Oszukani w sieci

Oszukani w sieci

Uwaga na zakupy w sieci. Około 100 osób zostało oszukanych na internetowym serwisie aukcyjnym Allegro. Kupujący zapłacili za kamery, aparaty fotograficzne i telewizory, ale ich nie otrzymali. Sprzęt oferował Daniel O. Mężczyzna zwodzi swoich klientów już trzeci miesiąc. Poszkodowani szacują, że przywłaszczył sobie około 400 tys. zł.

- Przez cztery tygodnie obserwowałem sprzedającego. Czytałem jego komentarze, patrzyłem czy wywiązuje się z transakcji. Sprawdziłem go nawet w Krajowym Rejestrze Sądowym, spółka istniała od 2004 - opowiada Marcin Lenard, który został oszukany na ponad 4 tys. zł.

Kupujący zapłacili z góry, przed przysłaniem wymarzonych telewizorów i kamer do ich domów. Bez pieniędzy zostali "allegrowicze" w całej Polsce.

- Za aparat wraz z przesyłką zapłaciłem 7 630 zł. Czekam na niego już półtora miesiąca. Wcześniej sprawdziłem opinie o sprzedającym, było kilkaset pozytywnych, a tylko kilkanaście negatywnych, więc się nie bałem - mówi jeden z poszkodowanych.

- Doszło do zablokowania mojego konta na Allegro z uwagi na niedostarczenie przedmiotu do jednego użytkownika. Na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie wysłać sprzętu, klienci obdzwonili hurtownie i dystrybutorów, z którymi współpracowałem i każdy odmówił mi współpracy - tłumaczy Daniel O., oskarżony przez "allegrowiczów" o oszustwo.

Sprzedawca obiecywał także dostarczenie sprzętu w późniejszym terminie, ale w zamian za podpisanie ugody. To jego propozycje: odroczenie terminu wykonania zobowiązania, to jest zwrotu wpłaconych kwot pieniężnych, rozłożenie długu na raty, czy też zmniejszenia sumy długu.

W innym przypadku firmie - jego zdaniem - groziła upadłość i brak jakiejkolwiek szansy na otrzymanie elektroniki lub zwrot pieniędzy.

Poszkodowani, do których dotarliśmy, zgłosili już sprawę na policję o podejrzenie popełnienia oszustwa przez Daniela O. Okazuje się, że przywłaszczenie sobie około 400 tys. zł od kilkudziesięciu osób nie jest dla policji oczywistym przestępstwem karnym.

- My nie wiemy o kilkudziesięciu, a tylko o kilku sprawach i wiemy, że interesują się tym także inne jednostki policji - mówi Tomasz Dejer z Komendy Powiatowej Policji w Świdniku.

- Według prokuratora nie można jeszcze mówić o oszustwie i należy dochodzić swoich roszczeń na drodze cywilno-prawnej. Prokuratura okręgowa przyjrzy się tej sprawie i dokona analizy materiału dowodowego - powiedziała Renata Mazur z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Oznacza to, że poszkodowani mogą liczyć wyłącznie na zapewnienia Daniela O. o zwrocie 400 tys. zł lub na Allegro, które zapewnia, że zwraca do 10 tysięcy złotych osobom poszkodowanym w aukcjach w ramach Programu Ochrony Kupujących.

- Każdy klient otrzyma swoje środki. Myślę, że zajmie mi to 2-3 tygodnie - zapewnił Daniel O.

Internetowa gangsterka zaskakuje nadal - z jednej strony naiwnością i prostotą, z drugiej - bezwzględnością.

- Nasza prokuratura prowadziła postępowanie dotyczące oszustw internetowych, chodziło o zakupy perfum na Allegro. Otrzymaliśmy 61 zgłoszeń, niektórzy w ogóle nie otrzymali zamówionych perfum, a inni w opakowaniu znajdywali jakiś mało wartościowy przedmiot - opowiada Renata Mazur z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

- Przestępcy w internecie zarabiają więcej. Wystarczy zaszantażować bank, że jego witryna nie będzie działać przez dwa tygodnie z powodu ataku hakera. Ten bank zapłaci więcej niż trzysta tysięcy, żeby się pozbyć problemu. To jest najbardziej dochodowe zajęcie internetowej gangsterki - mówi Jerzy Łabuda, dziennikarz magazynu Komputer Świat.

To, jak się okazuje, nie jest wyjątkiem w z pozoru bezpiecznym internecie.

Hakerzy zajmują się także podsłuchem w sieci. Na jednym z warszawskich blokowisk zalogowali się na znanym portalu aukcyjnym. Na drugim komputerze pojawiły się prywatne dane, wysyłane z pierwszego. Dysponując takimi danymi można zrobić zakupy, wykasować ważne dla kogoś informacje.

Kolejny przekręt: pan Tomasz stracił 6 600 euro. Chciał kupić przez internet samochód za granicą. Wymarzony Mercedes - nie dojechał, pieniądze zniknęły, tajemnicza firma - także.

- Nigdy w życiu nie zrobię już zakupów przez zagraniczną firmę, która oferuje się na jakiejś stronie internetowej - mówi pan Tomasz.

- Osoba, która wykupiła tę domenę internetową była zarejestrowana w Anglii, bądź w Australii, a maile, które otrzymywał nasz bohater pochodziły z Rumunii, czyli zupełnie innego zakątka świata, zaś sama rejestracja domeny odbyła się w Hollywood - dodaje Bartosz Szacki, informatyk.*

* skrót materiału

Reporter: Adam Bogoryja-Zakrzewski

abogoryja@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)