Woli wiadro niż kanalizację

Czy w XXI wieku można nie chcieć toalety? Kuzynka pani Alfredy jej nie potrzebuje. Domownicy załatwiają się do wiadra, a nieczystości gromadzą w śmierdzących beczkach przed domem. Niechęć kuzynki jest zadziwiająca. Wystarczy podpiąć rurę…

- Śmierdzi w całym domu, pełno jest much, a nie mamy żadnej obory – mówi Alfreda Wejman, współwłaścicielka domu, która mieszka na parterze.

Ten, rzec by można, śmierdzący konflikt w budynku w Jelczu-Laskowicach trwa już od kilku lat. Jest to stary, rodzinny dom, w którym od lat 40. mieszkały dwie siostry wraz ze swoimi rodzinami. Po śmierci jednej z seniorek młodsze pokolenie skonfliktowało się przy podziale majątku.

- Mieszkały tutaj dwie siostry, zresztą, moja mama mieszka do dzisiejszego dnia. Siostra mieszkała na górze, mama na dole. W którymś momencie siostra mojej mamy zachorowała. Kuzynce zależało na tym, żeby to szybciutko podzielić. Oddała sprawę do sądu o zniesienie współwłasności – opowiada Alfreda Wejman, współwłaścicielka domu, która mieszka na parterze.

Spór o podział domu trwa już 7 lat. Strony na kolejnych rozprawach sądowych nie mogą porozumieć się do kogo i jaka część domu należy. Niestety, podział majątku to nie jedyny problem. W rodzinie trwa również spór o toaletę i podłączenie do kanalizacji miejskiej. Część górna do tej pory nie ma toalety, a na zrobienie ubikacji na parterze, gdzie mieszka 78-letnia pani Eugenia, jej córka musiała zdobyć sądową zgodę.

- Ta ubikacja była drewniana, od 1945 roku nikt jej nie remontował i się rozpadła. Córka Alfreda zadbała o to, żebym miała swoją ubikacje, żebym miała się gdzie wykąpać – opowiada Eugenia Palica, matka pani Alfredy.

- Konflikt się zaczął, gdy chciałam podłączyć mamie kanalizację. Okazało się, że nie mogę. Wydaję mi się, że robią to ze złości. Współwłaścicielka nie ma toalety. Do wiader się załatwiają i wynoszą na ogródek, do prowizorycznego kibelka – opowiada pani Alfreda, współwłaścicielka domu.

Ściekami na posesji zajęli się urzednicy. Na razie bezskutecznie. Beczki z nieczystościami stoją na działce do dzisiaj.

- Decyzją administracyjną chcieliśmy, żeby się porozumieli i odprowadzali ścieki komunalne  w sposób cywilizowany, ale jedna ze współwłaścicielek tej nieruchomości skutecznie się odwołała. Nieruchomość ma już bowiem przyłącze do kanalizacji. Problem jest tylko w instalacji wewnętrznej – informuje Kazimierz Putyra, burmistrz miasta i gminy Jelcz-Laskowice.

- Ta ich beczka ma zawór. Odkręcają go w nocy i wszystko leci. Tymi smrodami wszyscy oddychają. To jedyny dom w Laskowicach, którego piętro nie jest podpięte do kanalizacji. Czy to tak ciężko dogadać się i żyć w godnych warunkach? – pyta Alfreda Wejman, współwłaścicielka domu.*

* skrót materiału

Reporterka: Małgorzata Frydrych

mfrydrych@polsat.com.pl