Badanie trwało chwilę - dziecko zmarło

Badanie trwało chwilę - dziecko zmarło

Zagadkowa śmierć nienarodzonego dziecka w Świnoujściu. Kobieta w siódmym miesiącu ciąży poskarżyła się lekarce prowadzącej, że prawie nie czuje ruchów dziecka. Pani doktor w ekspresowym tempie zbadała ciężarną kobietę i uspokoiła. Po kilku dniach dziecko już nie żyło. Nieszczęśliwy wypadek czy błąd lekarski?

Monika Puzinowska i Robert Zalewski ze Świnoujścia za trzy tygodnie mieli zostać szczęśliwymi rodzicami. Niestety, ich wymarzona córeczka Lena umarła przed urodzeniem, choć ciąża rozwijała się prawidłowo. 15 lipca pani Monika zauważyła, że ruchliwe zazwyczaj dziecko prawie się nie porusza. Poszła do prywatnego gabinetu doktor Marii Cz.

- Dziecko zawsze było takie ruchliwe, a tego dnia tylko delikatne ruchy czułam. Powiedziałam o tym pani doktor. Powiedziała, że to po prostu z gorąca. Zrobiła mi USG, ale ono trwało tylko chwilkę. Zdążyłam zaledwie zobaczyć rączki tego dziecka. Pani doktor stwierdziła, że wszystko jest w porządku. To USG trwało minutę, góra dwie - opowiada pani Monika.

- Takie badanie, bez wdawania się szczegółowo w anatomię dziecka powinno trwać około 10 minut. Tyle trzeba, żeby płód obejrzeć od stóp do głów - mówi dr Andrzej Micuła, ginekolog.

Idziemy do szpitala w Świnoujściu. Chcemy zapytać doktor Marię Cz., dlaczego poświęciła tak mało czasu Monice Puzinowskiej podczas prywatnej wizyty 15 lipca. Pani doktor nie chce jednak wypowiadać się do kamery na temat ekspresowych przyjęć w swoim prywatnym gabinecie.

- Jeżeli weszłaby do mnie taka ciężarna, to najpierw bym ją uspokoił, że płód żyje, sprawdziłbym, czy serce bije z odpowiednią częstością, a potem przystąpiłbym do dokładniejszego badania. Zobaczył, czy nie ma jakichś objawów wskazujących, że dziecku się źle wiedzie, że ma małą ilość płynu owodniowego, jakieś zaburzone przepływy - mówi dr Andrzej Micuła, ginekolog.

- Mam żal do pani doktor, ufałam jej, zapewniała mnie, że jest wszystko w porządku. Gdyby nie to, pewnie poszłabym do innego doktora - dodaje pani Monika.

21 lipca Monika Puzinowska trafiła do szpitala w Świnoujściu. Kolejne badania nie pozostawiały złudzeń co do stanu, w jakim znajduje się jej dziecko.

- Zrobiono USG i nie stwierdzono ruchów dziecka, nie było wyczuwalne tętno, serce nie biło. Dziecko było martwe - wspomina pani Monika.

Kilka dni po porodzie martwego płodu, w Szczecinie wykonano jego sekcję zwłok. Rodzina dziecka dopatrzyła się w dokumencie z wynikami sekcji szeregu błędów. Również lekarz, który wykonał sekcję nie zaprzecza, że są tam błędy.

Rodzice zmarłego dziecka zapowiadają złożenie zawiadomienia do prokuratury.

- Dalej nie wiem, jaka jest przyczyna śmierci mojego dziecka. Jak lekarz może powiedzieć w XXI wieku, że dziecko umiera, bo tak się zdarza? - pyta Robert Zalewski, ojciec dziecka.*

* skrót materiału

Reporter: Ewa Pocztar-Szczerba epocztar@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)