Zakatował dziecko!

Zakatował dziecko!

Tragedia w Kamiennej Górze koło Wałbrzycha. Mariusz V. konkubent Iwony K. zakatował jej trzyipółletniego syna. Matka nie mogła nie zauważyć dramatu małego Bartka. Mimo to nie reagowała. Oboje zostali już zatrzymani przez policję. Mariuszowi V. postawiono zarzut pobicia ze skutkiem śmiertelnym.

- Ja sobie nie wyobrażam, że mogłabym stracić dziecko przez obcego faceta. Patrzeć, jak ono jest katowane, bo biciem tego nie można nazwać - mówi Paulina Dybiec-Piekarczyk, sąsiadka Mariusza V.

Do tragedii doszło w kamienicy w Kamiennej Górze koło Wałbrzycha. Wcześnie rano 18 maja, w niedzielę, do izby przyjęć miejscowego szpitala 36-letnia Iwona K. przyniosła na rękach swoje dziecko. Małego Bartka.  

- Zaintubowałem dziecko, założyliśmy wkłucie centralne. A po zorientowaniu się, że u dziecka nie ma oznak życia, odstąpiłem od czynności ożywiających - informuje Józef Zygmunt, lekarz ze szpitala w Kamiennej Górze.

Iwona K., matka Bartka wyjaśniała w szpitalu, że jej trzyipółletni syn spadł z roweru i się zranił. Jednak wygląd chłopca mówił sam za siebie. I nikt matce nie uwierzył.

- Jakość zmian na skórze, podbiegnięcia krwawe, otarcia naskórka, strupy, świadczą o tym, że to trwało kilka dni. Być może dziecko było nawet duszone, kłute - mówi Józef Zygmunt, lekarz ze szpitala w Kamiennej Górze.

- Sąsiedzi mówią, że to dziecko męczyło się całą noc. Całą noc płakało. Bili je i kopali. Potem ucichło - twierdzi Irena Ż., babcia Bartka.

Iwona K. i 29-letni Mariusz V. byli razem ponad pół roku. Poznali się w domu publicznym, w którym pracowała kobieta. Nie wiadomo czy wiedziała, że Mariusz V. od lat leczył się psychiatrycznie i w swoim życiu przepracował tylko trzy miesiące. Nie mogła nie wiedzieć, że konkubent znęca się nad jej dzieckiem.

- Raz mi ten chłopiec powiedział na korytarzu: "Wujek mnie bije, on mnie bije". Na to ona odpowiada: "Nie przesadzaj, on nie bije cię tak tragicznie." Mnie się wydaje, że to jest po prostu jej wina - mówi Jolanta Haszkiewicz, sąsiadka Mariusza V.

Sąsiedzi twierdzą, że w lutym lub marcu jedna z sąsiadek nie wytrzymała przeraźliwych krzyków Bartka. Wezwała policję. Jednak to nic nie dało.

- U sąsiadki została spisana notatka. Jeden policjant był u sąsiadki, drugi był u Mariusza V. Podobno policjant powiedział, że Mariusz dostał pouczenie, a to była zwykła sprzeczka rodzinna - opowiada Jolanta Haszkiewicz, sąsiadka Mariusza V.

- Nie było żadnego zgłoszenia odnośnie tego mieszkania, odnośnie sytuacji, która tam miałaby mieć miejsce z dzieckiem. Sprawdziliśmy to w rejestrze interwencji - zapewnia Paweł Petrykowski z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.

Prawie rok temu, w lipcu 2006 roku Bartek dostał szansę lepszego życia. Został odebrany nadużywającym alkoholu rodzicom i umieszczony w Domu Małego Dziecka w Wałbrzychu. Jednak matka przekonała sąd, że dziecko powinno do niej wrócić.

- W styczniu kiedy wydano dziecko, pani Iwona nie mieszkała z konkubentem. Mieszkała w domu w Fundacji Tarkowskich i między innymi to wziął pod uwagę sąd, wydając zgodę na powrót dziecka do domu - mówi Grażyna Urbańska z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Wałbrzychu.

Oprócz Bartka Iwona K. miała jeszcze przynajmniej pięcioro innych dzieci. Każde z innym mężczyzną. Czworo z nich trafiło do rodzin zastępczych. Dwumiesięczna Karinka zaginęła bez wieści 11 lat temu. Ostatni raz widziano ją z ojcem, Krzysztofem C., ówczesnym konkubentem Iwony K.

- Nie można w tej chwili powiedzieć, czy dziewczynka żyje czy nie żyje. My cały czas prowadzimy poszukiwania, cały czas poszukujemy dziewczynki, która dzisiaj miałaby 11 lat - informuje Paweł Petrykowski z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.

- Kilkanaście lat temu widzieli ją ludzie, jak z wózka dziecko dawała do samochodu na niemieckich rejestracjach i brała prawdopodobnie pieniądze - mówi sąsiad ojca Bartka.

Iwonie K. postawiono zarzuty znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad trzyipółrocznym Bartkiem oraz nieudzielenia pomocy. Jej przyjacielowi Mariuszowi V. - pobicia ze skutkiem śmiertelnym. Jednak nawet ich rodziny uważają, że powinni odpowiadać za zabójstwo. *

* skrót materiału

Reporter: Ewa Pocztar-Szczerba epocztar@polsat.com.pl(Telewizja Polsat)