Samozwańczy dentysta

Samozwańczy dentysta

Nie jest dentystą, a leczy zęby! O Macieju K., który sam mianował się stomatologiem, opowiadaliśmy pół roku temu. Mężczyzna przyjmował pacjentów w prywatnym mieszkaniu na jednym z warszawskich osiedli. Gabinet nie spełniał norm sanitarnych. Po naszej interwencji lokal zamknięto. Niestety, tylko na chwilę. Dziś Maciej K. nadal leczy pacjentów. Prokuratura twierdzi, że nie może nic z tym zrobić, bo brakuje dowodów.

- Samo stwierdzenie, że prowadzi działalność, nie wystarczy, bo może być genialnym samoukiem i żadnej szkody nie wyrządzić - mówi Cezary Kłos z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Żoliborz.

Przed samozwańczym dentystą Maciejem K., ostrzegaliśmy państwa pół roku temu. Przypomnijmy: Maciej K. podawał się za lekarza, którym nie był. Swoją działalność prowadził od 15 lat. Pacjentów przyjmował na jednym z warszawskich osiedli.  

- Wydaliśmy decyzję unieruchamiającą ten lokal - informuje Dariusz Ruda z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie.

Gabinet nie spełniał żadnych norm sanitarnych, stwarzał zagrożenie dla zdrowia i dlatego powinien być natychmiast zamknięty. Po naszej interwencji - został zamknięty ale... na jeden dzień. Ponownie odwiedziliśmy Macieja K. w warszawskim gabinecie. Mężczyzna twierdzi, że już nie leczy zębów. Co innego twierdzą jednak pacjenci.

- Pani doktor przyjmuje od godziny 12., a Maciej K. rano. Miał być dzisiaj od godziny 8.30 - mówi jedna z pacjentek gabinetu.

- Ja nie mam prawa przyjmować pacjentów, nie ma takiej możliwości, ja tu naprawdę pracuję sprzątając, dezynfekując narzędzia - zapewniał Maciej K.

- On przyjmuje cały czas. Przecież ja słyszę, jak przez ścianę, boruje, calusieńki czas - twierdzi mieszkaniec bloku, w którym mieści się gabinet.

Pomimo wyroku skazującego na 2 lata i 5 miesięcy w zawieszeniu, Maciej K. nadal może przyjmować pacjentów. Prokuratura nie jest w stanie zamknąć gabinetu. Powód - brak dowodów, że mężczyzna nadal przyjmuje pacjentów.

- Oficjalnie ten gabinet nie funkcjonuje. Maciej K. twierdzi. że nie jest tam prowadzona działalność komercyjna, a czynności, które tam wykonuje, mają na celu przygotowanie gabinetu do podjęcia działalności. Nie udało się zgromadzić dowodów, które by tę wersję mogły podważyć. Żeby wykazać, że on prowadzi tam działalność, musielibyśmy złapać go na gorącym uczynku, lub mieć zeznania pacjentów - tłumaczy Cezary Kłos z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Żoliborz.

W gabinecie byliśmy dwukrotnie. Na zabieg umówiliśmy się telefonicznie z Maciejem K. Mężczyzna przyjął nas również tym razem. Okazuje się więc, że w Polsce każdy może podawać się za lekarza. Co więcej, nie ponosi za to żadnych konsekwencji.

- To jest skandal, że jakiekolwiek działania na naszym organizmie są podejmowane przez człowieka, który ku temu nie ma odpowiednich kwalifikacji. Sprawa jest oczywista, z punktu widzenia stacji. Niestety, nie mamy kompetencji by sprawdzać kwalifikacje personelu, który pracuje w danym gabinecie - mówi Dariusz Rudaś z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie. *

* skrót materiału

Reporter: Justyna Burdon