Zamknięty w mieszkaniu

Życie Jacka Witerka to nieustanna walka o zdrowie. Najpierw choroba nerek i kilkanaście lat dializowania, później odrzucony przeszczep nerki i ponowna operacja. Jakby tego było mało, mężczyzna został sparaliżowany po upadku ze schodów. Wypadek przykuł go do wózka inwalidzkiego. Pan Jacek mieszka na pierwszym piętrze w starej kamienicy. Bez pomocy innych nie jest w stanie się stamtąd wydostać.

- Jackowi odchodziło od kości ciało. Jacek wył, to nie był krzyk ludzki tylko wycie. Podawano morfinę, ale i to nie pomagało - opowiada Bożena Migasińska, ciotka pana Jacka.

Pan Jacek ma 31 lat. Mieszka w Łodzi. Jest osobą niepełnosprawną, przykutą do wózka. Urodził się zdrowy, niestety będąc dzieckiem pojawiły się pierwsze kłopoty. Najpierw lekarze stwierdzili chorobę nerek.

Przez kilkanaście lat jedynym ratunkiem dla pan Jacka były dializy. Z tego powodu nie mógł chodzić do szkoły. Miał indywidualne nauczanie. Niestety, jego stan zdrowia pogarszał się. Kilka razy trafiał do szpitala. Stracił częściowo słuch, został zarażony gronkowcem.

Choroba pogłębiała się. Gdy miał osiemnaście lat, życie panu Jackowi uratował przeszczep nerki. Przez kolejne kilka lat wydawało się, że wszystko będzie dobrze. Niestety, po sześciu latach nastąpił odrzut przeszczepu. Trzy lata temu operację powtórzono.

- Nie można już więcej zrobić dializ. Nie wyobrażam sobie, co by było, gdyby ten przeszczep się nie przyjął. Syn był kilka razy w takim stanie, że nie kontaktował nic przez kilka tygodni - rozpacza Anna Witerek, matka pana Jacka.

To nie koniec dramatu rodzinnego. Kiedy uratowano nerki panu Jackowi, mężczyzna, schodząc o kulach z pierwszego piętra, spadł ze schodów. Wypadek przykuł go do wózka.

Pan Jacek mieszka na pierwszym piętrze w starej kamienicy. Mężczyzna uwięziony jest w lokalu kompletnie nieprzystosowanym dla osoby niepełnosprawnej.

- Przede wszystkim barierą są schody. Abym mógł wyjść, potrzebne są dwie osoby. Inaczej, to siedzę w domu. Chyba, że jak jest mama, to idzie na ulicę i prosi kogoś, kogo spotka -mówi pan Jacek.

Niestety, dla takich osób jak pan Jacek mieszkań w Łodzi jest niewiele. Ponad dwustu
niepełnosprawnych czeka na swoją szansę. Rodzina chciałaby zamienić duże 117-metrowe mieszkanie, na lokal na parterze, by mężczyzna nie był uwięziony we własnym domu. Niestety, mogą liczyć tylko na pomoc obcych osób.

- Mamy parlamentarzystów w Sejmie. Chciałabym zaapelować, niech coś zrobią, walczą o osoby niepełnosprawne, bo one chcą żyć - mówi Bożena Migasińska, ciotka pana Jacka.

Reporterka: Żanetta Kołodziejczyk

interwencja@polsat.com.pl