Do szpitala tylko karetką?

Do szpitala tylko karetką?

Skandal w szpitalu w Gorzowie Wielkopolskim! Pan Rafał przywiózł swoją babcię do szpitala. Kobieta miała duszności, nie mogła oddychać. Mężczyzna twierdzi, że dyżurujący lekarz nie chciał jej jednak przyjąć, bo staruszka nie przyjechała karetką. Zdesperowany wnuk pani Rozalii do szpitala wezwał więc pogotowie!

Oto fragment rozmowy wnuka pani Rozalii z dyspozyturą pogotowia:

- Ja jestem w szpitalu. Przywiozłem babcię, ma duszności, w ogóle leczy się na zapalenie płuc. Nie może oddychać w tej chwili.  

- A skąd pan do mnie dzwoni?

- Dzwonię ze szpitala.

- A czemu pan dzwoni do pogotowia, jak pan jest w szpitalu?

- Bo pan doktor powiedział, że jeśli karetka nie przywiezie, to on nie może przyjąć.

- Co?

- Dlatego poproszę karetkę pod szpital, żeby wprowadzili babcię do szpitala.


To zapis rozmowy między wnukiem pani Rozalii Kroczak a dyspozytorką gorzowskiego pogotowia ratunkowego. Cała historia zaczyna się dość zwyczajnie. 86 -letnia kobieta skarży się rodzinie na złe samopoczucie. Jednak to, co dzieje się dalej, przeraża wszystkich.

- Teściowa przyszła do mnie do pokoju, powiedziała, że się bardzo źle czuje, nie może oddychać. Zadzwoniłam po syna - opowiada Urszula Kroczak, synowa pani Rozalii.

- Przyjechałem najszybciej jak mogłem i odwiozłem babcię do szpitala. Miała duszności, nie mogła już rozmawiać - dodaje Rafał Kroczak, wnuk pani Rozalii.

Przekraczając próg szpitalnego oddziału ratunkowego rodzina Kroczaków miała nadzieje, że za chwilę ktoś pomoże pani Rozalii. Tymczasem sprawy przybrały nieoczekiwany obrót.

- Lekarz przyszedł po 20 minutach. Usiadł przy swoim biurku i nawet nie popatrzył się na babcię - opowiada Rafał Kroczak, wnuk pani Rozalii.

- Do syna powiedział, że mają takie procedury, że jakby do szpitala przywiozła ją karetka, to by badał. Więc syn zadzwonił na pogotowie - dodaje Urszula Kroczak, synowa pani Rozalii.

Zszokowana dyspozytorka pogotowia nie straciła zimnej krwi. Za wszelką cenę próbowała pomóc chorej staruszce. O interwencję poprosiła nawet dyżurnego lekarza z Centrum Zarządzania Kryzysowego przy lubuskim Urzędzie Wojewódzkim. Niestety bezskutecznie.

- Dyspozytorowi wydawało się, że błyskawicznie załatwi sprawę z lekarzem Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, tym bardziej, że został poinformowany koordynator. Niestety, musieliśmy wysłać pogotowie. Pojechał lekarz, który jest specjalistą chorób wewnętrznych. Stwierdził, że jest to stan wymagający hospitalizacji, wszczął leczenie i skierował pacjentkę na oddział szpitalny - mówi Andrzej Szmit, dyrektor pogotowia w Gorzowie Wielkopolskim.

Państwo Kroczakowie zapewniają, że pierwszą osobą, która zbadała ich babcię był lekarz pogotowia. Rzecznik szpitala twierdzi jednak inaczej. Zapewnia, że ma na to dowody - kserokopię rejestru usług medycznych należącego do pani Rozalii.

- Jest dokumentacja medyczna, która świadczy o tym, że jednak pacjentka była zbadana, była jej udzielona pomoc. Jest to wypis na książeczce RUM-owskiej, który świadczy o poradzie dwóch lekarzy - zapewnia Krzysztof Cichowlas, rzecznik szpitala w Gorzowie Wielkopolskim.

- Przyniosłem babci książeczkę, zostawiłem i wtedy lekarz zrobił jakiś wpis. Ani babci, ani mnie w tym momencie przy tym nie było. Badania też nie było - twierdzi Rafał Kroczak, wnuk pani Rozalii.

Mimo rzekomego badania lekarz z oddziału ratunkowego nie przyjął pani Rozalii do szpitala. Dlaczego? Bo podobno stan pani Kroczak... wcale nie był taki ciężki. Tak bardzo nie był, że kobieta trafiła na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej.

Tym, co się stało zszokowana jest nie tylko pani Rozalia i jej rodzina. Incydent w gorzowskim szpitalu wstrząsnął zarówno środowiskiem medycznym jak i pacjentami. *

* skrót materiału

Reporter: Irmina Brachacz ibrachacz@polsat.com.pl(Telewizja Polsat)