Nóż w serce. Czy w obronie koniecznej?

Nóż w serce. Czy w obronie koniecznej?

Wbił nóż w serce, bo myślał, że chcą go pobić. Sąd uznał, że jest niewinny. Taksówkarz z Wałbrzycha groził nożem klientowi, który nie chciał zapłacić za kurs. Kilka miesięcy później tenże klient wraz z dwoma kolegami zauważył taksówkarza. Przestraszony mężczyzna wyjął nóż i zabił jednego z napastników. Sąd uznał, że choć taksówkarz przekroczył granice obrony koniecznej, to jest niewinny. Innego zdania jest rodzina zabitego chłopaka.

- Przestępca powinien mieć świadomość, że jeśli wchodzi na cudzą posesję i próbuje zrobić komuś krzywdę, to może spodziewać się obrony - mówi Krzysztof K., który był oskarżony o zabójstwo Damiana Brzozy.

- Jak będziemy tak rozumować, to strach się będzie zapytać wieczorową porą o godzinę albo o ulicę - odpowiada Grażyna Brzoza, matka zmarłego Damiana. 

25 października zeszłego roku 21-letni Damian Brzoza z dwoma kolegami bawił się w klubie K10 w Wałbrzychu. Wyszli z dyskoteki około godziny czwartej rano. W pobliżu zauważyli pana Krzysztofa - taksówkarza, z którym kilka miesięcy wcześniej jeden z nich miał zatarg.

- Wsiadł do mnie pasażer, który zamówił kurs do takiej peryferyjnej miejscowości, po przybyciu na miejsce zakwestionował wysokość rachunku - wspomina Krzysztof K.

- Michał powiedział, że nie zapłaci, więc on wyciągnął nóż i przystawił mu go w okolice głowy - mówi Grażyna Brzoza, matka zmarłego Damiana.

Feralnej nocy pod dyskoteką kolega Damiana rozpoznał pana Krzysztofa. Taksówkarz szedł w kierunku domu, kiedy usłyszał za sobą szybkie kroki.

- Sądziłem że jestem otaczany i postanowiłem schronić się w ganku. Chciałem chronić plecy, dobiegli do mnie i zapytali, czy jestem taksówkarzem - opowiada Krzysztof K.

- Damian powiedział mu, żeby wyciągnął ręce z kieszeni, a on wyciągając je od razu pchnął go nożem - dodaje Grażyna Brzoza.

Taksówkarz wbił nóż prosto w serce 21-latka.

- Ja nie celowałem, on był niższy ode mnie, wyciągnąłem nóż i zrobiłem to automatycznie, bałem się dopuścić do sytuacji, kiedy nie miałbym szansy odeprzeć tego ataku. Ich było trzech - mówi Krzysztof K.

Damian trafił do szpitala. Niestety, mimo szybkiej operacji, nie udało się go uratować.

Pan Krzysztof trafił do aresztu. Prokuratura postawiła mu zarzut zabójstwa. Przez kilka miesięcy przed sądem w Świdnicy toczył się pełen emocji proces.

- On mnie przepraszał, cały czas mówił, że nie był napastnikiem, tylko ofiarą, że współczuje mi, że czyta w areszcie Biblię i przewartościowuje swoje życie - wspomina Grażyna Brzoza.

17 czerwca świdnicki sąd wydał wyrok. Uniewinnił Krzysztofa K. i umorzył postępowanie.

- Sąd uznał, że oskarżony przekroczył granice obrony koniecznej pod wpływem strachu spowodowanego okolicznościami zamachu. Noszenie zwykłego noża nie jest zabronione. W określonych przypadkach, mówię tutaj o obronie koniecznej, można również zabić - wyjaśnia Tomasz Białek z Sądu Okręgowego w Świdnicy.

- Życie mojego syna jest mniej warte dla sądu, niż życie psa, bo ludzie którzy znęcają się nad zwierzętami, dostają wyroki w zawieszeniu, a oskarżony zabił mojego syna i został uniewinniony - rozpacza Grażyna Brzoza.

Krzysztof K. wyszedł na wolność i wrócił do domu. Ale to jeszcze nie koniec tej kontrowersyjnej sprawy. Prokuratura już zapowiedziała apelację.

- Nie możemy mówić o przekroczeniu granic obrony koniecznej, ponieważ nie było zamachu, zamach się nie rozpoczął - uważa Ewa Ścierzyńska z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

- Żałuję, że zginął człowiek, staram się zrozumieć stratę matki, ale myślę, że gdybym się znalazł w podobnej sytuacji, mógłbym się zachować podobnie - mówi Krzysztof K.*

* skrót materiału

Reporter: Paulina Bąk

pbak@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)