Upośledzeni kontra urzędnicy

Upośledzeni kontra urzędnicy

W październiku pokazaliśmy materiał o czterech upośledzonych umysłowo mężczyznach, którzy przez wiele lat mieszkali w samodzielnym mieszkaniu. Pół roku temu na skutek bezdusznej decyzji Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lesznie, upośledzeni umysłowo mężczyźni po 17 latach musieli opuścić samodzielne mieszkanie. Przeniesiono ich do Domu Pomocy Społecznej.

Pod koniec listopada Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Lesznie uchyliło decyzję leszczyńskiego Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie. Niestety pani dyrektor Domu Pomocy Społecznej twierdzi, że decyzja Kolegium Odwoławczego jest błędna.

- Dla mnie to jest zdecydowanie brak dobrej woli, jest decyzja, która umożliwia im powrót do tego mieszkania, to nie są przedmioty, to są ludzie, to trwa za długo, oni powinni już dawno tam wrócić - mówi Ewa Jusczyk, siostra upośledzonego Adama.

- Ja w ośrodku nie wytrzymam i chcę wrócić do mieszkania, i kocham to mieszkanie, i chcę wrócić tam - mówi Adam Jaczewski upośledzony umysłowo.

- Kolegium Odwoławcze we wszystkich czterech przypadkach uchyliło decyzję organu I instancji - mówi Wiesława Glinka prezes Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Lesznie.

Chcieliśmy się dowiedzieć, dlaczego Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie wydał tak okrutną decyzję, skoro w ogóle nie powinien zajmować się tą sprawą. Pani dyrektor była jeszcze mniej rozmowna niż w październiku.

- Ja już dziękuję, więcej już nie będę mówiła nic - mówi Kamila Nowaczyk z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lesznie.

- Ja myślałam, że decyzja Kolegium Odwoławczego, to jest dla nas koniec tych wielu miesięcy walki o ich powrót do tego mieszkania - mówi pani Ewa.

Tak się jednak nie stało. Dlaczego? Bo dyrektor Domu Pomocy Społecznej, zarządzająca mieszkaniem nie zgadza się z decyzją kolegium. Jej zdaniem upośledzeni mężczyźni nie mogą wrócić do mieszkania, bo nie mają skierowania.

- Odpowiedzialność spoczywa na kierowniku placówki, a ja nie chciałam i nie chcę, brać na siebie takiej odpowiedzialności - mówi Lucyna Nowak, Domu Pomocy Społecznej w Pakówce.

- Być może, dyrektor Nowak jest wygodnie, jak ma ich wszystkich w jednym dużym budynku, może ona nie nadąża za tymi standardami, które są w Europie, żeby jednak starać się tych mieszkańców, którzy się do tego nadają, usamodzielniać - mówi pani Ewa.

Wydaje się, że w tej sprawie chodzi o coś zupełnie innego niż dobro Piotra, Henryka, Zdzisława i Adama. Mieszkanie, w którym mieszkali przez wiele lat, jest bardzo ładne. A przecież nie może w nieskończoność stać puste.

- Jeżeli nie będzie mieszkańców, którzy będą mieć skierowania do tego mieszkania, postawimy sprawę tego mienia na posiedzeniu Rady Powiatu i zdecydujemy, czy to mieszkanie jest nam potrzebne na inne cele, a jeżeli jest majątkiem zbędnym możemy je sprzedać - mówi Zygmunt Wolny, Starostwo Powiatowe w Rawiczu.

Najdziwniejsze jest to, że zdaniem urzędników z Domu Pomocy Społecznej, Piotr, Henryk, Zdzisław i Adam wymagają całodobowej opieki i nie nadają się do samodzielnego życia. Choć mieszkali tak 17 lat.

- Mieszkańcy swoim wspaniałym funkcjonowaniem najlepiej udowodnili, że się do tego nadają, osoby, które twierdzą, że się nie nadają, widocznie bardzo mało znają mieszkańców, nie wiem, co nimi kieruje - mówi Irena Marchewka, która pracowała w mieszkaniu grupowym.

- Chciałabym zaapelować do dyrektor Nowak, żeby zastanowiła się, co jest dobre dla mojego brata i jego kolegów, a nie dla niej - mówi pani Ewa.

- Kocham to miejsce i uwielbiam tam mieszkać i chciałbym tam wrócić - prosi Adam.*



*skrót materiału

Reporter: Paulina Bąk

pbak@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)