Dom w paśniku

Dom w paśniku

Pan Eugeniusz jest bezdomny, mieszka w lesie niedaleko Ostrołęki. Kiedy był w więzieniu, rodzina jego żony wymeldowała go własnego domu i sprzedała nieruchomość. Mężczyzna nie ma dokąd wrócić. Ponieważ został wymeldowany bez swojej zgody, domaga się od gminy nowego mieszkania. Niestety, takich lokali brakuje.

We wsi Czerwonce niedaleko Ostrołęki 65-letni pan Eugeniusz Sielski spędził całe swoje życie. Tam mieszkał, tam pracował , tam też założył swoją dużą rodzinę. Niestety, jedno niefortunne wydarzenie diametralnie odmieniło życie pana Eugeniusza.

- Jak żona żyła, to i ja żyłem dobrze. Jak jej zabrakło, to dziękuję. Jej rodzina sprzedała dom i wymeldowała mnie jak siedziałem w kryminale - opowiada pan Eugeniusz.

Mężczyzna siedział rok w więzieniu za współudział w kradzieży drewna. Kiedy po odsiedzeniu kary chciał wrócić do domu, okazało się, że nie ma już do czego.

- Moim zdaniem powinni dać mu mieszkanie zastępcze. Skoro gmina go wymeldowała, to powinni dać, bo to jest człowiek - mówi pani Marzena, nowa właścicielka domu pana Eugeniusza.

Niestety, w gminie nie ma ani jednego lokalu, w którym mógłby zamieszkać pan Eugeniusz. Jest jedynym bezdomnym w okolicy. Choć gmina chce mu pomóc, to dla pana Eugeniusza nic nie jest wystarczająco dobre. Oto fragment rozmowy z Mariolą Krakowską z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Czerwonce.

Urzędniczka: Ja już rozmawiałam z panem Gienkiem. W noclegowni chcemy pana umieścić.

Pan Eugeniusz: Dziękuje ślicznie, na cholerę mnie to potrzebne?

Urzędniczka: Ja uważam, że pan w tej chwili nie ma wyjścia i musi pan na to wyrazić zgodę.

Pan Eugeniusz: Nie. Ja się nie zgadzam na to. Dom mi sprzedali, wymeldowali, a nie mieli prawa mnie wymeldować.

Urzędniczka: Ale to już nie jest do nas to pytanie.

Paśnik w pobliskim lesie jest domem pana Eugeniusza. Przychodzi tam na noc, bo w dzień pracuje u gospodarza, za jedzenie i papierosy. Na pomoc rodziny też nie może liczyć.

Reporter: Ile pan tych dzieci ma?

Pan Eugeniusz: Wszystkich? Trzynaścioro.

Reporter: Żadne pana do siebie nie wzięło?

Pan Eugeniusz: A tam, nie chcę się wtrącać w ogóle. Niech oni robią co chcą.

Reporter: A oni nie przyjeżdżali do pana i nie zapraszali do siebie?

Pan Eugeniusz: Przyjeżdżali jak żona była, jak żony zabrakło, to i ich zabrakło. Jak tam od czasu do czasu do nich pojadę, to jestem, a potem wracam.

Reporter: Przypuszczał pan, że na stare lata czeka taki ciężki los pana?

Pan Eugeniusz: Nie spodziewałem się tego. Ale tak wyszło, dziękuję ślicznie.*

* skrót materiału

Reporterzy: Marcin Jarkiewicz, Małgorzata Frydrych

mfrydrych@polsat.com.pl(Telewizja Polsat)