Mieszkańcy willi znikają

Mieszkańcy willi znikają

Według policji to jedna z najbardziej zagadkowych spraw. Elżbieta Drzewińska z Milanówka koło Warszawy zaginęła dwa lata temu. Jej mąż uważał, że za zaginięciem stoi współlokator rodziny - Piotr B. Rok później Wiesław Drzewiński także zaginął. Małżeństwo posiada wartą około 2 milionów złotych willę, którą mogą odziedziczyć synowie. Według policji oni także nie mówią całej prawdy o relacjach z rodzicami.

- Ojciec utrzymywał, że matka została porwana i że dom ma być okupem - mówi Wiktor Drzewiński, syn zaginionych.

Willa Chimera w Milanówku. To tutaj mieszkali państwo Drzewińscy z synami.

Według relacji rodziny, 8 października 2006 roku 59-letnia Elżbieta Drzewińska wyszła rano z domu do kościoła na próbę chóru. Nigdy tam jednak nie dotarła.

- W miejscu, gdzie przebywała pani Drzewińska, trzy osoby zaobserwowały zdarzenie porwania kobiety, a dwie dalsze osoby zeznały, ze słyszały krzyk kobiety wzywającej pomocy - mówi Krzysztof Czuma, który zajmował się zaginięciem Drzewińskich.

Wiesław Drzewiński uważał, że za zniknięciem jego żony stoi mieszkający w tym samym domu Piotr B. Drzewiński otrzymał dom w Milanówku od swojego wuja. Niestety, drogi prezent miał jedną wadę - lokatora z kwaterunku, z którym Drzewińscy prowadzili regularną wojnę.

- Moi rodzice nie chcieli, żeby on tu mieszkał, bo jak mówili, nie chcieli mieszkać z bandytą - mówi Piotr Drzewiński, syn zaginionych.

- Kilka dni po zaginięciu mamy, ojciec znalazł w książce telefonicznej karteczkę, na której było napisane, że jeśli zaginie, to winny jest lokator Piotr B. Policja sprawdziła kartkę i okazało się, ze jest autentyczna - opowiada Wiktor Drzewiński, syn zaginionych.

Przed domem Drzewińskich zastaliśmy Piotra B. Nie chciał rozmawiać na temat konfliktu z właścicielami domu.

- Jest obszerny materiał w prokuraturze. Dopóki trwa śledztwo, ja nie chcę się wypowiadać w tej sprawie - powiedział Piotr B., lokator willi Chimera.

Policja poprosiła o pomoc jasnowidza. Krzysztof Jackowski pojechał do domu zaginionej kobiety do Milanówka.

- Odnosiłem wrażenie, że ta kobieta nie żyje. W domu zaginionej była taka drabinka i wejście na strych. Mnie strasznie ciągnęło, żeby tam wejść, ale jak mówiłem o tym miejscu, to nie było u tego pana zapału, żeby tam szukać - mówi Krzysztof Jackowski, jasnowidz.

To nie koniec tej tajemniczej historii. Rok po zaginięciu Elżbiety Drzewińskiej zniknął jej mąż. Do dziś nie wiadomo, co się z nim stało...

Nie udało się potwierdzić hipotezy zniknięcia Drzewińskich dla ewentualnego odszkodowania. Synowie twierdzą, że nic nie wiedzą o jakichkolwiek ubezpieczeniach rodziców. Jednak jeżeli Drzewińscy nie znajdą się w ciągu 10 lat, synowie odziedziczą dom.

- Ta nieruchomość warta jest co najmniej 2 miliony złotych - informuje Krzysztof Czuma, który zajmował się zaginięciem Drzewińskich

- Relacje tych synów nie do końca są spójne, nie do końca są identyczne na poszczególnych etapach prowadzonych poszukiwań, one ewoluują - mówi Marcin Szyndler z Komendy Stołecznej Policji.

Synowie Drzewińskich nie wierzą, żeby rodzice sfingowali swoje zniknięcie. Twierdzą, że rodzina nie miała żadnych poważnych kłopotów. Innego zdania jest policja.

- Nie ukrywamy, że mimo zapewnień synów, w tej rodzinie nie układało się dobrze. Być może te osoby świadomie wspólnie lub osobno zerwały kontakt z otoczeniem - mówi Marcin Szyndler z Komendy Stołecznej Policji.

Poszukiwania Drzewińskich cały czas trwają. Rozpatrywane są różne możliwości. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek uda się rozwikłać tę zagadkę. *

* skrót materiału

Reporter: Paulina Bąk

pbak@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)