Zwłoki matki na wystawę!

Zwłoki matki pani Danuty nie zostaną pochowane. Zostaną zakonserwowane, obdarte ze skóry i wystawione jako eksponat w instytucie ekscentrycznego niemieckiego anatoma doktora Gunthera von Hagensa. Pani Danuta jest w szoku. Twierdzi, że ciało matki oddała do instytutu jej siostra, nikogo nie pytając o zdanie.

W 2000 roku Berta Stuebler – matka pani Danuty - wyjechała do Niemiec. Tam wyszła za mąż. Jeszcze przed wyjazdem z Polski u pani Berty zdiagnozowano chorobę psychiczną. W 2004 roku zmarł jej mąż, ale kobieta nie chciała wracać do Polski. Zamieszkała w Guben, tak jak jej druga córka – Teresa. 17 kwietnia tego roku 76-letnia Berta Stuebler zmarła.

- Zadzwoniłam do siostry. Powiedziała, że żadnego pogrzebu nie będzie, bo matka idzie do instytutu – opowiada Danuta Staszewska, córka zmarłej Berty Stuebler.

Dopiero po chwili pani Danuta skojarzyła, że siostrze chodzi o instytut doktora Gunthera von Hagensa – ekscentrycznego niemieckiego anatoma, który preparuje ludzkie zwłoki. Następnie wystawia je jako eksponaty na wystawach.

- Oglądałam tę wystawę w Internecie. Zszokowało mnie to: kobieta w ciąży i płód taki chyba pięciomiesięczny…sportowiec jakiś, skóra zdarta straszne, widziałam też parę kopulującą. Nie mam słów na to – mówi pani Danuta.

Pani Danuta pojechała do szpitala w Cottbus, gdzie zmarła jej matka, ale zwłok już tam nie było. Zabrano je do plastynarium.

- Pojechałam do Cottbus po akt zgonu. Tam pokazano mi taki druk dawcy ciała – opowiada pani Danuta.
Kobieta nie wierzy, że matka zgodziła się na oddanie jej ciała do instytutu Hagensa. Dlaczego? Bo poznała na druku dawcy ciała pismo swojej siostry.

- Ja nie zaprzeczam temu, ale ja nie podpisywałam, chyba widać matki podpis – tłumaczyła zawile pani Teresa, siostra pani Danuty.

- Ta pani w Cottbus pamiętała moją siostrę, podobno mówiła, że jest jedyną córką mamy, a obecnie nas żyje trójka – mówi pani Danuta.

Kobieta zawiadomiła niemiecką, a potem polską prokuraturę. Ta odmówiła podjęcia jakichkolwiek działań.

- Przyszła mi odpowiedź z  Niemiec, artykuł: zakłócenie spokoju zmarłych, czy zbezczeszczenie zwłok. Ale od tego czasu nic się nie dzieje – opowiada pani Danuta.

Pojechaliśmy z panią Danutą do Guben. Kobieta chciała dowiedzieć się osobiście, co teraz dzieje się z ciałem jej matki. W plastynarium zastaliśmy Guntera von Hagensa i jego pracowników.

- Choroba psychiczna nie oznacza, że nie można podejmować decyzji, że jesteśmy pozbawieni sił umysłowych. Rozumiem panią, też straciłam matkę półtora miesiąca temu. Pani matka nie wróci. Być może dla pani własnego samopoczucia lepiej będzie zaakceptować decyzję matki – powiedziała pani Danucie, jedna z pracownic doktora Guntera von Hagensa.

- Ja nie mam mocy, żeby ją stamtąd wziąć. Nie wiem, co się z nią dzieje, prawdopodobnie jeszcze na lodzie leży, ale nie mogą jej długo tak trzymać. Musza ją do formaliny włożyć, żeby ją odwodnić i odtłuszczyć, bo leżąc na lodzie ona gnije od środka. A takie ciała oni palą – mówi pani Teresa, siostra pani Danuty.  

- Nieraz mam koszmary, że oni już dawno ją obrobili, dzisiaj cztery miesiące jest, jak mama nie żyje – rozpacza pani Danuta.

Siostra pani Danuty nie widzi w swoich działaniach nic złego. Być może dlatego, że sama przez trzy lata pracowała w plastynarium w Guben. Ponadto twierdzi, że za ciało matki nie dostała żadnych pieniędzy. Ale cztery lata temu pokazywaliśmy historię Aleksandra Sizonenko – rosyjskiego schorowanego koszykarza, któremu Gunther von Hagens składał finansowe propozycje w zamian za zgodę na oddanie ciała.

- Proponowali mi 20 tysięcy marek, jeśli podpisze umowę. Odmówiłem – opowiada Aleksander Sizonenko.

Kilka lat temu Hagens chciał otworzyć filie swojego plastynarium w Polsce. Musiał się jednak wycofać z tego pomysłu, bo nie dostał pozwolenia.

Pani Danuta cały czas ma nadzieję, że ciało jej matki wróci do Polski. Jeśli tak się nie stanie, nie odzyska spokoju.*

* skrót materiału

Reporterka: Paulina Bąk

pbak@polsat.com.pl