Warsztat lakierniczy za oknem. Właściciel tłumaczy, że „tworzy sztukę”

Trzy metry od domu pani Emilii działa zakład blacharski i lakiernia karoserii samochodowej. Budynki nie są przystosowane do takiej działalności. Kobieta od lat żyje w hałasie i chemicznym smrodzie, przez który w upał nie może otworzyć okien. Urzędnicy nakazali likwidację komory lakierniczej, kontrole wskazywały na nieprawidłowości, ale według sąsiadki prace trwają - także nocą. Właściciel miał tłumaczyć, że jest artystą i zdarza mu się przyjeżdżać po godzinach, by „tworzyć sztukę użytkową”.

Problem pani Emilii z warszawskiej dzielnicy Wesoła trwa od lat.

- Blacharstwo i lakiernictwo jest tu od 2019 roku, a nawet wcześniej. Rozbierają te samochody, malują je. To nie jest stuk i puk, to jest po prostu walenie, a obiekt nie jest dostosowany do takiej pracy. Rezonuje dach i słychać po prostu huk. Dzieje się to również w nocy – mówi Emilia Lisiecka i pokazuje nam zdjęcia, jakie zakład opublikował w mediach społecznościowych.

- Pan się z tym nie krył… Pokazuje też, jak czyści podwozia środkiem, który bardzo śmierdzi. On albo ktoś inny jest ubrany w specjalne ochronne ubranie, oni chronią swoje własne zdrowie, a ja przechodzę metr dalej i w pewnym momencie czuję w nozdrzach niesamowity palący smród – opisuje.

Uznali lakiernię na nielegalną. "Dalej pracują i śmierdzi"

Pięć lat trwało, zanim nadzór budowlany i ochrona środowiska dostrzegły realny problem z nielegalną lakiernią. W kwietniu 2024 roku Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Warszawie nakazał likwidację komory lakierniczej. Ta decyzja jednak nie rozwiązała problemu.

- W 2024 roku zlikwidowano komorę, ale nadal było walenie i smród. Cały czas tam w nocy trwały prace. Zrobiono wtedy kontrolę i stwierdzono, że śmierdzi. Śmierdzą farby i rozpuszczalniki, czyli ta kontrola potwierdziła, że mimo że już nie ma komory lakierniczej, to w magazynie dalej prace są robione i śmierdzi – alarmuje pani Emilia.

ZOBACZ: Jadłodajnia przy plaży w Darłowie stoi pusta. Powodem rodzinna wojna

Poszliśmy do warsztatu porozmawiać z właścicielem, ale jakiś mężczyzna zamknął przed nami w pośpiechu bramę. Nie chciał się przedstawić. Nie chciał rozmawiać.

Zdaniem pani Emilii mimo likwidacji komory lakierniczej nadal prowadzona jest tam działalność. Wymogi ochrony środowiska pod tym względem są bardzo rygorystyczne. Poszliśmy do legalnego zakładu lakierniczego sprawdzić, jakie powinny być zabezpieczenia.

- Jesteśmy w kabinie lakierniczej, nad nami mamy jeden filtr, który zasysa powietrze, pod nami jest kolejny filtr, który wyciąga wszystkie zanieczyszczenia, oczywiście dalej na przewodach wentylacyjnych są kolejne filtry. Podczas lakierowania samochodu nie unikniemy tego, że ten cały lakier rozpraszany w powietrzu między innymi osiada nam na ścianie, co widać idealnie. W warunkach garażowych to leci w powietrze. Ceny kabin lakierniczych zaczynają się od 150 tys. zł przy podstawowych modelach – tłumaczy Karol Żmijewski, właściciel lakierni Auto Klinika w Warszawie.

- Śmierdzi bardzo, były teraz duże upały i proszę sobie wyobrazić, że nie mogłam otworzyć żadnego okna - opowiada Anna Lisiecka, córka pani Emilii.

- Z dobrze zabezpieczonej lakierni żaden zapach nie powinien się wydobyć. W porządnych lakierniach kabina lakiernicza utrzymuje temperaturę lakierowania, później jest proces suszenia tego lakieru, gdy jest w okolicach 60 stopni ciepła. Siłą rzeczy w garażu 60 stopni nikt nie uzyska, natomiast faktycznie starają się ci ludzie wykorzystywać ciepłe dni, żeby ten lakier w jakiś sposób jednak dał się położyć prawidłowo – dodaje Karol Żmijewski, właściciel lakierni.

"Właściciel zakładu jest artystą i tworzy sztukę"

Pani Emilia i pani Anna twierdzą, że prace lakiernicze u sąsiada nadal się odbywają. Na dowód pokazują zdjęcia, które lakiernik sam wystawia w mediach społecznościowych. W lutym była kolejna kontrola, stwierdzono nieprawidłowości, ale jak dowiadujemy się z pisma, lakiernik poinformował, że już je usunął.

- Ostatnia kontrola głównego inspektora ochrony środowiska stwierdziła, że wojewódzki inspektor prawidłowo działał, a właściciel zakładu jest artystą i zdarza mu się w nocy przyjeżdżać i tworzyć sztukę użytkową, malować – mówi Emilia Lisiecka.

„W ocenie Głównego Inspektora Ochrony Środowiska Mazowiecki WIOŚ podejmował prawidłowe działania, zgodnie z przysługującymi mu kompetencjami i stwierdzonymi naruszeniami. W świetle przedstawionych dokumentów nie możemy więc mówić o bezczynności Mazowieckiego WIOŚ” -  przekazał GIOŚ.

- Mamy nawet udokumentowane, mamy zdjęcia, mamy filmy, jak można z tym dyskutować? Nawet jak były kontrole, to znaczy miały być w nocy od dwudziestej drugiej czasami do pierwszej w nocy, to kontrola przychodzi kiedy? Rano i stwierdzają, że nic nie ma. W piśmie jest kontrola nocna, ale urzędnicy pracują od ósmej do szesnastej - komentuje Anna Lisiecka.

ZOBACZ: Je, pije i nie płaci. Postrach śląskich restauratorów

Pani Emilia pokazuje nam kolejne zdjęcia z zakładu zamieszczone w mediach społecznościowych.

- On wstawił to obecnie, po tych największych smrodach, które były w czerwcu, gdy siedziałyśmy tutaj w zamknięciu z córką. Śmierdziało, więc zobaczyłyśmy na Facebooku, co tam się działo. On wstawił kolejne etapy na różowo malowanego samochodu. Tu jest ściana, za którą jest mój dom, to wszystko się dzieje w magazynie. Tutaj jest etap, kiedy dół jeszcze nie jest pomalowany, tylko góra pomalowana, światła zapalone, dzieje się to wszystko nocą. Tak wygląda sztuka artystyczna wykonana przez tego pana – komentuje.

Oglądaj inne reportaże tego reportera

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX

 

XXXX XXXXXXX XXXXXX XX XXX XXX XXXX XXXX XXXXX

 

XXX XXXX X XXXXXXX XXXXXXXX XXXXXXX X XXXXX