Pożar, ofiary i walka o spadek

Pani Ilona straciła w pożarze 16-miesięczną córkę Oliwię i ojca dziewczynki, pana Mateusza. Kilka miesięcy wcześniej para dostała od rodziców pana Mateusza dom. Dziś ojciec mężczyzny z darowizny się wycofuje. Pani Ilona została więc bezdomna. Budynek mogłaby otrzymać w spadku, gdyby okazało się, że malutka Oliwia zmarła później niż jej ojciec. Niestety, biegły nie potrafi tego ustalić.

Historia tej rodziny ze Świdwina to kolejne akty dramatu. Zaczęło się 1 maja ubiegłego roku...

- Szykowaliśmy się do spania. Gdy pogasiłam światła, usłyszałam dziwne głosy na klatce schodowej, ktoś uciekał, to było słychać. Mateusz krzyczał, żebym dzwoniła po straż. Widziałam, jak wziął Oliwię i wystawił ja za okno, żeby sobie oddychała, bo już przez dom przechodziła czarna chmura i nic nie było widać. Przy oknie byłam. Mieliśmy wyskoczyć razem, ale na dole ich nie było, zaczęłam panikować - opowiada Ilona Mickiewicz, która w pożarze straciła partnera Mateusza i ich córkę Oliwię.  

W pożarze zginęły 3 osoby. Do tej pory to najbardziej tragiczny w skutkach pożar w tym mieście. Mieszkańcy i rodzina mają pretensje do strażaków, że akcja była źle przeprowadzona.

- Po jezdni leciała woda, oni nic nie gasili, bo nie mieli drabiny. Długo czekali. Dopiero około pierwszej czy 2drugiej nocy ten dźwig przyjechał - opowiada Grażyna Patynowska, świadek pożaru.

- Strażak podbiegł do mnie i pytał, czy ja mam samochód, bo nie ma kto po butle z tlenem podjechać do straży. W końcu przywieźli ten tlen. Znaleźli Oliwię i Mateusza. Wynieśli Oliwię, a Mateusza zostawili. Któryś strażak stwierdził, że nie żyje i został w środku - dodaje pan Piotr, także świadek wydarzenia.

- Jemu należała się pomoc tak samo, jak Oliwce. Dziś strażacy zeznają, że nie wiedzą czy on żył, czy nie - mówi Ilona Mickiewicz.

Do naszej redakcji przyszedł rozpaczliwy mail ze Stanów Zjednoczonych od mamy pana Mateusza, która błaga nas o pomoc. Oto jego treść:

"Dlaczego do dnia dzisiejszego nie ustalono godziny śmierci mego syna? Boże, to haniebne, w taki sposób traktować ludzi. Nie wiem już, jak mam pomoc Ilonce. Proszę pomóżcie!! Nie wiem, gdzie mam już prosić o prawdę.

Pogrążona w głębokim bólu Alicja Skorupska"

Godzina śmierci jest kluczowa w kolejnym akcie dramatu tej rodziny. Ojciec pana Mateusza już dwa tygodnie po tragedii postanowił wycofać się z darowizny domu, który przekazał synom. Pani Ilona żyła w konkubinacie. Będzie miała prawo do części tego budynku tylko wtedy, kiedy okaże się, że Mateusz zmarł pierwszy.

- Ojciec przekazał darowiznę mnie i mojemu bratu Mateuszowi. Wszystko jest notarialnie udokumentowane. Po dwóch tygodniach dostałem pismo, że ojciec odwołuje mnie od darowizny tego domu. Jako powód podał rażącą niewdzięczność, ale jaka ta niewdzięczność ma być, tego do tej pory nie wiem - mówi pan Łukasz, brat tragicznie zmarłego Mateusza.

- Dostali to wspólnie i mieliśmy tam robić sobie dwa mieszkania - dodaje pani Ilona.

- Połowę domu, która mi się należała, przepisałam swoim dzieciom. Drugą połowę dał, jako darowiznę ich ojciec. Ja nie rozumiem dlaczego tutaj jest spór - mówi Alicja Skorupska, matka Mateusza i Łukasza.

Chcieliśmy zapytać ojca Mateusza i Łukasza dlaczego wycofał się z darowizny, ale mężczyzna nie zgodził się na rozmowę przed kamerą.

- Darowiznę można cofnąć w sytuacji rażącej niewdzięczności obdarowanego, w tym wypadku tego syna. Ta zasada rażącej niewdzięczności to bardzo ogólne sformułowanie i praktycznie nie da się go zdefiniować, wszystko zależy od sprawy - mówi Jacek Świeca, radca prawny.

Ponieważ ojciec wycofuje się z darowizny, pan Łukasz założył sprawę spadkową. W sądach toczą się teraz dwie. Jedna o cofnięcie darowizny, i ta nie dotyczy pani Ilony, druga - to sprawa spadkowa. Powołany przez sąd biegły miał określić, kto zmarł pierwszy, bo to warunek konieczny do tego, aby stwierdzić, czy pani Ilona cokolwiek dziedziczy. Niestety, biegły nie określił godziny zgonów.

- Jeżeli pierwszy zmarł ojciec, to córka odziedziczyła po nim jakiś majątek, a jeżeli córka zmarła, to matka po niej dziedziczy. Biegły medycyny sadowej nie był w stanie stwierdzić, kto zmarł pierwszy, nie miał wystarczającego materiału dowodowego. Nie można przewidzieć, czy będą inni biegli - mówi Sławomir Przykucki z Sądu Okręgowego w Koszalinie.*

* skrót materiału

Reporterka: Małgorzata Frydrych

mfrydrych@polsat.com.pl

(Telewizja Polsat)