Bijatyka na zebraniu spółdzielni

Bijatyka na zebraniu spółdzielni

Pobita na zebraniu spółdzielni? Pani Aldona Polan twierdzi, że została zaatakowana na walnym zgromadzeniu Spółdzielni Mieszkaniowej Ruczaj-Zaborze w Krakowie. Członkowie rady nadzorczej mieli ciskać nią o meble i podłogę! Kobieta znana jest z tego, że krytykuje poczynania władz spółdzielni. Nie inaczej było podczas zebrania. Nikt ze spółdzielni nie chciał z nami rozmawiać.

- Do dnia dzisiejszego na ramionach są krwawe siniaki. Lekarz w szpitalu powiedział, że pierwszy raz widzi tak pobitą osobę, która brała udział w zebraniu - opowiada pani Aldona.

Tak dla pani Aldony Polan zakończyło się walne zgromadzenie członków Spółdzielni Mieszkaniowej Ruczaj-Zaborze w Krakowie. Kobieta twierdzi, że została zaatakowana przez członków rady nadzorczej. 

- Byłam tak zaskoczona, że ktoś mnie złapał za ręce z tyłu i trzyma, że straciłam orientację.

Inne osoby zadawały mi ciosy lub przytrzymywały mnie w sposób brutalny - opowiada kobieta.

- Na dwóch krzesłach złączonych ze sobą leżała kobieta. Twierdzono, że zemdlała w czasie awantury - informuje Katarzyna Cisło z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.

Pani Aldonie od dawna nie podoba się to, co dzieje się w spółdzielni. Znana jest z tego, że krytykuje jej władze. Na zebraniu jako przewodnicząca komisji skrutacyjnej też chciała krytykować. Skończyło się na siniakach.

- Nie mamy dostosowanego statutu do przepisów obowiązujących. Zatem organy, które działają w spółdzielni są nieuprawnione i uchwały, które są podejmowane na tych zgromadzeniach są nieważne - twierdzi pani Aldona.

Kiedy zebranie miało już się kończyć, pani Aldona nie chciała oddać dokumentów, za które, jak twierdzi, była odpowiedzialna. Doszło do rękoczynów.

- Ciska się kobietą o meble, o podłogę. Nawet w zakładach psychiatrycznych nie stosuje się takich metod - mówi Ryszard Piątek, mąż pani Aldony.

Chcemy porozmawiać z prezesem spółdzielni i osobami, które, jak twierdzi pobita kobieta, najbardziej ją atakowały.

- Pan prezes powiedział, że do kamery na pewno nie będzie się wypowiadał. Mówi, że nie był uczestnikiem całości tego zdarzenia - usłyszeliśmy od sekretarki prezesa spółdzielni mieszkaniowej Ruczaj-Zaborze w Krakowie.

- Rozpoczęła się szarpanina, w której ja nie brałem udziału. Siedziałem za stołem komisji. Pani Aldona wdała się w szarpaninę z osobami, które nie chciały dopuścić, aby wyszła z papierami. To że ma siniaki, nie znaczy, że ktoś ją pobił. Ona dwukrotnie się przewróciła - twierdzi uczestnik walnego zgromadzenia członków spółdzielni, który według pani Aldony, ją zaatakował. Spytaliśmy innego uczestnika zebrania, czy doszło do rękoczynów:

- Oczywiście! Powiem delikatnie, jak ktoś jest emocjonalnie niezrównoważony no to...

Ja nawet ręki nie podniosłem - powiedział mężczyzna.

Sprawę bójki w spółdzielni bada policja. Pani Aldona chce iść do sądu. Na zabrania w spółdzielni dalej zamierza chodzić.

- Myślę, że będzie to przestroga dla osób pracujących w spółdzielni, które uzurpują sobie prawo decydowania o naszym mieniu. Spółdzielnie obracają bardzo wielkimi środkami i nikt nie sprawuje nad tym kontroli. Na moim przykładzie widać, że członkowie rady nadzorczej, którzy powinni nadzorować pracę zarządu, są w stanie pobić członka spółdzielni - podsumowuje Aldona Polan.*

* skrót materiału

Reporter: Aneta Krajewska

akrajewska@polsat.com.pl(Telewizja Polsat)