Kredyt nie do spłacenia?

Kredyt nie do spłacenia?

Osiedle w Raciborowicach Górnych koło Złotoryi należy do najdroższych w rejonie. Jego mieszkańcy od 17 lat spłacają kredyt zaciągnięty przez spółdzielnię na dokończenie budowy. I mimo, że go płacą już od 17 lat, zaległe odsetki wciąż rosną. Ludzie są załamani. Nie wiedzą, ile już spłacili i ile im jeszcze zostało!

- Jak ktoś do nas przyjeżdża, to się żegna i mówi, że to są "Alternatywy 4". Jak ja jeszcze wspomnę, jaki płacę czynsz, to każdy oczy szeroko otwiera - mówi Mirosława Gołdys, mieszkanka osiedla w Raciborowicach Górnych, koło Złotoryi. 

Na pozór zwykłe, niewielkie osiedle. Jest jednak coś, co odróżnia mieszkańców tych bloków od innych. Astronomiczne opłaty za spółdzielcze mieszkania. Opłaty za kilkudziesięciometrowe mieszkanie sięgają nawet 1100 zł. Wszystko zaczęło się w latach 90. Budująca trzy bloki cementownia upadła. W "spadku" po niej osiedle przejęła Spółdzielnia Mieszkaniowa AGAT w Złotoryi. Ta, by dokończyć trwającą budowę, zaciągnęła kredyt. Jak duży? Dziś tego nie wiadomo. Wiadomo jednak, że jego spłata od 17 lat spędza sen z powiek mieszkańcom osiedla.

- Kwartalnie przysyłają nam pisma, kto jakie ma te kwoty. Są to sumy z księżyca wzięte: 180, 150 tys. zł zadłużenia, jakieś tam odsetki, wykup od budżetu państwa. Suma summarum każdy płaci krocie i nie wie dokąd - mówi Mirosława Gołdys, mieszkanka osiedla w Raciborowicach Górnych.

Tych, którzy płacą tylko czynsz, ale nie płacą kredytu i odsetek, spotyka kara. Spółdzielnia oddaje sprawę do sądu, ten zaocznie, bez wiedzy zainteresowanych, wydaje wyrok, a do drzwi mieszańców puka komornik.

- Albo eksmisja albo komornik. Musieliśmy się dogadać i w tej chwili dopłacamy jeszcze 300 zł. W sumie wychodzi ponad 900 zł miesięcznie - mówi Dariusz Dudyński, mieszkaniec osiedla w Raciborowicach Górnych.

Nie wszyscy wytrzymali astronomiczne opłaty. Osiedle opuściło 18 rodzin. Wśród nich państwo Woźniakowie. Dziś błogosławią ten dzień, w którym, po jedenastu latach mieszkania na osiedlu, podjęli ostateczną decyzję i wyprowadzili się.

- Tu jestem bezpieczna. Śpię spokojnie, nie boje się, że komornik zapuka mi do drzwi - mówi Maria Woźniak, była mieszkanka osiedla w Raciborowicach Górnych. Mieszkańcy osiedla obliczyli, że przez kilkanaście lat wpłacili na fundusz remontowy ponad 350 tysięcy złotych.

Gołym okiem ciężko zobaczyć efekty remontów, bo, jak twierdzą, nigdy ich nie było. Mieszkańcy mają na ten temat swoją teorię.

- My płacimy na osiedla w Złotoryi. Tam remontują, kładą termoizolację. Wszystko tam się dzieje tak, jak należy - mówi Dariusz Dudyński, mieszkaniec osiedla w Raciborowicach Górnych. Próbujemy porozmawiać z prezesem spółdzielni. Przychodzimy na umówione spotkanie. Na miejscu okazuje się, że nie ma nikogo, kto mógłby z nami porozmawiać. Cztery godziny później nieoczekiwanie zastajemy prezesa w jego gabinecie. Oficjalnie rozmawiać jednak nie chce.

- Ci ludzie mają prawo mieć poczucie krzywdy, ale nie my, nie spółdzielnia jest za to odpowiedzialna. Ja jestem podmiotem, który musi wykonywać dyspozycje ustawowe, bo inaczej bank, który nas kredytował, będzie nam zajmował mienie. Taka sytuacja już kiedyś była - mówi prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Agat w Złotoryi.

Zdaniem prezesa, całą winę ponosi ustawa o pomocy państwa w spłacie kredytów i on sam nic nie może zrobić. Nie uspokaja to jednak mieszkańców. Podejrzewają prezesa o złośliwość. Są załamani niekończącym się kredytem.

- W 2008 roku złożyliśmy do spółdzielni pismo. Chcieliśmy sami wybudować parking. W odpowiedzi prezes zagroził, że jeśli to zrobimy, poda nas do sądu. Zablokował nam tę inwestycje. W zamian pojawiła się tablica z zakazem parkowania na trawniku - mówi Dariusz Dudyński, mieszkaniec osiedla w Raciborowicach Górnych. *

* skrót materiału

Reporter: Irmina Brachacz

ibrachacz@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)