Miejsce, które przyciąga pioruny?

Miejsce, które przyciąga pioruny?

W 1971 roku w wyniku wyładowania atmosferycznego spłonął dom we wsi Tarnawa, w którym mieszkali Jan i Małgorzata Soboniowie. Jego odbudowa zajęła im 20 lat. Pan Jan twierdzi, że w latach 80. został zapewniony, że linia energetyczna ulegnie modyfikacji. Tak się jednak nie stało. Kiedy państwo Soboniowie przeszli na emeryturę chcieli na stałe zamieszkać w Tarnawie. Boją się jednak kolejnej tragedii, bo według nich w czasie burzy instalacje elektryczne przyciągają pioruny.

- Prawdopodobieństwo tego, żeby u państwa Soboniów było jakieś magiczne miejsce do ściągania piorunów jest wysoce nieprawdopodobne i nie potwierdzamy tego - mówi Wojciech Kurek z PGE Dystrybucja S.A. Oddział Skarżysko - Kamienna.

- Na pewno nie można mówić, że zagrożenie piorunowe jest takie samo gdy słupów nie ma. Jeśli słupy są, zagrożenie piorunowe jest większe - mówi dr Bolesław Kuca z Wydziału Elektrycznego Politechniki Warszawskiej. 

Państwo Soboniowie ze wsi Tarnawa w świętokrzyskiem odziedziczyli działkę po rodzicach. Prawnymi właścicielami stali się w 1981 roku. Na posesji znajdują się słupy energetyczne oraz transformator, a dom otoczony jest linią energetyczną.

- Z tego co wiem, to nikt zgody na wybudowanie tych słupów nie wyraził - mówi Jan Soboń, właściciel posesji otoczonej słupami energetycznymi.

- Mogło być tak, że ta inwestycja sieciowa na terenie państwa Soboniów mogła powstać z naruszeniem prawa własności właścicieli działek - mówi Wojciech Kurek z PGE Dystrybucja S.A. Oddział Skarżysko - Kamienna.

Według dokumentacji zakładu energetycznego, transformator postawiono w 1969 roku. Dokładnej daty instalacji słupów energetycznych nie sposób dziś ustalić. Nie jest to jednak największy problem Soboniów. Małżeństwo twierdzi, że ich działka jest szczególnie narażona na wyładowania atmosferyczne.

- W1971 roku przeżyłam horror. Uciekałam z płonącego domu z dwuletnim dzieckiem. Poprzedni dom spłonął od pioruna, dlatego tak się wszyscy boimy burzy. Domagamy się usunięcia słupów. Mamy troje wnucząt, chętnie tu przyjeżdżają, ale wszyscy się boją - mówi Małgorzata Soboń.

- Ta rodzina jest bardzo narażona na zagrożenia, ponieważ można rozumować w ten sposób, że wyładowanie piorunowe nie widzi małego obiektu tak dobrze, jak obiektów wysokich - mówi dr Bolesław Kuca z Wydziału Elektrycznego Politechniki Warszawskiej.

Kiedy pan Jan skierował pismo do zakładu energetycznego z żądaniem usunięcia instalacji, dowiedział się, że takie rozwiązanie nie wchodzi w grę. W 2009 roku sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Jędrzejowie.

- Sąd Rejonowy w Jędrzejowie wydał orzeczenie oddalające powództwo. Sąd Okręgowy w Kielcach, rozpatrując tą sprawę, oddalił apelację powodów. Sąd Rejonowy w Jędrzejowie podnosił, iż nastąpiło zasiedzenie służebności przesyłu - mówi Marta Rzeźnicka z Sądu Rejonowego w Jędrzejowie.

- Może nastąpić zasiedzenie służebności, ale też może nastąpić zawieszenie biegu zasiedzenia na okres do 1989 roku, do pierwszych wolnych wyborów. Sąd uznał , że w tej konkretnej sprawie, zawieszenie biegu zasiedzenia nie nastąpiło - mówi Wojciech Kubisa, radca prawny państwa Soboniów.

Słupy i transformator na posesji pozostaną. Aby zmniejszyć swój strach przed burzą małżeństwo znalazło rozwiązanie. Ukrywają się w małym pomieszczeniu koło kotłowni.

- Zbiegamy do piwnicy z tego powodu, że się boimy o własne życie - mówi Jan Soboń, właściciel posesji otoczonej słupami energetycznymi.*

*skrót materiału

Reporter: Grzegorz Kowalski

gkowalski@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)