ale okazało się, że moje przyłącze jest z głównej drogi, czyli 45 metrów dalej. Przyłącze i prace ziemne kosztowały mnie ponad 20 tysięcy złotych i tu już popłynęłam finansowo - opisuje pani Barbara.

ZOBACZ: Zapłacili za nowe mieszkania. Deweloper w długach, budowa stanęła

Kiedy udało się z przyłączeniem wody i kanalizacji okazało się, że na prąd kobieta musi poczekać kilkanaście miesięcy. Trzeba było bowiem postawić nowy słup energetyczny. Pani Barbara czekała, ale niestety pojawił się kolejny problem. Kobieta przeszła udar i sparaliżowana miesiącami walczyła o powrót do sprawności.

- Okazało się, że mam tętniaka, którego operowali, ale dostałam udaru, stąd moje kalectwo w tym momencie - wyjaśnia pani Barbara.

- Bałam się o nią, odbierałam jej syna ze szkoły, był u nas, bo nasze dzieci są przyjaciółmi - wspomina pani Julia, znajoma pani Barbary.

- Taka zwykła rzecz jak prąd, chyba sto lat już korzystamy z tego. I się okazało, że to jest coś niesamowitego, żeby to dostać. Nikogo nie obchodzi, jaką ona ma sytuację życiową - dodaje.

Pani Barbara jest teraz na rencie. Mieszka z synem tymczasowo u rodziny, bo choć chciała wykończyć jak najszybciej dom i w nim zamieszkać, to nadal nie ma prądu.

- Mówili, że już prawie kończą, że do majówki będę miała prąd, ale nic się nie wydarzyło. Przyszedł czerwiec i nagle dostałam aneks przedłużający termin zakończenia prac - mówi pani Barbara.

ZOBACZ: Sama z piątką dzieci. Dramatyczna walka o życie pani Iwony 

- Nowy termin został wyznaczony na 10 czerwca 2026 roku. Pani w Tauronie powiedziała mi, że aneks został zawnioskowany przez podwykonawcę - dodaje.

- Czas jest dla niej bardzo ważny. Poza tym ona nie ma wyboru, nie może zmienić firmy, bo tu nie ma innego dostawcy niż Tauron - zauważa pani Julia, znajoma pani Barbary.

- W marcu założono mi skrzynkę, myślałam, że teraz to jest już prosta piłka, mam wszystkie dokumenty złożone, mam licznik. Ale pojechałam do Tauronu, a tam pani mi mówi, że skrzynka to jeszcze nie prąd i muszę poczekać na faktury i kartę danych technicznych. To powinien wystawić podwykonawca, więc zadzwoniłam do niego zapytać, kiedy to zrobi, a pan mnie poinformował, że to wystawia Tauron, i tak zaczęła się przepychanka - wyjaśnia pani Barbara.

W podobnej sytuacji znalazł się sąsiad pani Barbary. Mężczyzna także kilka lat czeka na podłączenie prądu w swoim domu.

- To przyłącze powinno być wykonane do września zeszłego roku. Dopiero kiedy my się upominaliśmy, że powinno być to wykonane, to oni nam wysłali aneks do umowy - mówi sąsiad.

- Nie mam jasnej odpowiedzi, dlaczego tak się stało, jesteśmy odsyłani od Annasza do Kajfasza - dodaje mężczyzna.

ZOBACZ: Dom marzeń okazał się koszmarem. Poszkodowanych przez firmę może być więcej

"Pragniemy wyjaśnić, że w przypadku przyłączeń nieruchomości do sieci niskiego napięcia, prace realizowane są przez lokalne firmy zewnętrzne" - poinformował nas Jakub Jaremko, kierownik Biura Komunikacji Tauron Dystrybucja SA.

Postanowiliśmy więc z panią Barbarą interweniować. Pojechaliśmy do podwykonawcy.

Szefa firmy nie było na miejscu. Pracownicy zapewnili, że przyłącze pani Barbary czeka na odbiór techniczny.

- Od trzech miesięcy to słyszę, że jest odbiór techniczny... Niech mi pan kitu nie wciska - denerwuje się pani Barbara.

W trakcie naszej interwencji sprawa nabrała tempa. Włączył się także Urząd Regulacji Energetyki.

- Rozumiejąc powagę i potrzebę tej sytuacji zaczęliśmy błyskawicznie interweniować w tej sprawie drogą telefoniczną, przygotowując pismo, ale okazało się, że wysłanie pisma już jest niepotrzebne, bo Tauron bardzo szybko zareagował, za co bardzo dziękujemy, i sprawa zaczęła nabierać tempa - tłumaczy Tomasz Kulas z Urząd Regulacji Energetyki

- Dostałam drugie życie. Ja to wiem i staram się to wykorzystać. To dało mi kopa, aby walczyć o dziecko i by tu mu stworzyć warunki do życia - podsumowuje pani Barbra.

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX