Ojciec czy dziadkowie – gdzie trafi Nikola?

Dramatyczna walka o polskie dziecko. 3,5-letnia Nikola od urodzenia mieszkała z matką u swoich dziadków. Ojca, który mieszka w Niemczech, widywała sporadycznie. Wszystko zmieniło się, gdy półtora roku temu mama Nikoli zginęła w wypadku samochodowym. Wtedy o córce przypomniał sobie Ernest S. Dziś toczy sądową batalię z dziadkami Nikoli.

Trzyipół letnia Nikola wychowywała się u swoich dziadków, państwa Dypów od kołyski. Matka Nikoli, Adriana urodziła dziewczynkę, gdy miała szesnaście lat. Opiekę nad wnuczką sprawowali dziadkowie. Mają oni jeszcze czwórkę swoich dzieci w wieku od 7 do 17 lat. Dziadkowie mówią, że ojciec Nikoli, Ernest S. nie chciał znać dziewczynki, nie chciał jej uznać za swoją.  

- Kazał Adrianie usunąć ciążę, mówił, że nie będzie dziecka wychowywał. Gdy siostra napisała mu, że urodziła córeczkę, odpowiedział, by szukała jej ojca, bo on nim nie będzie - opowiada Magdalena Dypa, siostra mamy Nikoli.

Rodzina i sąsiedzi Nikoli mówią, że Ernest S., który na stałe mieszka w Niemczech, sporadycznie odwiedzał dziecko. Wizyty trwały krótko i do udanych nie należały.

- On bez ojca i matki od młodych lat był chowany i nie ma czułości , rodzinnego tego ciepła. To było widać. On jakby służbowo przyjechał, fik, fik i już go nie było – opowiada Eugeniusz Zwierzyński, sąsiad rodziny Dypów.

Prawie półtora roku temu mama Nikoli zginęła w wypadku samochodowym. Dziewczynka zaczęła mówić „mamo” do swojej babci. Sąd Rejonowy w Jarosławiu ustanowił 39-letnią babcię i 43-letniego dziadka rodziną zastępczą dla Nikoli. Jednocześnie ograniczył prawa rodzicielskie biologicznemu ojcu. 

- Z tym postanowieniem nie zgodził się ojciec dziecka. Wniósł apelację, w wyniku czego Sąd Okręgowy powierzył mu władzę rodzicielską – informuje Jacek Saramaga z Sądu Okręgowego w Przemyślu.

Szukamy ojca Nikoli u jego krewnych w małej miejscowości pod Jarosławiem. Niestety, okazuje się, że zdążył już wyjechać do Niemiec. O jego relacjach z córką udaje nam się porozmawiać przez internet z matką Ernesta S..  

- Oczerniają syna, a sami są nie w porządku. Kiedy mógł, to jeździł do córki. Kupował prezenty, płacił alimenty. On do wszystkiego się przyznawał – zapewnia Dorota L., matka Ernesta S.

- Sąd przyjął, że dziadkowie małoletniej nie dają gwarancji należytego spełniania obowiązków rodziny zastępczej – dodaje Jacek Saramaga z Sądu Okręgowego w Przemyślu.

Jednak wszystkie opinie specjalistów z Rodzinnych Ośrodków Diagnostyczno-Konsultacyjnych jednoznacznie wskazują, że dziadkowie dobrze spełniają kryteria rodziny zastępczej. Zdaniem psychologów ojciec nie jest związany emocjonalnie z dziewczynką, nie zna jej potrzeb. Wielokrotnie próbowaliśmy skontaktować się z Ernestem S., jednak jego telefon milczy.

- To sąd wydaje orzeczenie w sprawie. Dowód z opinii jakiegokolwiek biegłego jest tylko dowodem pomocniczym – mówi Jacek Saramaga z Sądu Okręgowego w Przemyślu.

Zaraz po wyroku sądu okręgowego Ernest S. przyjechał do dziadków po Nikolę. Wrzucił dziecko do samochodu i usiłował odjechać. Przeszkodzili mu sąsiedzi.

- Dziecko strasznie krzyczało, wołało do mamy, a on na nic nie patrzył. Nam, obcym ludziom łzy się lały - opowiada jeden z sąsiadów rodziny Dypów.

Państwo Dypowie wynajęli prawnika, zapowiadają kasację wyroku. Dziewczynka nie wychodzi sama na dwór, drzwi mieszkania są zawsze zamknięte. Dziadkowie Nikoli liczą na to, że sąd zmieni swoją decyzję.*

* skrót materiału

Reporterka: Ewa Pocztar-Szczerba

epocztar@polsat.com.pl