Uzdrawianie czy naciąganie?

Uzdrawianie czy naciąganie?

Ból, przewlekła choroba, szpital. Tego boi się każdy z nas. Ten strach wykorzystują tzw. uzdrowiciele. Obiecują szybki powrót do zdrowia. Leczą wszystkie choroby, choćby silną energią uzdrawiającą. A chorzy w to wierzą i płacą.

Ogłoszenie w gazecie. Doświadczony uzdrowiciele z Filipin. Leczy skórę, organy wewnętrzne, nerwicę, bezpłodność i... nowotwory. Z ukrytą kamerą idziemy na wizytę.

Za wizytę u uzdrowiciela płacimy 160 zł. Za uzdrawianie energoterapeutyczne. Uzdrowiciel - Filipińczyk leczy swoją energią. Leczy także nowotwory.  

Czekamy na wizytę. W poczekali jest kilku pacjentów. Przede wszystkim osoby starsze. Schorowane. Wszyscy zapłacili.

Nasza wizyta u pseudouzdrowiciela trwa 10 minut. Filipińczyk z nami nie rozmawia ani nie konsultuje zabiegu, bo nie mówi po polsku. Kilka dotknięć, natarcie olejkiem i koniec seansu. Obiecywanie ciężko chorym ludziom uzdrowienia nie jest moralne. *

*sktót materiału

Reporter: A. Krajewska/J.Burdon, interwencja@polsat.com.pl (Telewizja Polsat)