Dziecko zabrane siłą zgodnie z prawem

Dziecko zabrane siłą zgodnie z prawem

Szarpanina, płacz, krzyki i wyzwiska - w takiej atmosferze kurator i kilkunastu policjantów wyrwało 9-letniego Olka matce. Choć razem mieszkali przez 7 lat, sąd zdecydował, że chłopcu lepiej będzie z ojcem. Dramatyczny odbiór Olka matce poruszył całą Polskę. Domagano się analizy pracy kuratorów i służb publicznych. Jednak kontrole nie wykazały żadnych nieprawidłowości.

- Dziecko szarpali jak zwierzę, po prostu koc zawinęli na nogi, nieśli to dziecko. To coś okropnego, na to nawet patrzeć nie szło - mówi mieszkanka Kobylej Góry.

Dramatyczną historię dziewięcioletniego Olka przedstawiliśmy w lutym tego roku. Dziewięcioletni Olek przez siedem lat mieszkał z matką w Kobylej Górze koło Ostrzeszowa. Jednak sąd postanowił, że chłopcu będzie lepiej z ojcem. Wziął pod uwagę opinię biegłego, który stwierdził, że chłopiec żyje w patologicznym uzależnieniu od matki. Matka miała buntować i izolować dziecko od ojca i mieć na nie zły wpływ. To była czwarta próba przymusowego odbioru dziecka, tym razem skuteczna. 

- Z perspektywy tego chłopca, to było jak wyrywanie więźnia do aresztu. Z jego pozycji było tak, że przyjechały jakieś obce osoby, jakieś obce towarzystwo, które wyrwało dziecko w kocu z domu - mówi Małgorzata Ohme, psycholog dziecięcy.

Od tych dramatycznych wydarzeń minęło już ponad pół roku, ale emocje nie stygną. Forma odbioru Olka matce była analizowana przez prokuraturę i sąd. W sprawę zaangażował się również minister sprawiedliwości.

- Okoliczności w jakich odbywa się odebranie dziecka, muszą uwzględniać właśnie dobro dziecka i tego, żeby nie powodować w jego wspomnieniach jakichś trwałych urazów, lęków związanych z sytuacją - mówi Krzysztof Kwiatkowski, minister sprawiedliwości.

- Kuratorzy zrobili wszystko, aby zapewnić bezpieczeństwo dziecku, był psycholog, były odpowiednie instytucje, które zadbały o to i zdaniem naszym nie doszło do naruszenia szeroko rozumianego dobra dziecka - mówi Ewa Głowacka-Andler z Sądu Okręgowego w Kaliszu.

- Jest pytanie do urzędnika: Czy gdyby to jego dziecko było w taki sposób potraktowane, zaakceptowałby taką formę? - pyta posłanka Magdalena Kochan z Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.

Zdaniem prokuratury nie doszło do przekroczenia prawa przez tych, którzy dziecko odbierali, ale przez tych, którzy próbowali do tego nie dopuścić.

- Zachowania powyższych osób mogły zawierać znamiona przestępstw wobec funkcjonariuszy publicznych, znieważenia czy naruszenia nietykalności cielesnej. W tej sytuacji prokuratura zmuszona była postawić zarzut osobie i skierować do sądu akt oskarżenia - mówi Janusz Walczak z Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim.

- Jaka agresja? Czy ktoś przyszedł z nożem, ze sztachetami? Nie było żadnej agresji, każdy tylko bronił racji dziecka i racji matki - mówi mieszkanka Kobylej Góry.

Dramatyczny sposób odbioru Olka niestety nie jest wyjątkiem. Władze zaczęły w końcu dostrzegać problem. Powstało kilka projektów ustaw, dzięki którym może uda się ograniczyć podobne sytuacje. Czy będą skuteczne - czas pokaże.

- Mnie zależy na tym, żeby było jasno i wyraźnie powiedziane co należy zrobić przed, co należy zrobić w trakcie, i co należy zrobić po takiej egzekucji, żeby nie dochodziło do sytuacji, że ten którego chronimy, cierpi najbardziej - mówi Marek Michalak, Rzecznik Praw Dziecka.

Olek jest z tatą w Poznaniu już ponad pół roku. Mama może go odwiedzać trzy razy w miesiącu, ale ma zakaz opuszczania granic miasta. Chcieliśmy zapytać tatę Olka o adaptację chłopca, ale mimo wielu prób nie udało nam się.

- Bardzo tęskni za mną, za Kobylą Górą, za kolegami tęskni i za swoimi pieskami - mówi Iwona Mokracka, mama Olka.

- Każdy kto ma serce i wychowuje dzieci nie chciałby, żeby jego dziecko było narażane na tego rodzaju dramatyczne przeżycia - mówi posłanka Magdalena Kochan z Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. *

* skrót materiału

Reporter: Agnieszka Zalewska

azalewska@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)