1,5 miliona z wyłudzonych kredytów

Gęstnieje atmosfera wokół Justyny D., właścicielki śląskiego biura pośrednictwa kredytowego. Kobieta oraz jej pracownicy oskarżeni są o fałszowanie umów kredytowych swoich klientów i wyłudzenie w ten sposób ponad 1,5 miliona złotych! Akty oskarżenia właśnie trafiły do sądu. Co spotka oskarżonych o tak gigantyczne oszustwa? Interwencja śledzi sprawę na bieżąco.

- W bankach mam 95 tysięcy złotych długu. Chodzę do pracy i robię na Justynę D. – mówi pan Mieczysław, oszukany przez biuro pośrednictwa kredytowego.

- Justynie D. przedstawiliśmy łącznie 124 zarzuty – dodaje Agata Słuszniak z Prokuratury Rejonowej w Tychach.

Czternaście osób oskarżonych o oszustwa na ponad 1,5 miliona złotych. Kilkadziesiąt sfałszowanych umów i kart kredytowych. To finał działalności jednego ze śląskich biur pośrednictwa kredytowego należącego do Justyny D. Do zaciągnięcia kredytów wystarczyły dane z dowodów osobistych.

- Chciałem moje dwa kredyty połączyć w jeden. Powiedziała, że mam jej dać pieniądze, a ona wszystko w banku załatwi. Przelałem jej 20  tys. zł na konto, a 40 tys. zł dałem „do ręki”.

Przywłaszczyła sobie te pieniądze i jeszcze wzięła jeden kredyt na mnie – opowiada pan Mieczysław, oszukany przez biuro pośrednictwa kredytowego.
Pani Elżbieta Grzega jest emerytką. Co miesiąc dostaje 1600 zł. W banku ma kredyty na ponad… 100 tysięcy. Żadnej z umów kredytowych nie widziała na oczy i żadnej nie podpisywała.

- O wszystkim dowiedziałam się, gdy poszłam do banku. Aż mi się słabo zrobiło. Nikomu nie dawałam mojego dowodu – mówi  pani Elżbieta.

O działalności Justyny D. mówiliśmy pod koniec czerwca. Kobieta prowadziła biuro pośrednictwa kredytowego w Lędzinach. Miała jeszcze kilka siedzib na Śląsku. Część z poszkodowanych przez nią osób przez dłuższy czas nawet nie wiedziała, że ma w bankach gigantyczne zadłużenia.

- Dla pani D. to nie było problemu, że ktoś był bezdomny lub bezrobotny. Ona na każdego dostała kredyt – mówi Barbara Kściuk, oszukana przez biuro pośrednictwa kredytowego.

- Byli ludzie, co wzięli 3 tys. zł kredytu, a ona dopisała zero i zrobiło się 30 tysięcy – dodaje Irena Białota, także oszukana przez biuro pośrednictwa  kredytowego.

Pani Irena i pan Jan Białota z Imielina na Śląsku mają ponad 400 tysięcy kredytu. Sęk w tym, że tych pieniędzy nigdy nie otrzymali. Pani Irena i pan Jan nie wiedzieli nawet o tym, że taki kredyt jest na nich zaciągnięty. Mężczyzna miał tylko żyrować kredyt swojej znajomej - Halinie P. Dał jej swój dowód. Halina P. to znajoma części pokrzywdzonych ludzi. Była pracownicą biura kredytowego należącego do Justyny D. Dziś Halina P. sama przyznaje się do podrabiania podpisów i fałszowania umów kredytowych. Jak twierdzi, nie wie, co działo się z pieniędzmi z pożyczek. Sama zgłosiła się na policję.

Dlaczego pokrzywdzeni tak długo nie wiedzieli o zaciągniętych kredytach i rosnącym długu? Ponieważ nieuczciwi pracownicy biura kredytowego jako adres korespondencyjny dla każdego banku wpisywali… adres biura Justyny D.

Próbowaliśmy porozmawiać z Justyną D. Kobieta komentować sprawy nie chciała. Sama uważa się za osobą poszkodowaną przez - uwaga - swoich pracowników.

- Niech powiedzą te osoby, gdzie te pieniądze zostały przelane. Ja o niczym nie wiedziałam - powiedziała Justyna D.
Wśród 14 osób, którym prokuratura postawiła zarzut oszustwa jest Andrzej M. jeden z pracowników innej firmy pośrednictwa kredytowego w Tychach. Z tym biurem współpracowała również Justyna D.

- Oskarżyliśmy również pana Andrzeja M. Zarzuciliśmy mu 6 przestępstw dotyczących wyłudzenia kredytu na inne nazwiska – potwierdza Agata Słuszniak z Prokuratury Rejonowej w Tychach.
Jeszcze kilka tygodniu temu prezes firmy zapewniał nas, że to jego firma, zajmująca się pośrednictwem, jest poszkodowana przez Justynę D. Bronił również swoich pracowników.

- Ona była jednym z naszych przedstawicieli. Sprawą zajmie się teraz prokuratura. Pracownicy mojej firmy zostali przesłuchani, ale nikomu nie postawiono zarzutów w tej sprawie – mówił prezes firmy pośrednictwa kredytowego, z którą współpracowała Justyna D.

- Mam spisaną u adwokata umowę, w której Justyna D. i Halina P. zobowiązują się spłacić kredyt wzięty na męża na ponad 400 tysięcy. Przyznały się, że zaciągnęły na niego kredyty.
Zobowiązały się, że spłacą ten kredyt w przeciągu poł roku, ale nie spłaciły - mówi Irena Białota, oszukana przez biuro pośrednictwa  kredytowego.

Prokuratura prowadzi śledztwo od dwóch lat. Sprawę udało się wreszcie skierować do sądu. Zebrano ponad 40 tomów akt. Proces Justyny D. i innych oskarżonych o oszustwa może trwać latami.

A poszkodowani muszą cierpliwe czekać na jej finał i umorzenie zadłużeń w bankach.

- Poszedłem do niej, żeby mi oddała te pieniądze, to powiedziała, że będę miał połamane ręce i nogi – opowiada pan Mieczysław, oszukany przez biuro pośrednictwa kredytowego.*

* skrót materiału

Reporterka: Aneta Krajewska

akrajewska@polsat.com.pl