Nie powiedzieli, że ma raka

Nie powiedzieli, że ma raka

Lekarze nie powiedzieli jej, że ma raka! W 2002 roku Genowefa Świtała z bolesnym zgrubieniem na wardze zgłosiła się do Kliniki Dermatologii w Katowicach. Lekarze wycieli narośl i poddali ją analizie. Wynik był jednoznaczny - złośliwy nowotwór skóry. Problem w tym, że 73-letniej wówczas kobiecie o chorobie nikt nie powiedział! Dziś na leczenie jest już za późno. Pani Genowefa leży w hospicjum. Ma usuniętą część szczęki, kość policzkową, połowę podniebienia i zaszyte lewe oko.

Energiczna, uśmiechnięta, towarzyska - taka była pani Genowefa Świtała jeszcze parę lat temu. W styczniu 2002 roku zgłosiła się do katowickiej Kliniki Dermatologii, bo na jej wardze pojawiła się zmiana przypominająca opryszczkę. Jeszcze nie wiedziała, że to początek jej drogi przez mękę...

- Przy pierwszej wizycie mamie usunięto narośl na wardze i kazano zgłosić się na kolejną wizytę po trzech miesiącach - mówi Danuta Świtała, córka pani Genowefy.  

- Wycinek usuniętej tkanki został skierowany do badań histopatologicznych. Badania te wykazały, że jest to nowotwór o dość dużym stopniu złośliwości - informuje Leszek Krupanek, pełnomocnik pani Genowefy.

Problem w tym, że pani Genowefie nie powiedziano, że ma raka. W karcie wypisowej widniało co prawda łacińskie rozpoznanie choroby, ale 73-letniej pacjentce nic ono nie mówiło. Była dobrej myśli, tym bardziej, że polskie wpisy w karcie choroby i komentarze lekarzy brzmiały niegroźnie.

- Było napisane "blizna", "narośl", najbardziej zapamiętałam: "Na czerwieni wargowej ognisko sugerujące opryszczkę" - wspomina Danuta Świtała, córka pani Genowefy.

- Od lekarza otrzymała poradę, aby kupić sobie bez recepty maść "Zovirax" i nią smarować zmienione miejsce - mówi Leszek Krupanek, pełnomocnik pani Genowefy.

Ponieważ ból nie ustępował, pani Genowefa szukała ratunku na własną rękę - u laryngologa, neurologa, dentysty. O tym, że ma raka dowiedziała się po zrobieniu tomografii komputerowej. W sierpniu 2006 roku, świadoma już swej choroby, trafiła do Górnośląskiego Centrum Medycznego. Dopiero tam przeszła szereg operacji i radioterapię.

- Trafiła do nas, gdy faktycznie ten nowotwór był bardzo rozległy. Gdyby nastąpiło to jeszcze później, to nie moglibyśmy wykonać tej operacji - mówi Bogdan Kolebacz z Oddziału Laryngologii Górnośląskiego Centrum Medycznego.

Bliscy pani Genowefy mają ogromny żal, że lekarze z Kliniki Dermatologii nie dali pacjentce szansy na terapię - ograniczyli się do trzykrotnego wycięcia narośli i nie skierowali do onkologa. Największy żal mają jednak o to, że nie powiedziano im, że to rak.

- Gdyby mama została skierowana do onkologa i poddana natychmiastowej radioterapii, to nie byłoby już dzisiaj sprawy, nie byłoby śladu - mówi Danuta Świtała, córka pani Genowefy.

Próbowaliśmy porozmawiać z pracownikami Szpitala Klinicznego im. Mielęckiego w Katowicach. Okazało się to jednak niemożliwe.

Pani Genowefa żąda od Kliniki Dermatologii 150 tysięcy zł zadośćuczynienia. Pełnomocnik szpitala w odpowiedzi na pozew nie dość, że nie zgadza się z zarzutami pani Genowefy, to jeszcze atakuje żądania starszej pani.

Oto fragment odpowiedzi pełnomocnika szpitala na pozew:

"(...) należy podnieść fakt, iż rozmiar dochodzonego przez powódkę zadośćuczynienia pozostaje w rażącej dysproporcji z aktualną sytuacją majątkową obywateli kraju i jest nadmierny".

- Opowiadanie o tym, że 150 tysięcy jest kwotą za dużą, jest po prostu żenujące. To może być kwota na nagrobek, na pogrzeb, na pochówek, a jako zadośćuczynienie za utratę zdrowia na pewno jest to kwota minimalna - twierdzi Adam Sandauer ze Stowarzyszenia Primum Non Nocere.

Dziś pani Genowefa ma za sobą jedenaście pobytów w szpitalu. Nie ma połowy twarzy. Rak wciąż toczy jej organizm. A rokowania nie są pomyślne...

- My to określamy, jako stan terminalny, czyli leczenie wspomagające, żeby przeprowadzić przez ten trudny okres pacjentkę i wspomóc rodzinę w tych trudnych chwilach - mówi Łucja Kachel, lekarz Hospicjum Archidiecezjalnego w Katowicach. *

* skrót materiału

Reporter: Irmina Brachacz

ibrachacz@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)