Zamiast opieki, pójdą na bruk

Zamiast opieki, pójdą na bruk

Pani Tatiana i pan Wojciech od 34 lat prowadzili gospodarstwo na Warmii i Mazurach. Kiedy podupadli na zdrowiu, podpisali tzw. umowę dożywocia z nowymi właścicielami. Ci mieli przeprowadzić remont i opiekować się starszą parą. Niestety, zniknęli. Pani Tatiana i pan Wojciech poszli do sądu. W wyroku pojawił się jednak błąd, dzięki któremu nowi właściciele mogą wyrzucić starszą parę na bruk.

Tatiana Szpakiewicz i Wojciech Zub prowadzili hodowlę zwierząt w małej wsi Leszcz w województwie warmińsko-mazurskim. Zwierzęta i posiadłość to cłle ich życie.

- Zaczęliśmy od owiec, było 200 matek, plus jagnięta, później nastawiliśmy się na świnie i krowy, potem były konie - opowiada Wojciech Zub. 

Z upływem lat gospodarzom zaczęło brakować sił i pieniędzy na utrzymanie posiadłości. Dodatkowo pan Wojciech zachorował na nowotwór. Wtedy postanowili podpisać ze znajomymi tzw. umowę dożywocia.

- Mówili, że będziemy żyć jak w rodzinie. W zamian za przepisanie im gospodarstwo, mieli je wyremontować - mówi Tatiana Szpakiewicz.

- Zrobili tylko niewielkie prace w gospodarstwie, po czym zniknęli na dobre - dodaje Wojciech Zub.

Nowi właściciele przejęli wartą 4 miliony złotych posiadłość. Warunkiem była opieka nad starszą parą i remont budynków gospodarczych. Mieli zagwarantować im również dożywotnie mieszkanie w gospodarstwie, ale na obietnicach się skończyło. Sprawa trafiła do sądu. Ten postanowił zamienić świadczenia dożywotnie na rentę. W wyroku pojawił się jednak błąd. Na rentę zostało zamienione również prawo do mieszkania w posiadłości.

- Powodem zamieszania jest to, że Sąd Okręgowy zamienił o jedno świadczenie za dużo, czyli pozbawił tych ludzi możliwości zamieszkiwania na tym terenie. Ponieważ w tej sprawie nie wniesiono apelacji, wyrok się uprawomocnił - mówi Przemysław Rosati, prawnik.

- Postanowili nas wyrzucić. Najpierw napisali do nas, żebyśmy opuścili to gospodarstwo, a później zażądali od nas 2,5 tysiąca złotych miesięcznie za korzystanie z tego gospodarstwa - opowiada Wojciech Zub.

Nowi właściciele wystąpili z wnioskiem o eksmisję. Do pierwszej, przerwanej próby doszło w październiku zeszłego roku.

W końcu Sąd Okręgowy w Elblągu sprostował wyrok z pomyłką. Sprawa miałaby swój szczęśliwy finał, gdyby to sprostowanie uznał Sąd Apelacyjny w Gdańsku.

- Nie może być tak, że na skutek sprostowania zmieni się treść wyroku w taki sposób, że praktycznie orzeknie się o czymś innym lub w inny sposób - mówi Roman Kowalkowski z Sądu Apelacyjnego w Gdańsku.

Wyznaczono kolejną datę eksmisji. W tym czasie pan Wojciech uzyskał status osoby niepełnosprawnej. Pojawiły się również problemy z lokalem tymczasowym, wskazanym przez nowych właścicieli. Umowa najmu była nieważna.

- Postanowieniem z 10 maja 2010 roku Sąd Rejonowy w Ostródzie zawiesił postępowanie egzekucyjne z nieruchomości dłużników Tatiany Szpakiewicz i Wojciecha Zuba - informuje Adam Wygonowski, prezes Sądu Rejonowego w Ostródzie.

To jednak nie koniec problemów pani Tatiany i pana Wojciecha. Stronom przysługuje prawo zażalenia, więc cała historia zacznie się od początku. To błędne koło mogą zatrzymać tylko nowi właściciele. Oni nie chcą wypowiadać się w tej sprawie.*



* skrót materiału

Reporterki: Agnieszka Zalewska, Milena Sławińska

azalewska@polsat.com.pl (Telewizja Polsat)