Nie żyje przez znachora?

Nie żyje przez znachora?

Pięcioletni Przemek chorował na nerczycę. Dzięki staraniom lekarzy jego stan zdrowia poprawił się. Niestety, po kilku miesiącach choroba powróciła, a matka chłopca zrezygnowała z opieki medycznej. Przemek zmarł. Mieszkańcy podsądeckiej Łukowicy twierdzą, że w tym czasie leczył go znachor Marek H. On wszystkiemu zaprzecza. Sprawą zajęła się prokuratura.

- On był chory na nerki, a ona odrzuciła wszystkie lekarstwa, antybiotyki. Znachor go leczył jakimiś ziołami - twierdzi mieszkanka Łukowicy.

Odwiedziliśmy Marka H., znachora z Nowego Sącza. Mężczyzna nie chciał z nami rozmawiać. Podobno od kilku lat leczy ludzi własnymi, specyficznymi metodami. Uzdrowicielską moc jak twierdzi, czerpie od Boga. Na temat jego praktyk zdania są podzielone.  

To nie było pierwsze nasze spotkanie ze znachorem. Kim jest naprawdę Marek H., próbowaliśmy sprawdzić dwa miesiące temu. Z ukrytą kamerą odwiedziliśmy uzdrowiciela w jego gabinecie.

- Jestem w twoim mózgu. Wiem nawet, co myślisz. Nie ośmieszą mnie, pamiętaj. Nie dadzą rady. Jestem tu jeden na ziemi. Nie ma drugiego - przekonywał naszą reporterkę Marek H.

Według mieszkańców podsądeckiej Łukowicy, jednym z pacjentów Marka H. był pięcioletni Przemek. Kiedy chłopiec skończył cztery lata, wykryto u niego nerczycę. Dzięki lekarzom ze szpitala w Limanowej Przemek czuł się lepiej. Niestety, po kilku miesiącach choroba powróciła. Matka jednak nie chciała już dalej leczyć chłopca w szpitalu. Trafiła do znachora.

- To dziecko puchło w oczach. Nabrzmiałe było. Podobno ten znachor mówił, że wraca do zdrowia. Dlaczego matki nie zdziwiło, że dziecko nie oddaje moczu - zastanawia się jedna z mieszkanek Łukowicy.

Stan zdrowia chłopca pogarszał się z dnia na dzień. Matka nie reagowała. Dalej korzystała z porad znachora Marka H. Ta decyzja kosztowała wiele. Przemek zmarł.

- Policjanci zastali w domu oprócz rodziców, również mężczyznę, jak się później okazało był to właśnie ten człowiek z Nowego Sącza - informuje Tadeusz Stachak z Komendy Powiatowej Policji w Limanowej.

Odwiedziliśmy matkę Przemka. Niestety, nie chciała z nami rozmawiać. Mówić o metodach leczenia chłopca nie chciał także znachor. Co więcej Marek H. twierdzi, że Przemka nigdy nie widział.

- Prokuratura dysponowała materiałem dowodowym w postaci zeznań szeregu osób, które widziały tę osobę, znachora w miejscu zamieszkania matki i dziecka, w miejscu zamieszkania ich rodziny. Co więcej, osoba ta była widziana w chwili, kiedy na miejscu zdarzenia przebywała grupa kryminalistyczna z udziałem prokuratora, dokonująca oględzin zwłok dziecka - mówi Janina Tomasik z Prokuratury Rejonowej w Limanowej.

Prokuratura matce Przemka- Elżbiecie T. postawiła zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci swojego syna. Grozi jej do 5 lat więzienia. Pozostaje jednak pytanie, czy tej śmierci można było zapobiec? Kto pozostaje odpowiedzialny za tę tragedię. Bezmyślna matka czy znachor, którego pracy nikt nie kontrolował. *

* skrót materiału

Reporter: Sylwia Sierpińska ssierpinska@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)