Siedmiolatek ważył 8 kilo!

Siedmiolatek ważył 8 kilo!

7-letni Kacper z Bogatyni trafił do szpitala całkowicie osłabiony i wyziębiony. Ważył zaledwie 8 kilogramów. Mimo starań lekarzy, zmarł na zapalenie płuc. Chłopiec od urodzenia był niepełnosprawny. Jego matce grozi do 5 lat więzienia. Kobietę nadzorowała kurator sądowa. Dlaczego nic nie zauważyła?

Od śmierci 7-letniego Kacpra minął miesiąc. Chłopiec zmarł na zapalenie płuc, z wygłodzenia i wyziębienia. Nabożeństwo żałobne w Bogatyni z udziałem rodziny i znajomych Kacpra było okazją do kolejnej refleksji: czy tej śmierci aby na pewno nie można było zapobiec?

- Ona nie miała pomocy, nikt się tym nie interesował. Dobrze chowała dzieci, chodziła z nimi do kościoła - twierdzi jedna z mieszkanek Bogatyni.

- Ona jest lekkich obyczajów. Mirek, jako ojciec się starał, ale miał już dość i odszedł. Tam były narkotyki i chlanie - twierdzi jednak sąsiad Anny M, matki Kacpra.

7-letni Kacper przez całe swoje życie mieszkał w Bogatyni. Był siódmym dzieckiem Anny M., najmłodszym z trojaczków i najciężej doświadczonym przez los. Ciężka choroba sprawiała, że chłopczyk był całkowicie uzależniony od opiekunów.

- Kacper cierpiał na mózgowe porażenie dziecięce w stopniu znacznym. Nie chodził, nie mówił, nie komunikował się. Gdzieś do 5 roku życia matka w sposób naprawdę należyty zabiegała o rozwój tych dzieci, a później kontakt ze służbą zdrowia został ograniczony - mówi Violetta Niziołek z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

Pierwszego dnia stycznia wczesnym popołudniem pogotowie przewiozło Kacpra do bogatyńskiego szpitala. Chłopczyk był w śpiączce.

- Jego oddech był bardzo spłycony. Dziecko było w bardzo ciężkim stanie, skrajnego wyniszczenia, wychudzenia. Miało wysoce obniżoną temperaturę ciała, około 30 stopni Celsjusza. Kacper przez kilkanaście godzin musiał być w zimnym, nienagrzanym pomieszczeniu - informuje dr Magdalena Załucka-Seweryn ze Szpitala Gminnego w Bogatyni.

Siedmioletni Kacper ważył osiem kilogramów. Rodzina tłumaczy to tym, że dziecko wypluwało jedzenie podawane przez matkę i brata. Co gorsza, niepokojącego stanu zdrowia chłopczyka nie dostrzegła również kurator społeczna, która przez pół roku wizytowała rodzinę z ramienia sądu. Warto dodać, że pani kurator jest z wykształcenia pielęgniarką.

Anna M. została sama w sześciopokojowym mieszkaniu. Sąd postanowił odebrać jej pozostałą piątkę dzieci. Rodziną zastępczą zostali dziadkowie i ciocie. Za zaniedbanie, którego wynikiem była śmierć Kacpra, Annie M. grozi od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.*

* skrót materiału

Reporter: Ewa Pocztar-Szczerba

epocztar@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)