Wojna o dzieci

Ojciec złamał prawo i zabrał matce dzieci, a sąd pozwolił mu je wychowywać. Mężczyzna mógł widywać synów tylko w weekendy, ale zabrał ich do siebie na stałe. Ich matka jest załamana.

Pani Barbara i pan Leszek byli parą przez dwanaście lat. Owocem ich związku są dwaj chłopcy – obecnie dwunastoletni Filip i pięcioletni Leszek. Kłopoty pary rozpoczęły się w listopadzie 2009 roku, gdy pani Barbara postanowiła odejść od partnera. Dzieci zostały z nią.

- Strony zawarły ugodę, na mocy której obaj synowie mieli przebywać u matki dzieci, natomiast w weekend dzieci miały przebywać u ojca – informuje Artur Lipiński z Sądu Okręgowego w Krośnie.

- Od samego początku nie brał pod uwagę postanowienia sądu. Przywoził dzieci, kiedy chciał. Godzina, dwie czy nawet cały dzień spóźnienia, to dla niego nie robiło żadnej różnicy – opowiada pani Barbara.

- Dzieci nie chciały wracać do matki – twierdzi pan Leszek.

Pani Barbara układała sobie życie. W 2010 roku wyszła za mąż i zaszła w ciążę. Jak twierdzi, jej synowie mieli doskonały kontakt z nowym mężem, ale…

- W grudniu pojawiły się pisma z sądu, że moja żona znęca się fizycznie i psychicznie nad dziećmi, w szczególności nad starszym synem Filipem – opowiada pan Stanisław, obecny mąż pani Barbary.

- Przeciwko matce wszczęto postępowanie. Okazało się, że to dziecko było zmanipulowane,  przyznało się, że to ojciec mu kazał – informuje Rafał Choroszyński, pełnomocnik pani Barbary.

W lutym 2011 roku ojciec jak zwykle zabrał chłopców na weekend. Tyle, że już ich nie oddał. 4 kwietnia, w związku z zaistniałą sytuacją, sąd zmienił postanowienie w sprawie dzieci. Tymczasowo przyznał je ojcu.

- Sąd oczywiście zauważył, że postawa ojca w tym zakresie nie jest prawidłowa, ojciec powinien respektować treść ugody, ale z drugiej strony sąd wziął pod uwagę fakt, że taka ciągła zmiana miejsca zamieszkania, spowoduje dla tych dzieci złe konsekwencje – informuje Artur Lipiński, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Krośnie.

- Sąd wie, że ojciec jest skłonny do tego, żeby kazać dzieciom się samookaleczyć, a mimo to rozstrzyga, że on będzie lepszym rodzicem – komentuje Rafał Choroszyński, pełnomocnik pani Barbary.

Zgodnie z postanowieniem sądu, mama ma prawo spędzać z dziećmi weekendy, ale w praktyce tak się nie dzieje.

- Cały czas postanowienia nie są respektowane przez ojca dzieci. Starszego syna widziałam od lutego zaledwie cztery razy – mówi pani Barbara.

- On oświadcza, że nie pojedzie. To jest bardzo postawny chłopak, dosyć wyrośnięty, ja nie zamierzam go szarpać, zmuszać – wyjaśnia pan Leszek, ojciec chłopców.

Innego zdania jest pani Barbara. Na dowód pokazuje zdjęcia i nagrania zrealizowane w czasie wizyty chłopców w jej domu.
- Te zdjęcia mi zostały pokazane w sądzie. Uważam, że oni fotografują dzieci przy każdej okazji. Na zadowolonych wyglądać można po prostu zawsze – mówi pan Leszek, ojciec chłopców.

W ostatni piątek towarzyszyliśmy pani Barbarze w oczekiwaniu na przywiezienie dzieci. Przed godziną osiemnastą okazało się, że wizyty dzieci nie będzie. Ich ojciec tłumaczył, że młodszy syn jest chory.

Pani Barbara pojechała z mężem pod dom ojca dzieci. Wezwała lekarza. Razem z nim próbowała wejść do chorego synka. Nie została wpuszczona. Doszło do awantury.

Sprawa o ustalenie władzy rodzicielskiej nad chłopcami trwa. Skonfliktowani rodzice czekają na opinię rodzinnego ośrodka diagnostyczno-konsultacyjnego. Ta ma pokazać, z kim dzieciom będzie lepiej.*

* skrót materiału

Reporterka: Irmina Brachacz

ibrachacz@polsat.com.pl