Zostawieni sami sobie - życie po Grenoble

Zostawieni sami sobie - życie po Grenoble

Przeżyli katastrofę pod Grenoble, dziś zdani są tylko na siebie. 22 lipca 2007 roku w wypadku polskiego autokaru we Francji zginęło 26 osób. 24 zostały ranne. Do dziś ci, którzy przeżyli nie dostali odszkodowań. Zamiast nich muszą udowodnić, że nie są oszustami, którzy chcą wyłudzić pieniądze.

22 lipca 2007 roku. Ten dzień dla ofiar wypadku polskiego autokaru pod Grenoble na zawsze pozostanie symbolem tragedii. W jednej chwili dwudziestu sześciu pielgrzymów straciło życie, a dwudziestu czterech zostało poważnie rannych. Mimo, że w lipcu miną dwa lata od tego tragicznego wydarzenia, obrazy wypadku powracają do ofiar Grenoble niemal codziennie. 

- Widziałam ciemność, pomyślałam, że to już mój koniec. Przytomność odzyskałam dopiero gdy leżałam na trawie, a obok mnie leżały ofiary. Ten obraz tkwi w mojej psychice - opowiada Krystyna Leśniańska, która przeżyła katastrofę autokaru pod Grenoble.

Poważne rany w wypadku pod Grenoble odniosła także żona pana Piotra - Jolanta. Mimo iż fizyczne obrażenia emerytowanej pielęgniarki już prawie się zagoiły, dramatyczne wspomnienia nie pozwalają kobiecie normalnie funkcjonować. Trauma jest podwójna. W wypadku, na oczach pani Jolanty, zginęła jej przyjaciółka.

- Jak zobaczy, usłyszy coś na temat Grenoble, to staje się całkiem inna. Jak jest uśmiechnięta, zaraz zaczyna płakać, odkręca głowę i idzie do pokoju, to wszystko jej się przypomina - Piotr Wolański, mąż rannej pod Grenoble pani Jolanty.

Powrót do pełni sił pani Jolanty jest długotrwały i kosztowny. A PZU, w którym ubezpieczony był autokar do tej pory wypłaciło tylko kilkanaście tysięcy złotych. Dlatego państwo Wolańscy zwrócili się do ubezpieczyciela o polubowną wypłatę 30 tysięcy złotych zadośćuczynienia.

- Nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi ze strony PZU. Grzeczność wymaga, żeby przynajmniej odpisać, a oni kompletnie nic - mówi Piotr Wolański.

22 lipca 2008 roku - w pierwszą rocznicę katastrofy pod Grenoble, państwo Wolańscy złożyli do sądu pozew o zadośćuczynienie. To pierwszy pozew dotyczący tragedii pod Grenoble.

- Sąd w październiku 2008 wydal tzw. wyrok nakazowy bez przeprowadzania rozprawy uznając, że roszczenie powódki jest wysoce uprawdopodobnione przedłożonymi dokumentami. Pozwanemu zakładowi ubezpieczeń przysługiwał sprzeciw od nakazu zapłaty i z tej drogi pozwany skorzystał - informuje Elżbieta Zywar z Sądu Okręgowego w Szczecinie.

- Pani Jolanta w sądzie powiedziała, że tak naprawdę po raz pierwszy, z przymusu, mówi wszystko o tym, co pamięta z czasu wypadku. Były to wspomnienia bardzo drastyczne - mówi Emilia Chanczewska, dziennikarka Głosu Szczecińskiego.

Od złożenia pozwu przez państwa Wolańskich minęło już dziewięć miesięcy. Końca ich sądowych zmagań na razie nie widać. Następna rozprawa odbędzie się nie wcześniej niż w październiku

- Nie oszukujmy się, tylko jedna strona może być z tego zadowolona - ubezpieczyciel PZU. Im to jest na rękę, że sprawa się przedłuża, że badania będę robione po długim czasie. Okaże się. że wcale już nie mają tak wielkich uszczerbków na zdrowiu, jak 2 lata temu - mówi Emilia Chanczewska, dziennikarka Głosu Szczecińskiego.

Przedstawiciele PZU nie zgodzili się na wywiad przed kamerą. Przysłali nam jedynie krótkiego maila:

"Zakład Ubezpieczeń nie może udzielać mediom informacji o umowach ubezpieczenia poszczególnych, indywidualnych klientów"

Krystyna Leśniańska nie złożyła jeszcze pozwu, ale nie wyklucza, że pójdzie w ślady państwa Wolańskich. Na razie jej życie koncentruje się na walce o zdrowie. Rehabilitacja, komisje lekarskie to jej codzienność. Pozostawiona sama sobie wciąż musi udowadniać, że nie jest... oszustką i milionów odszkodowania za wypadek nie dostała.

- Bardzo źle nas traktują lekarze orzecznicy. Wciąż twierdzą, że my jesteśmy zdrowi, że my bardzo dobrze wyglądamy i powróciliśmy do pełni sił, a to jest nieprawda - mówi Krystyna Leśniańska, która przeżyła katastrofę autokaru pod Grenoble.

- Zaraz po wypadku wszystkie drzwi na hasło "Grenoble" otwierały się, obojętnie w jakim urzędzie, a dzisiaj jest dokładnie odwrotnie - dodaje Piotr Wolański. *

* skrót materiału

Reporter: Irmina Brachacz

ibrachacz@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)