Kradzieże w szpitalach

Kradzieże w szpitalach

Tego nikt się nie spodziewał. Pacjenci okradają polskie szpitale. Giną wycieraczki, koce, mydło, kwiatki, lustra, a nawet muszle klozetowe i spłuczki! Niestety, zdarzają się także rabunki aparatury ratującej życie pacjentów. Przez plagę kradzieży szpitale tracą nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie.

- Kradną pojemniki na pościel, pościel, wózki inwalidzkie, lustra. Potrafią wynieść wszystko, co można wyrwać ze ściany - mówi prof. dr hab. Wojciech Witkiewicz z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu.

Pomysłowość ludzi odwiedzających szpitale nie zna granic. Potrafią ukraść dosłownie wszystko i zawsze. Dla szpitali jest to ogromny problem.  

- Nie uwierzyłaby pani, kradną prysznice, kwiatki, stojaki pod kwiatki, piżamy i koce. Kiedyś wyniesiono muszlę klozetową - opowiada dr Maciej Rataj, dyrektor Okręgowego Szpitala Kolejowego we Wrocławiu.

- Zdarzyło się tak, że po którejś kradzieży wycieraczek jeden z pracowników zaplecza technicznego przyspawał ją w metalowej ramie. Dopiero od tego czasu spełnia swoją funkcję - mówi Zdzisław Czekierda z Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

- Nie ma się z czego śmiać, pamiętajmy, że jeśli spłuczki będą wynoszone i będą wynoszone środki higieny to z tą higieną w szpitalu będzie coraz gorzej. Od spłuczki się zaczyna a może się skończyć na laptopie, a nawet na kosztownej aparaturze do leczenia - mówi Tomasz Łysakowski, psycholog.

I rzeczywiście tak jest. Szpitale nie nadążają z uzupełnianiem skradzionych rzeczy. Niestety, złodzieje stają się coraz bardziej zuchwali i kradną sprzęty, których brak zagraża pacjentom.

- Zdarzył się napad. Ze szpitala wyniesiono USG, a obsługę szpitala związano. Został wyrwany ze ściany kardiomonitor. Powoduje to zagrożenie bezpieczeństwa pacjentów - mówi prof. dr hab. Wojciech Witkiewicz z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu.

Złodzieje nie zastanawiają się w ogóle nad przydatnością skradzionych przedmiotów. Po prostu je kradną. Zniszczenia i straty powstałe w tych wypadkach są naprawdę ogromne. To z kolei stanowi poważne obciążenie budżetu szpitali. Rocznie jeden szpital wydaje nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.

- Takie działanie może tym ludziom w przyszłości zaszkodzić, bo szpitalowi będzie grozić bankructwo - ostrzega Tomasz Łysakowski, psycholog.*

* skrót materiału

Reporter: Małgorzata Frydrych, Iza Kondracka, Aneta Krajewska

akrajewska@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)