Walczą o godne odszkodowanie

Walczą o godne odszkodowanie

Rodziny ofiar katastrofy w katowickiej hali MTK walczą o godne odszkodowania. Są oburzone, bo po Smoleńsku każdemu z bliskich ofiar tej tragedii zaproponowano po 250 tys. zł. Tymczasem rodziny gołębiarzy dostały najwyżej po kilkadziesiąt tysięcy na osobę, a niektórzy nie dostali nic! Część osób do dziś walczy w sądzie o pieniądze, bo Skarb Państwa nie chce wziąć za wypadek odpowiedzialności.

- Reprezentujemy 38 osób. W sumie ich roszczenia odszkodowawcze to około 10 mln zł. To jest skandal, że Skarb Państwa nie daje tym ludziom ani grosza - mówi Marcin Marszołek, prezes Stowarzyszenia Wokanda w Katowicach.

- Będę się starała o takie odszkodowanie, jak otrzymały rodziny ofiar tragedii smoleńskiej, aby było równo. My też jesteśmy ludźmi. Odszkodowanie dostałam tylko z MTK, Urząd Miasta dał mi tylko na pogrzeb - opowiada Helena Malcher, ktora straciła dwóch synów w katastrofie hali MTK

Kwoty, które otrzymały rodziny ofiar katastrofy z 2006 r w hali MTK są przeróżne. Niektórzy nie dostali nic. Zdarzyły się odszkodowania w wysokości 200 tysięcy złotych, ale dla całej rodziny, nie dla każdego z najbliższych - tak jak zaproponowano rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej.

- Pięcioosobowa rodzina, której zmarły był jedynym żywicielem, dostała 200 tys. zł. Czyli około 40 tys. zł na osobę. A tutaj nagle pojawia się kwota 250 tys. zł dla każdego z najbliższych ofiary katastrofy smoleńskiej - mówi Marcin Marszołek, prezes Stowarzyszenia Wokanda w Katowicach.

Kilkadziesiąt rodzin ofiar katastrofy w hali MTK przystąpiło do pozwu zbiorowego. Domagają się od Skarbu Państwa wysokich odszkodowań. W hali zginęło 65 osób.

- Żądają od 15 tys. do 340 tys. zł odszkodowania - informuje Damian Buniak, pełnomocnik prezydenta Chorzowa reprezentującego Skarb Państwa.

Ale Skarb Państwa uważa, że nie jest właścicielem hali, choć jest właścicielem gruntu pod nią. Spór rozstrzygnie sąd.

- Po 250 tys. zł powinno się wypłacić osobom poszkodowanym w hali MTK. Dlaczego to nie jest robione? Dlatego, że mamy do czynienia z anonimowymi ludźmi, a nie z nazwiskami polityków - uważa Marcin Marszołek, prezes Stowarzyszenia Wokanda w Katowicach.*

* skrót materiału

Reporter: Adam Bogoryja-Zakrzewski

abogoryja@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)