Spaliła noworodka w piecu!

Spaliła noworodka w piecu!

Bestialstwo! 44-letnia Grażyna J. ze wsi Plajny w województwie warmińsko-mazurskim spaliła ciało swojego nowonarodzonego synka. Chłopczyk był wcześniakiem i piętnastym dzieckiem kobiety. Grażyna J. twierdzi, że noworodek był już martwy, gdy wkładała go do pieca. Co innego twierdzą świadkowie.

- Urodziło się dziecko, według relacji świadka, żywe, bo płakało - mówi Leszek Gabriel z Prokuratury Rejonowej w Braniewie.

- Ten chłopiec mówił, że urodziło się żywe, że było słychać z pieca odgłos - dodaje jedna z sąsiadek Grażyny J.  

Plajny - mała miejscowość w woj. warmińsko-mazurskim, a w niej mały dom skrywający wielką tajemnicę. To tam mieszkała 44-letnia Grażyna J. z konkubentem Piotrem Z., dwuletnią córką Dominiką i nowonarodzonym dzieckiem, po którym ślad zaginął.

- To była patologia. Z tej kobiety nic porządnego nie wyrosło. Sama też nie umiała nikogo wychować, wszystko zabierały jej domy dziecka. Nauczone tylko kradzieży i niczego więcej, żadnej pracy - opowiada jedna z sąsiadek Grażyny J.

Kobieta urodziła w marcu tego roku w warunkach domowych syna, siedmiomiesięcznego wcześniaka. Sprawą zainteresował się dzielnicowy.

- Wiedział, że kobieta była w ciąży. Wszedł do domu i zauważył, że już urodziła. Ona mu od progu przyznała, że pozbyła się dziecka - informuje Jakub Sawicki z Komendy Miejskiej Policji w Elblągu.

- Z relacji pani Grażyny J. wynika, że dziecko urodziło się martwe, więc postanowiła je spalić w piecu centralnego ogrzewania, który jest w mieszkaniu. Zeznania świadków wskazują jednak, że dziecko było żywe, płakało, a pani Grażyna J. wcześniej karmiła je - dodaje Leszek Gabriel z Prokuratury Rejonowej w Braniewie.

Skontaktowaliśmy się z dziećmi Grażyny J. z pierwszego małżeństwa. Wiedzą, że matka spaliła ciało ich przyrodniego brata, ale mimo to bronią kobiety. Twierdzą, że nie zrobiła tego sama.

- Moja mama była przygotowana na dziecko, wózek miała, łóżeczko miała, ciuchy miała. To konkubent tego dziecka nie chciał. Rozmawiałam z nią, mówiła, że dziecko było martwe, że je spaliła, ale nie wiedziała co robi - przekonuje Izabela Jasnoch, córka Grażyny J.

Dotarliśmy również do świadków tragedii. Ich zeznania są szokujące. Twierdzą, że dziecko mogło jeszcze żyć, gdy Grażyna J. wkładała je do pieca.

- Ja dowiedziałam się o tej sprawie od dwóch świadków, którzy byli przy tym - mówi jedna z sąsiadek kobiety.

- Jakoś sobie poradziłem z tym porodem. Ręce umyłem, jakoś tę pępowinę odciąłem. To dziecko żyło, bo jeszcze brała go w ręce. Rano wstałem, a dzieciaka już nie było - opowiada Zbigniew Jasnoch, szwagier Grażyny J.

Grażyna J. w sumie urodziła piętnaścioro dzieci. Dowiedzieliśmy się, że pierwsze dziecko również zmarło przy porodzie. Kobieta została oskarżona o nieudzielenie pomocy i zbezczeszczenie zwłok dziecka. Grozi jej za to do pięciu lat więzienia.

-Nie ustaliliśmy z całą pewnością, czy dziecko żywe. Przyjęliśmy, że było martwe. Opieraliśmy się na opinii biegłych, którzy stwierdzili, że taki noworodek jest zdolny do życia, ale wymaga opieki medycznej, której pani Grażyna J. nie zapewniła - mówi Leszek Gabriel z Prokuratury Rejonowej w Braniewie.*

* skrót materiału

Reporter: Agnieszka Zalewska

azalewska@polsat.com.pl(Telewizja Polsat)