Kredyt na skradziony dowód

Kredyt na skradziony dowód

Uważaj na swój dowód osobisty. Przestępcy nie cofną się przed niczym, by go zdobyć i wyłudzić kredyt w banku. Pan Jan szukał pracy. Zgłosił się do niego mężczyzna i zaproponował spotkanie w urzędzie miasta, gdzie rzekomo pracował. Oszust zyskał zaufanie bezrobotnego, wziął od niego dowód do skserowania i zniknął.

Szukanie pracy to ciężki czas. Przekonał się o tym pan Jan z Łodzi. Szuka pracy już od kilku miesięcy. Niedawno na ogłoszenie, które umieścił w Internecie odpowiedział pewien mężczyzna.

- Zapytał czy chciałbym pracować w firmie udzielającej kredytów, jednej z najbardziej znanych w Polsce. Zaproponował spotkanie u niego w pracy, w urzędzie miasta w Łodzi. Powiedział, że jak przyjdę, to żebym zadzwonił, a on wtedy do mnie zejdzie - opowiada pan Jan, któremu skradziono dowód. 

- Został zaproszony do wewnątrz. Przywitał go elegancko ubrany mężczyzna. Do rozmowy doszło na stanowisku ogólnie dostępnym dla klientów urzędu - dodaje Joanna Kącka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Pan Jan zaczął wypełniać kwestionariusze osobowe. Wtedy mężczyzna, który oferował pracę poprosił o jego dowód osobisty.

- Powiedział, że wziął dowód, żeby zrobić ksero. Zacząłem wypełniać drugi kwestionariusz. Po pięciu minutach zadzwonił do mnie i poprosił, żebym przeliterował mu nazwisko rodowe mojej mamy, ponieważ napisałem to jakoś tak niewyraźnie. Nie był pewien jednej litery, więc przeliterowałem mu to - opowiada pan Jan.

Po kilku chwilach pan Jan wiedział już, że coś jest nie tak. Zaczął szukać mężczyzny. Nie znalazł jednak ani jego, ani swojego dowodu. Co więcej okazało się, że mężczyzna nie był nawet pracownikiem Urzędu Miasta w Łodzi.

O tym jak, kłopotliwe może być utracenie dowodu przekonała się Urszula Drózd, studentka z Gdańska. W listopadzie 2007 roku w tramwaju zgubiła tymczasowy dowód osobisty.

- To był dowód tymczasowy, wyrobiony w 2002 roku i ważny przez 5 lat. Chciałam zgłosić, że go utraciłam, ale na policji usłyszałam, że nie przyjmują zgłoszeń na zgubione dowody, tylko na skradzione - opowiada Urszula Drózd.

Po kilku miesiącach okazało się , że ktoś na jej nieważny od 5 miesięcy dowód wziął 20 tys. zł kredytu. Pani Urszuli przysłano umowę i plan spłaty. Okazało się, że umowę kredytową z PKO BP podpisano 5 lutego 2008 roku za pośrednictwem firmy Fiolet w Gdańsku.

- Wszystko we Fiolecie okazało się w porządku. Dokumenty dalej wysłano do PKO w Sandomierzu i tam również przeszły pomyślnie weryfikacje - mówi Urszula Drózd.

Dzięki naszej interwencji sprawę po kilku miesiącach udało się wyjaśnić na korzyść pani Urszuli. Natomiast pan Rafał skradziony dowód już zastrzegł na policji i w banku, bo taka jest konieczność.

- Ważne, żeby takim fakcie utraty dokumentu w wyniku przestępstwa powiadomić nie tylko policję, ale i instytucję, która wydała dokument, a także bank. Wtedy uda się uniknąć wyłudzenia w jakimkolwiek banku na terenie kraju - mówi Joanna Kącka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Jednak już po realizacji reportażu okazało się, że, niestety, ktoś zdążył wziąć kredyt na dowód pana Jana...*

* skrót materiału

Reporter: Aneta Krajewska

akrajewska@polsat.com.pl (Telewizja Polsat)