Przed sąd za chorobę

Przed sąd za chorobę

Policja w Katowicach ściga cierpiącą na stwardnienie rozsiane kobietę, która w czasie ataku choroby zakłóciła ciszę nocną! Sprawa pani Danuty trafiła nawet do sądu, a ten skierował chorą na badania psychiatryczne. Kobieta czeka na wyrok.

Pani Danuta od trzynastu lat choruje na stwardnienie rozsiane. W listopadzie ubiegłego roku kupiła mieszkanie na jednym z katowickich osiedli. Nowych sąsiadów o swoim schorzeniu nie informowała. Nie chciała litości. Zwłaszcza w czasie rzutu - czyli trwającego kilka dni ataku choroby, podczas którego kobieta z trudem panuje nad własnym ciałem.

- W momencie rzutu nie zawsze widzę dane przedmioty, nie jestem w stanie wychwycić, że w coś uderzam. Mogę upaść i hałasować, ale staram się tego nie robić. Jakoś zawsze się asekurowałam i było dobrze - opowiada pani Danuta.

Kolejny rzut choroby pojawił się pod koniec grudnia. Kobieta ledwie poruszała się o lasce, kilka razy upadła. Czwartego stycznia, po godzinie 22, wizytę pani Danucie nieoczekiwanie złożył sąsiad z dołu.

- Widzę, stoi dosyć rosły pan, który zaczyna na mnie krzyczeć, mówić, że mam skończyć imprezę. Powiedziałam, że u mnie żadnej imprezy nie ma - opowiada chora na stwardnienie rozsiane kobieta.

Pani Danuta sądziła, że wyjaśniła nieporozumienie. Pół godziny później, gdy próbowała się zdrzemnąć, okazało się, że ma kolejnych gości.

- Policjant w bardzo brutalny sposób wepchnął mnie do mieszkania. Powiedział, że mam się uspokoić, że zakłócam ciszę nocną i podadzą mnie do sądu grodzkiego - opowiada pani Danuta.

- Cała interwencja została przeprowadzona w sposób grzeczny, kulturalny i taktowny - twierdzi Jacek Pytel z Komendy Miejskiej Policji w Katowicach.

Chora pięćdziesięciolatka sądziła, że wieczorna wizyta policji zakończyła sprawę. Jakże się zdziwiła, gdy kilka tygodni później otrzymała pismo z sądu, że jest oskarżona o zakłócanie porządku publicznego i ciszy nocnej.

- Postępujemy zgodnie z literą prawa. Żadna choroba nie może być powodem do jakiś negatywnych zachowań - informuje Jacek Pytel z Komendy Miejskiej Policji w Katowicach.

- Policja powinna umorzyć postępowanie i przeprosić panią za zaistniałe kłopoty, a nie brnąć w całą sytuację - twierdzi dr Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Lawina sądowa ruszyła. Kilka tygodni temu pani Danuta otrzymała wezwanie na badania psychiatryczne. Dlaczego? Sąd uznał, że skoro pani Danuta leczy się neurologicznie, może mieć problemy ze zdrowiem psychicznym.

- Myślę, że na pierwszej rozprawie sędzia prowadzący rozprawę powinien ją umorzyć, a nie zadawać jeszcze dodatkowego bólu - mówi Andrzej Bogdanowicz, prezes Stowarzyszenia Chorych na Stwardnienie Rozsiane w Siemianowicach Śląskich.

Dziś sąsiedzi pani Danuty przyznają nieoficjalnie, że całe to zamieszanie nie było potrzebne, bo kobieta nie jest uciążliwą sąsiadką.

Próbowaliśmy skontaktować się z mężczyzną, któremu pani Danuta rzekomo zakłóciła ciszę nocną swą chorobą. Niestety, nie było to możliwe, bo sąsiad krótko po całym zdarzeniu wyprowadził się z bloku. Tymczasem pani Danuta konsekwencje jego telefonu ponosi do dziś. Kobieta z niepokojem czeka na wyrok.*

* skrót materiału

Reporter: Irmina Brachacz

ibrachacz@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)