Chory na białaczkę poszukuje biologicznej matki

Chory na białaczkę poszukuje biologicznej matki

Pan Tomasz 40 lat temu został porzucony przez swoją biologiczną matkę. Trafił do domu dziecka, a potem do adopcji. Nigdy nie poszukiwał biologicznej rodziny. Do dnia, w którym dowiedział się, że choruje na białaczkę. Mężczyźnie potrzebny jest dawca szpiku, najlepiej spokrewniony. Pan Tomasz nie zna swojej matki, nie wie nawet czy ma rodzeństwo. Mężczyzna prosi więc o pomoc w odnalezieniu rodziny.

- Najlepszym dawcą jest ktoś spokrewniony, czyli w moim przypadku albo brat, albo siostra - mówi Tomasz Wiśniowski, który poszukuje biologicznej matki.

Reporter: A dlaczego w pana przypadku nie może to być brat albo siostra?  

- Ponieważ nie znam matki biologicznej. Nie wiem, czy ktoś taki istnieje - mówi Tomasz Wiśniowski.

Reporter: Ale może się znajdzie?

- Może tak - mówi Tomasz Wiśniowski.

W kamienicy przy ulicy Świętojańskiej 9 w Jeleniej Górze porzucono dziecko. W październiku, czterdzieści lat temu. To zdarzenie pamięta pani Janina, która mieszka tu ponad 60 lat.

- Sąsiadka wychodziła z domu i zauważyła zawiniątko. A tam dzieciątko. Czyste, zdrowe i chyba miało kartkę, żeby się zaopiekować tym dzieckiem. I ona zabrała je do domu. Nakarmiła i zawiadomiła policję - mówi Janina Maćkowiak, mieszkanka domu przy ulicy Świętojańskiej 9 w Jeleniej Górze.

Dziecko trafiło do szpitala, a potem do domu dziecka we Wrocławiu. Tam nazwano go Adamem Kowalskim. Po dwóch latach Adam Kowalski został zaadoptowany i stał się Tomaszem Wiśniowskim. Pan Tomasz szczęśliwy w swojej nowej rodzinie, nie szukał tej biologicznej. Aż do momentu kiedy kilka miesięcy temu usłyszał diagnozę: białaczka.

Reporter: Ten pierwszy raz, jak dowiedział się pan, że to jest białaczka?

- Szok. Wiedziałem co to jest, że jest to choroba śmiertelna, że leczenie nie jest łatwe, oraz że coś się w życiu skończyło. Zaczyna się gorsza strona życia, czyli ciężka choroba - mówi Tomasz Wiśniowski.

Mężczyźnie potrzebny jest dawca szpiku, najlepiej spokrewniony. Niestety Pan Tomasz nie zna swoje matki, nie wie nawet czy ma rodzeństwo. Przeszczep od dawcy spokrewnionego daje większe szanse na powrót do zdrowia.

- Ja wiem, że ten czyn nie należy do bohaterstwa, bo ta osoba nie chodziła i nie chwaliła się tym, że zostawiła dziecko. Może po latach ten ktoś zrozumiał, że to był błąd. Ja nie szukam nikogo, żeby kogoś ciągać po sądach albo żądać majątku. Ja chcę kogoś, kto pomoże mi w tej chorobie - mówi Tomasz Wiśniowski.

- Przeszczep to nie jest taka prosta sprawa. Silna chemioterapia, atakuje organizm z wielu stron - mówi Urszula Jaworska z Fundacji Urszuli Jaworskiej.

Śladów, które mogłyby doprowadzić pana Tomasza na trop swojej matki nie ma. Dokumenty z dochodzenia milicyjnego sprzed lat zostały zniszczone, a dom dziecka, w którym przebywał, już nie istnieje.

- Byliśmy tam na tej ulicy. Tego nie ma, ten nie odbiera, ten nie żyje. Ciężko nam dojść do czegoś - mówi Małgorzata Wiśniowska, żona pana Tomasza.

- Myślę, że może będę miał trochę szczęścia. Zobaczymy, może się uda - mówi Tomasz Wiśniowski.*

* skrót materiału

Reporter: Aneta Krajewska

akrajewska@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)