Jadłodajnia przy plaży w Darłowie stoi pusta. Powodem rodzinna wojna
Pan Piotr odziedziczył po ojcu dom ze stołówką w nadmorskim Darłowie. Nie może jednak normalnie z nich korzystać. Przez lata biznes prowadziła jego siostra i matka, która dodatkowo zamieszkuje nieruchomość. A właściciel ma zakaz zbliżania się do niej na 100 metrów. Rodzinny konflikt trafił do sądu i prokuratury.
Konflikt rodzinny w nadmorskim Darłowie. Panu Piotrowi ojciec w 2008 roku w testamencie zapisał dom razem ze stołówką. Matka mężczyzny wyraziła na to zgodę. Dom stojący obok otrzymała siostra mężczyzny.
- Jest dom, a na dole stołówka, która ma 200 metrów, plus 100 metrów zaplecza - opisują pan Piotr i jego partnerka Angelika.
- Jest spór o nieruchomość, której stan prawny jest oczywisty. Powódką jest matka w tej sprawie. Stan prawny jest bezdyskusyjny: wiadomo, kto jest właścicielem nieruchomości - mówi Sławomir Przykucki, rzecznik Sądu Okręgowego w Koszalinie.
ZOBACZ: Je, pije i nie płaci. Postrach śląskich restauratorów
W domu odziedziczonym przez pana Piotra mieszka jego mama. Przez lata w sezonie letnim zajmowała się prowadzeniem stołówki. Mężczyzna twierdzi, że skonfliktował się z nią dziewięć lat temu, kiedy związał się z panią Angeliką.
- Wyzywają od grubych, macior i tak dalej. Obraźliwe słowa. Stanęła na balkonie, wylała wodę na partnerkę, na nasze dzieci. Dzieci od bękartów wyzywa. Wyzywa, rzuca kamieniami z balkonu, jest agresywna. Zawsze stwarzała mi problemy, że nie da mi stołówki, że będzie ją prowadzić, że „tobie się nie należy”. Moja siostra zbuntowała mamę przeciwko mnie - mówi pan Piotr.
Jadłodajnia przy plaży nie zarabia. Rodzinny spór w Darłowie
Budynek stołówki znajduje się nieopodal plaży. Ze względu na konflikt rodzinny od dwóch lat stoi nieczynny. Pan Piotr podkreśla, że były sytuacje, że wynajęty ochroniarz zabraniał mu dostępu do własności.
Mężczyzna w zeszłym roku przepisał stołówkę i dom na partnerkę. Jednak wciąż nie mogli korzystać ze swojej własności. Kilka tygodni temu rozwiercili zamki w drzwiach i weszli do lokalu. Chcieli posprzątać i przygotować się do sezonu. Doszło do awantury i zamieszania. Interweniowała policja.
- Zachorowałem ciężko i postanowiłem zabezpieczyć partnerkę dla dzieci. Gdyby coś się stało, żeby dzieci lepiej żyły, miały zabezpieczenie - tłumaczy pan Piotr.
- Ja jestem ignorowana, nie dopuszczają mnie, żebym mogła cokolwiek tam robić. Próbowałam, ale nie da się rozmawiać z drugą stroną - dodaje pani Angelika.
ZOBACZ: Dramat hodowców drobiu. Czy odzyskają miliony złotych?
Pan Piotr twierdzi, że nie miałby żadnych pretensji, gdyby stołówkę prowadziła jego mama, ale przez ostatnie lata funkcjonowania jadłodajni robiła to jego siostra.
Spór o nieruchomość. Sprawy w sadzie i prokuraturze
Awanturą o przejęcie stołówki zainteresowała się prokuratura. Dodatkowo przed sądem toczy się sprawa o tzw. posiadanie nieruchomości. Zarówno matka pana Piotra, jak i jego siostra oraz ich prawniczka nie chciały z nami rozmawiać. To fragment zeznań matki mężczyzny przed sądem:
- Ja się ich boje, oni wtargnęli na hall, było ich cholera wie ile, a ta pani mówi do niego: „idź, zrób kawę, robimy imprezkę”. Bo oni to imprezują. Patologia.
Prawnik: Dlaczego pani uniemożliwia korzystanie z nieruchomości moim klientom?
- Dlatego, że ona by tego nie poprowadziła, bo to patologia.
- Dlaczego pani obraża klientkę, podbudza atmosferę niechęci? Oni tylko chcą korzystać z własności.
ZOBACZ: Dramat w Rudzie Śląskiej. Pomylone groby i nielegalne ekshumacje
- Jak matka kocha jednego, powinna drugiego. Jak urodziła dwoje dzieci, to powinna jedno dziecko i drugie dziecko akceptować - mówił z kolei przed sądem pan Piotr.
Sędzia: Kto mieszka w tym domu?
- Mama. Oni kłamią w żywe oczy, tak potrafią oszukiwać, że to jest poezja. Robią wszystko, żeby mnie zniszczyć, żebym nie miał szczęścia w życiu. Ona ma jeden dom, drugi, domki, basen. Dlaczego ja mam nie mieć, a ona ma mieć wszystko?
Sławomir Przykucki, rzecznik Sądu Okręgowego w Koszalinie tłumaczy, że matka pana Piotra „wystąpiła o ochronę posiadania, twierdząc że przez czterdzieści lat prowadziła tam stołówkę, a nagłe wejście naruszyło jej posiadanie”.
- Dzisiejszy proces pokazywał, że mama nie jest w stanie prowadzić stołówki. Naszym zdaniem prowadzi to ktoś inny: siostra pana Piotra. W naszej ocenie mama nie prowadziła stołówki, więc nie dochodziło do naruszenia stanu posiadania - komentował po jednej z rozpraw Aleksander Bolko, pełnomocnik pana Piotra i pani Angeliki. Dodał również, że matka pana Piotra „mieszka w domu pani Angeliki, a jest zameldowana pod adresem obok, a tę nieruchomość, gdzie jest zameldowana, wynajmuje komercyjnie”.
"Mam zakaz zbliżania się do własnej nieruchomości"
Sprawa w prokuraturze zmierza w kierunku, jakiego pan Piotr się nie spodziewał.
- Postępowanie dotyczy niemożności dojścia do porozumienia. Jest na etapie przedstawienia byłemu właścicielowi i obecnej właścicielce zarzutów nękania pokrzywdzonej przez korzystanie z nieruchomości - informuje Ewa Dziadczyk z Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.
Matka mężczyzny założyła także sprawę o zwrot miliona złotych nakładu, który - jak twierdzi - włożyła przed laty w budowę domu i stołówki. Jednak w momencie przepisywania nieruchomości na syna takich roszczeń nie miała.
- Mam zakaz zbliżania się do własnej nieruchomości. Matka zawsze podkreślała, że siostra moja była lepsza ode mnie - podsumowuje pan Piotr.